Kicz II

Obudził się we mnie krytyk. Tak, tak, właśnie krytyk. Rozsiadłem się więc w fotelu i zacząłem krytykować. Na pierwszy ogień poszły wierszyki o „ptaszkach i kwiatkach” – schlastałem je niemiłosiernie. Potem na warsztat wziąłem ambitne rymy i dałem upust swojej złośliwości – płynęła jak rwący potok, zalewając pustosłowie. Po dwóch godzinach poczułem się wykończony. „Takie krytykowanie to jednak ciężka praca” – pomyślałem i napisałem wiersz, tak dla odreagowania złych emocji:

a kiedy łąką będziesz
w trawy się twoje wtulę
i całując pąki twych kwiatów
zacałuję
falowanie twych traw uciszę
dając ci miłość nad życie
aż na niebie zabłyśnie
księżyc nad księżycem


No to mam wiersz – stwierdziłem w myślach i poczułem, jak rozpiera mnie duma. Oczami wyobraźni widziałem, jak wszyscy oponenci pochylają głowy nad moim dziełem i w eter idzie opinia: „mamy prawdziwego poetę”, „nareszcie jest wybitne dzieło”. Wysłałem ten wiersz w sieć. Niech sobie tam pobędzie i niech inni poobcują z moim geniuszem – tak sobie wykombinowałem. Z niecierpliwością czekałem na pierwsze komentarze.

Po godzinie bezowocnego czekania, zacząłem się denerwować. Po dwóch godzinach tłumaczyłem sobie, że brak komentarzy oznacza tylko tyle, że czytelnicy są olśnieni i w tym olśnieniu-upojeniu nie są w stanie wykrztusić-napisać ani słowa. Po trzech godzinach złamałem się i napisałem pod swoim wierszem: „proszę się nie obawiać i komentować”.

I nagle jakbym odetkał zatkany syfon: jeden po drugim zaczęły pojawiać się wpisy.

Jest wieczór, siedzę w fotelu, ale już się nie rozpieram, tylko tak jakoś „milczkiem” siedzę. Komentarze nadal płyną, a ja nie mogę nic zrobić, bo we wszystkich obudzili się krytycy i każdy postanowił mi dokopać. Chce mi się płakać, ale nagle, ku mojemu zdumieniu i dla pokrzepienia mojego zbolałego ego, pojawia się wpis: „bardzo fajny wiersz, czy mogę go wykorzystać do celów prywatnych?”. Odpowiadam natychmiast: „dziękuję”, dodaję „oczywiście!!!”, i dopytuję z ciekawości: „a co to za cel prywatny?”, i kiedy już nie mogę doczekać się odpowiedzi, licząc, że to na pewno jakiś wydawca, dostrzegł tę „perełkę pośród wieprzy”, pojawia się wpis: „no, bo pani w szkole kazała nam napisać coś na temat kiczu i ja bym chciał wykorzystać twój wiersz; on się tak fajnie nadaje”.

Zamknąłem rozdział „poeta” w swoim życiu, z krytyką też pożegnałem się na zawsze. Postanowiłem wyciszyć się i zapomnieć o doznanej porażce, ale któregoś dnia, siedząc samotnie i bezczynnie, ni stąd, ni zowąd, wymyśliłem zdanie, bardzo ładne zresztą zdanie: „W piękny wiosenny poranek, młoda dziewczyna udała się na spacer, podpatrzeć jak przyroda budzi się do życia”, i kiedy je zapisałem na kartce, poczułem w sobie bezgraniczną moc geniuszu. Wtedy właśnie postanowiłem, że zostanę wielkim pisarzem.
 
Artur Wodarski