Skok w przepaść

Wrzesień

Było piękne, wrześniowe popołudnie. Po niebie płynęło ospale kilka rzadkich i małych chmur, oddając miejsce mocnym promieniom słońca. Przyszedł do parku jak zwykle dość wcześnie i usiadł na jednej z wolnych ławek. W oczekiwaniu, obserwował przez brązowe szkła swoich przeciwsłonecznych okularów przechadzające się nieopodal parki emerytów, młode mamy i ich znudzone pociechy. Wszyscy wydawali się wyjątkowo rozleniwieni atmosferą tego miejsca i ładną pogodą. Rozsiadł się więc wygodnie i zapalił papierosa. Wiedział, że przyjdzie punktualnie.
Zjawiła się, gubiąc po drodze tylko dwie minuty. W ciemnych okularach i ładnie ułożonych do tyłu brązowych włosach prezentowała się interesująco. Od początku znajomości pociągała go i dlatego wciąż pozwalał sobie na te spotkania. Lubił jej obecność. Styl, w jakim opowiadała o swoich planach, sukcesach i wpadkach. Sposób, w jaki piła kawę i śmiała się. To wszystko sprawiało, że wciąż się widywali.
Usiadła blisko niego, ocierając się znacząco przy powitaniu i uśmiechnęła się. Była bardzo zadowolona.
– Z czego się tak cieszysz? – zapytał.
– Mam po prostu dobry humor. Co się tak dziwisz?
– No nie wiem. Jesteś strasznie podniecona. Co się stało?
– Nic szczególnego. Ładny dziś mamy dzień – odpowiadała wymijająco, zapalając mentolowego papierosa i poprawiając włosy.
– Jak się miewa syn? – zmienił temat, wiedząc, że nic z niej nie wyciśnie.
– W porządku – odparła krótko.
Siedzieli z twarzami skierowanymi ku ciepłemu słońcu, łapczywie zaciągając się papierosami. Delektowali się pogodą i swoją obecnością, wiedząc, że obydwie rzeczy nie potrwają zbyt długo. Mówili o codzienności, próbując przedstawić ją w jak najbardziej pozytywny sposób. Uciekali dziś od poważnych tematów i ocen, zostawiając je w niewypowiedzianej próżni. Zdawali sobie sprawę, że ich świat to iluzja, ale to właśnie jej pragnienie ich łączyło.
Po kilku minutach pogawędki nagle spoważniała i zaczęła szukać czegoś w swojej dużej torebce. Zamilkł, spodziewając się esencji tego spotkania. Wyjęła bezbarwną pomadkę i zaczęła subtelnie pokrywać nią swoje pełne usta. Robiła to powoli, chcąc zyskać trochę czasu. Po chwili skończyła, spojrzała się na niego i znów uśmiechnęła.
– Pewnie wiesz, czego chcę, Szymon? – zaczęła niewinnie.
– Domyślam się, że chodzi o specyfik, który dostałaś ode mnie ostatnio?
– Dokładnie. Wiesz, dobrze się po nim bawiłam w poprzedni weekend i chciałabym to powtórzyć w nadchodzącym – argumentowała, bawiąc się rączką torebki.
– Myślę, że coś da się z tym zrobić. Nie sądzisz jednak, że robisz to zbyt często? – zapytał odruchowo, znając już wcześniej odpowiedź.
– Nie przesadzaj. Nie znasz mnie? Jestem już dorosła i wiem, kiedy przestać. Nie baw się zresztą w moją mamę. Masz tu pieniądze i daj mi to, co chcę – mówiła, wpychając mu ukradkiem banknoty do ręki.
Wcisnął szybko zwitek pieniędzy do jednej z kieszeni swoich spodni, nie przeliczając ich nawet, co robił zazwyczaj przy zawieranych transakcjach. Spojrzał na przechadzających się ludzi i bez słowa włożył jej małe zawiniątko do otwartej torebki.
– Powinnaś być zadowolona – powiedział cicho.
Położyła torebkę na kolana i zamknęła ją jednym energicznym ruchem. Znów poprawiła włosy i wstała z ławki. Założyła sobie torebkę na ramieniu i stojąc, odwróciła się do niego.
– Muszę już zmykać, Szymon. Jesteś kochany. Pamiętaj, że Kasia o tym pamięta – powiedziała, odchodząc.
– Cześć – wymamrotał, patrząc z żalem i lekkim poczuciem winy, jak się oddala.
Zdawał sobie sprawę, że ta znajomość jest płytka i pozbawiona wszystkiego, co niesie ze sobą z reguły znajomość pomiędzy mężczyzną a kobietą. Wszystko było podporządkowane zdobyciu pożądanego narkotyku. Nie sądził, że spotkałaby się z nim jedynie w towarzyskim celu. Poznał ją po to, żeby sprzedać jej jeden ze swoich woreczków, choć za każdym razem oszukiwał się, że jest odwrotnie. Chciał ją lepiej poznać, ale wiedział, że w takiej sytuacji jest to niemożliwe. Sprzedawał jej dawki iluzji niosące śmierć, więc był zarazem jej pośrednikiem.

Kwiecień

Mocne promienie porannego, wiosennego już słońca przedzierały się przez zasłonięte żółtymi roletami okno. Siedział na sofie w jej niewielkim mieszkaniu. Panował w nim przyjemny rozgardiasz, typowy dla życia młodej matki z dzieckiem. Kolorowe zabawki znaczyły każdy kąt tego przytulnego miejsca, ale ich właściciel nie był obecny w tym momencie. Kasia krzątała się w kuchni, szykując coś do picia. Na stole w pokoju stało kilka kubków z niedopitą kawą. Zgasił papierosa i wypił łyk gorzkiego napoju z jednego z nich. Zauważyła to, wracając z kuchni.
– Widzę, że spragniony jesteś – powiedziała.
– Ty chyba też, dzwoniąc do mnie tak wcześnie? – odparł, robiąc grymas na twarzy.
– Myślałam, że twój sklepik jest czynny całą dobę – zaśmiała się, porządkując brudne naczynia ze stolika.
– Tak, ale tylko dla wybrańców.
– Czuję się więc wyróżniona – odpowiadała, śmiejąc się dalej.
Poszła do drugiego pokoju się przebrać. Przez uchylone drzwi widział, jak nakłada na siebie czarną koszulkę i wciska się w obcisłe, krótkie, seksowne spodenki. Gdy wyszła tak ubrana, zmieszał się trochę i zapalił kolejnego papierosa, tłumiąc swoje podniecenie. Ta dziewczyna naprawdę mu się podobała, a przebywanie w jej mieszkaniu sprawiało mu dodatkową przyjemność.
Po chwili na stole pojawiły się kubki z gorącą kawą, którą przygotowywała. Dopiero teraz, gdy usiadła niedaleko niego, przyjrzał się jej twarzy. Miała podkrążone i zmęczone oczy, które wołały o odpoczynek.
– Śpisz ostatnio? – zapytał zaciekawiony.
– Nie mam na to czasu, wszystko jest na mojej głowie. Właśnie dlatego znów zadzwoniłam do ciebie – odpowiedziała.
– Widzę, że się rozpędzasz – powiedział beznamiętnie.
– Na to wygląda – powiedziała i zamilkła, zaciągając się papierosem.
Wstała z sofy, sięgnęła po pilota i włączyła telewizor. Ustawiła go na muzyczny kanał i zaczęła poruszać biodrami w rytm muzyki, powoli zbliżając się do niego. Robiła to tak seksownie, że nagle zrobiło mu się bardzo gorąco i czuł, jak zaczyna się pocić pod ubraniem. Gdy była tuż przy nim, nagle ściszyła muzykę i usiadła bardzo blisko, kładąc mu ręce na kolana.
– Może dasz spragnionej kobiecie to, czego jej trzeba? – powiedziała, patrząc mu w jednocześnie w oczy.
Ta dwuznaczna sytuacja lekko nim zachwiała. Czuł dotyk jej nagich ud, które ocierały się o niego, zapach jej włosów i ręce na nogach. Pragnął jej w tym momencie, jednak wyraz zmęczonej i spragnionej twarzy nie mówił wcale o seksie.
– Nie posypiesz ścieżki dobrej koleżance? – pytała dalej, wciąż patrząc na niego.
– A już pomyślałem zupełnie o czymś innym – odparł, uśmiechając się i sięgając do kieszeni spodni.
Wyciągnął woreczek i wysypał trochę białego proszku na drewniany blat stolika. Rozochocona tą szybką wygraną Kasia szybko sięgnęła po leżącą na parapecie kartę telefoniczną i zaczęła przygotowywać sobie ścieżkę swojego ulubionego narkotyku.
– Masz może banknot? Zgubiłam gdzieś swoją rurkę – zapytała, pochylając się i szykując do zażycia.
Podał jej z niechęcią dwadzieścia złotych wyjęte z portfela. Zwinęła je sprawnie i szybko wciągnęła ścieżkę do nosa.
– Tego mi właśnie brakowało – powiedziała, podnosząc głowę spod blatu stołu i oddając mu banknot.
– Jesteś fajnym gościem, Szymon i mam do ciebie jeszcze jedną sprawę – kontynuowała.
– Ile tego potrzebujesz? – odparł szybko.
– Potrzebuję trochę więcej, mam ciężki okres teraz i muszę być na chodzie. Mógłbyś sprzedać mi dwa gramy, a drugie dwa dać na krechę?
Spojrzał na nią z niedowierzaniem. Zmęczenie znikało z jej twarzy, a oczy emanowały drzemiącą w środku energią wywołaną przez działanie narkotyku. Bardzo rzadko, a właściwie nikomu nie dawał towaru na krechę. To była jego żelazna zasada, bez której nie miał czego szukać w tym biznesie.
– Dobra, niech ci będzie, ale niech to zostanie między nami – wymamrotał w końcu.
– Wiedziałam, że na ciebie mogę liczyć – uradowała się Kasia i poszła do przedpokoju szukać przygotowanej wcześniej gotówki.
Gdy wróciła, wziął od niej połowę pieniędzy i wstał ze sofy. Rzucił na stół cztery worki i wyszedł.
alt
Jakiś czas później

Był chłodny wieczór. Uliczne lampy rozświetlały opustoszałe ulice miasta. Szli, razem z Grubym Robertem na pobliską siłownię. Nigdy nie przepadał za ćwiczeniami, ale Gruby przekonał go, że te spotkania to jeden z elementów ich wspólnego przedsięwzięcia. Na siłowni spotykało się większość ludzi z branży i wręcz należało tam bywać. Przechodzili właśnie przez park, gdy z boku podbiegła do nich ciemna postać. Zatrzymali się zaskoczeni.
– Cześć, Szymon, poznajesz mnie – zaczęła mówić w jego kierunku.
Przyjrzał się nieznajomej, ale przy skromnym świetle latarni nie mógł zidentyfikować zniszczonej twarzy i tłustych włosów spiętych jaskrawą gumką. Dopiero, gdy stanęła bliżej, poznał ją. Była wycieńczona i chuda. Lekkie ubranie zwisało na jej niewyraźnej sylwetce, ale niewątpliwie to była ona.
– No cześć, poznaję cię, czego chcesz? – odpowiedział.
– Zawsze cię lubiłam i jak zobaczyłam, to musiałam podejść – mówiła Kasia. – Chciałam się przywitać i zapytać od razu, czy nie masz może czym mnie poczęstować?
Spojrzał na Grubego Roberta, którego twarz wyrażała obruszenie i pogardę.
– No wiesz, dawno się nie widzieliśmy i nie mam pojęcia, o co ci chodzi – powiedział do niej, robiąc zdziwioną minę.
– Nie czas na pogawędki. Musimy zmykać – wtrącił groźnie Gruby i zaczął iść.
Szymon po chwili zrobił to samo. Ona nie dawała jednak za wygraną. Podbiegła do nich ponownie.
– Przecież znamy się tak długo, poczęstujcie czymś, wiem, że na pewno coś macie – naciskała, doganiając ich. Znów się zatrzymali, stając jej naprzeciw.
– Dziewczyno, my nic nie mamy i nic ci nie damy – głośno powiedział Szymon, któremu zrobiło się głupio przy swoim biznesowym partnerze.
Gruby Robert zbliżył się do niej i złapał za ramię. Trzymał ją chwilę, a później uśmiechnął się i spojrzał jej w oczy mówiąc cicho:
– Spływaj stąd, maleńka.
Po tych słowach wyrwała mu się z uścisku. Zdała sobie sprawę, że nic nie zdziała, a może jeszcze przysporzy sobie kłopotów. Zrezygnowana odwróciła się więc i pobiegła z powrotem w stronę ciemnego parku.
– Skąd ty znasz takie wywłoki? – spytał Gruby po chwili, wyraźnie zdziwiony tym nagłym spotkaniem.
– Nie wiem, kto to jest, pierwszy raz ją widziałem – odpowiedział Szymon, otwierając Grubemu drzwi do siłowni.

Marcin Radwański