Bezgranicznie…/ Grenzenlos…

Kiedy otrzymałem propozycję napisania tekstu do „Pro Libris”, wydawanego w Zielonaberg, długo musiałem się zastanawiać, o czym napisać. Temat wydawał się bardzo łatwy, przecież przez lata zajmuję się poszukiwaniem tożsamości na pograniczu. Na początku położyłem na stole białą kartkę, mówiąc sobie: to będzie tekst na dwie strony. Ale zadałem sobie pytanie: czy mogę się ograniczać do tej jednej kartki? Ona przecież wyznacza granice. Zrezygnowałem z pisania ręcznego, zasiadłem do komputera. Wiem, że to urządzenie mnie nie będzie ograniczało, przecież jest pewnym oknem na świat.

Tekst postanowiłem ograniczyć do 36 odsłon. Nie jestem bowiem dzieckiem słowa, a raczej obrazu. Dlaczego właśnie do liczby 36? Kiedyś my, fotografowie, byliśmy ograniczani przeważnie do liczby klatek na filmie. Dla wielu obecnych fotografów, używających fotografii cyfrowej, może być to niezrozumiałe. Kiedyś nie było takiej wolności.

Niedawno mój przyjaciel Timm Stütz, Niemiec mieszkający pod Szczecinem, zadał mi pytanie: czemu tyle robisz? Odpowiedź jest jednoznaczna. Kiedy już będę odchodził, chciałbym zachować dużo ciekawych obrazów.

Klatka 1
Grudzień 1970 r. Mróz. Moja mama stoi na balkonie, w pokoju leży mała córeczka. Wpadają sąsiedzi i krzyczą: „Kobieto, czy chcesz zginąć od rykoszetu?”. Nieopodal rozgrywa się największa tragedia powojennego Szczecina. 17 i 18 grudnia 1970 r. ginie 16 osób. Wielu z nich umiera na placu podczas demonstracji, czy starcia z wojskiem i milicją. Wówczas też, w oknie swojego mieszkania, ginie przypadkowo 16-letnia Jadwiga Kowalczyk. Historię jej poznaję po latach, przygotowując wystawę „Ciągle widzę ich twarze. Ofiary Grudnia 1970”. Ktoś może się zdziwi, dlaczego dopiero po tylu latach? Przecież o tej rzezi nie uczono w szkole...

Klatka 2
1971. Kiedy mnie jeszcze nie ma, umierają moi pradziadkowie. To oni przybyli do Szczecina w latach 40. XX w. Kiedy powstawał polski Szczecin, pradziadek zajmował się sprawami kolei. Przed wojną mieszkali w Ostrzeszowie, nieopodal granicy polsko -niemieckiej. Może w naturalny sposób przenieśli się dalej, by mieszkać znów na pograniczu. Po pradziadku w domu pozostała mapa kolejarska z lat 40. ze śmiesznymi nazwami miejscowości – czasami polskimi, a czasami niemieckimi. Dziś tamte miejscowości niekoniecznie są już po tej samej stronie granicy, co wtedy.

Klatka 3
Urodziłem się w 1973 r. Zamieszkałem w wielkiej, poniemieckiej narożnej kamienicy w centrum Szczecina. Mieszkanie było tak wielkie, że podzielono je na dwie części. Wspólny korytarz i łazienka. Pojawiłem się tam dopiero po 34 latach. Otwarta brama wejściowa zapraszała mnie do środka. Oto wchodzę na klatkę; od razu pojawiają się obrazy z dzieciństwa, może nieco zamazane, widzę twarze moich dzieci i czuję na nowo moje dzieciństwo. Dochodzą do mnie jakieś hałasy. Biegną one z podwórka. Zaglądam i patrzę z przerażeniem na szare, brudne, ciemne ściany. Wchodzę wyżej, dochodzę do „swoich” drzwi: też są otwarte! Dziwne, ale nie mogę dalej iść. Wiem, że nie jest to już moje miejsce. Zaglądam jedynie przez judasza, na dole widzę napis „Briefe”. Zapewne podobnie czuje się Niemiec, przychodzący do rodzinnego domu. Tylko ja nie zostałem wygnany: po prostu wyprowadziłem się.

Klatka 4
1977. Nowe osiedle z piękną nazwą – osiedle generała Aleksandra Zawadzkiego. To polski działacz partyjny i państwowy. Osiedle powstaje w szczytowym okresie rozwoju PRL-u. Gierek pewnie jest idolem moich rodziców, może przez banany i pomarańcze, które często przybywały do naszego szczecińskiego portu. Może też przez mieszkanie. Wyrwaliśmy się z poniemieckich wnętrz. Na pięknym osiedlu Zawadzkiego zamieszkały m.in. rodziny stoczniowców, milicjantów oraz wojskowych. Kiedy wychodziliśmy na podwórko, mówiliśmy, że idziemy na poligon – w końcu to na miejscu dawnego poligonu wybudowano tę dzielnicę. Tata przypominał, że tutaj był w wojsku. Często znajdowaliśmy łuski. Biegaliśmy po bezdrożach łąkach, walcząc, wcielając się w role złych Niemców czy bohaterskich Polaków – my, wychowani na filmach takich jak Czterej pancerni i pies czy też Stawka większa niż życie. Jak miło było umierać podczas takich walk.

Klatka 5
Zbieram znaczki… i motyle. Pamiętam, jak bardzo dumny byłem ze znaczków związanych ze Szczecinem, z serii pod hasłem „40 rocznica powrotu Ziem Zachodnich i Północy do Macierzy”. Na znaczkach – Bolesław III Krzywousty, Władysław Gomułka oraz Piotr Zaremba. Tego trzeciego bohatera znałem osobiście. To był pierwszy prezydent miasta Szczecina. Wówczas poznawałem historię miasta poprzez jego wspomnienia o działalności w latach 1945–1950.

Zbierałem właściwie wszystko, wszystko było w moim pokoju, tak jak w piosence Autobiografia grupy Perfect – „…pocztówkowy szał, każdy z nas ich pięćset miał”. Nawet przez chwilę posiadałem największą ilość puszek w okolicy, ale wymieniłem się z kolegą na znaczki z Adolfem Hitlerem oraz inne niemieckie z czasów wojny. Zbierałem też autografy – obok E. Gierka, W. Jaruzelskiego czy E. Roli-Żymierskiego posiadałem ten najważniejszy – podpis noblisty Lecha Wałęsy.

Klatka 6
Pod koniec lat 70. XX wieku jadę z rodzicami do DDR, na wycieczkę. Może nie jest to pierwsza nasza podróż tam. Nie napiszę: „do Niemiec”. Nie używaliśmy innego określenia jak tylko „do DDR”. To może przez te trabanty, opatrzone naklejkami z tym skrótem. Uwielbiałem tam jechać, ale zawsze bałem się przekraczać granicę. Miałem jakieś lęki, pamiętam oświetlony plac. Nie przeszkadzały mi nawet kolejki na granicy, mimo zrozumiałej niecierpliwości dziecka w małym fiacie. Niwelowała to wszystko perspektywa nowej zabawki, nowych, kolorowych cukierków. Pamiętam, jak musiałem pożegnać się z moimi ulubionymi starymi butami, gdzieś na enerdowskim parkingu – tylko dlatego, żeby strażnicy na granicy nie zabrali mi nowych butów, a przewoziliśmy wówczas więcej par obuwia.

Klatka 7
Moja babcia Grażyna opowiada mi o odległych czasach. Daje mi zdjęcie jedyne z młodości. Na sukience litera „P”. Zaczyna mi opowiadać o tym, jak Niemcy wyciągali ją z kościoła. Miała wówczas 13 lat. Nie miała możliwości pożegnać się z rodzicami – tego nigdy nie mogła zrozumieć. Dziewczynka z dobrego domu, ojciec inżynier, matka po konserwatorium w Warszawie – ląduje na gospodarstwie pod Hamburgiem. Staje się ważnym elementem III Rzeszy, jest niewolnikiem nowych panów. O tym, co przeżyła osobiście, nigdy nie chciała opowiadać. Pamiętam tylko opowieść o tym, jak jej właściciel na jej oczach zabijał widłami niewolnika z Rosji.

Klatka 8
Jest 1978. Karol Wojtyła zostaje Janem Pawłem II. Kilka lat później polski papież przebywa w polskim Szczecinie. Była dyskusja, gdzie ma się odbyć uroczysta msza. Zdecydowano, że będzie to miejsce potwierdzające naszą obecność tutaj. Mówił o wietrze, tym od morza. O mieście wolności.

Nie byłem na Jasnych Błoniach. U przyjaciół moich rodziców w mieszkaniu przy al. Jedności Narodowej (dzisiaj aleja Jana Pawła II) oglądałem Ojca Świętego jak zwykle, w telewizji. A był przecież kilkanaście metrów dalej! Po mszy poszedłem na róg ulic Armii Czerwonej (obecnie ul. Monte Cassino) i Wielkopolskiej. Stałem tam tuż przy barierce, w oczekiwaniu na przejazd papieża. Czekałem na niego, a ludzi zbierało się coraz więcej. Wyciągnąłem swój aparat – Smienę, licząc, że zrobię zdjęcie, tak na pamiątkę, dla siebie. Wiedziałem, że na zakręcie samochód będzie musiał zahamować, a ja będę stał naprzeciwko Ojca Świętego. Tę chwilę zatrzymałem w moim sercu oraz na tej kliszy – to jedyny kadr.

Klatka 9
Jest grudzień 1981 r. Właściwie już 13 grudnia. Widzę z okna ruchy wojsk. Dla mnie to jakieś wielkie poruszenie. Smutno mi tylko, bo mama płacze. I nie ma Teleranka – wszyscy w mundurach, telewizja z generałem w roli głównej. Ojca także znowu nie ma. Ale nie pojawił się też na służbie. Co jakiś czas przychodzą mundurowi i pytają, dlaczego nie zgłosił się. Pójdzie pod sąd – straszą. Mama jeszcze bardziej płacze. W południe przychodzi ojciec, jak zwykle grał w karty z kolegami w garażu. Przespał wybuch wojny w Polsce. Idzie do roboty. Ja bardziej martwię się o babcię, ona zapisała się do Solidarności. Zawsze głęboko wierzyła w Boga (chodziła z Matką Częstochowska w torebce), wierzyła też, że doczeka normalnej Polski. Mieszkała wówczas tak daleko, w Gorzowie. Nie było z nią żadnego kontaktu, zobaczyliśmy się dopiero po kilku tygodniach.

Klatka 10
Jest zimno, stoimy w jakiejś długiej kolejce, chyba styczeń 1982. Pamiętam słone masło, którego nie mogłem jeść, pomimo tego, że nie było nic innego w domu. Później było już lepiej. Co miesiąc był przydział na czekoladę. Zbierałem ją i chowałem w szafie. Taka piękna – w szarym opakowaniu. Zebrałem ich kilkanaście. Moja siostra kiedyś przyniosła paczkę ze szkoły. Paczka była z Niemiec. Cholerna konkurencja dla moich czekolad w szafie. Straciłem całą władzę nad siostrą. Podziwialiśmy wszystkie produkty – ich opakowania były takie kolorowe! Dziwiliśmy się, że nawet ryż był pięknie zapakowany. Mama tylko narzekała, że nie ma żadnych listów. Twierdziła, że pewnie dzieci z Niemiec przygotowały te paczki. Przypuszczała, że dyrekcja szkoły powyjmowały listy. Martwiła się: komu teraz podziękować? Muszę też ten kadr połączyć z moją komunią w 1983, wówczas również było bardzo słodko, sporo słodyczy, nowe buty i zegarek (raczej dwa), kilka książek. Szkoda tylko, że musiałem iść w tajemnicy do kościoła. Ale takie to były czasy.

Klatka 11
Pamiętam granicę między Polską a NRD latem, wakacje. Ponure zasieki na plaży, kłujące w oczy biało-czerwone słupy graniczne. W oddali – żołnierze. Przed oczyma mam zawsze ten sam widok: stoję – jako kilkuletni chłopiec – na piaszczystej plaży w Świnoujściu, a po drugiej stronie, na plaży w Ahlbecku, też biegają ludzie. Może tacy sami jak my, ale całkowicie niedostępni. Niektórzy trzymali lornetkę, by podgladać nudystów. Zawsze marzyłem o lornetce… Po latach przekroczyłem nielegalnie granicę, tuż po wejściu do Unii Europejskiej, krok po kroku. Zawsze o tym marzyłem.

Klatka 12
Jadę na OHP do DDR. Mama ostrzega, abym uważał, co mówię. Ale ja mówię tylko po polsku. Przeżywam moją pierwszą miłość – zakochałem się w pięknej Niemce. Nigdy później nie miałem tak bliskiego kontaktu z narodem niemieckim. Nigdy też nie spotkałem już więcej Sandry z Drezna.

Klatka 13
Jadę do Berlina. Po raz pierwszy na Zachód! Razem z moimi sąsiadami z DDR jadę do stolicy. Jednak już nie jesteśmy razem w gronie socjalistycznych państw, oni mają swój osobny korytarz przy przekraczaniu granicy. Tam tłoczy się cały naród DDR. Widzę jeszcze mur berliński, który za chwilę zniknie bezpowrotnie.

Klatka 14
Jest rok 1990. Wybory prezydenta Polski. Jestem bardzo szczęśliwy, mamy nowego prezydenta – Lecha Wałęsę. Ojciec płacze, a ja się cieszę. Zaczyna się nowa Polska, moja Polska.

Klatka 15
Pod koniec szkoły średniej robię pierwszą wystawę. Prezentuję stary Szczecin, tytuł powinien brzmieć „Stettin”, a brzmi „Szczecin przed 1945 r.”. Wystawa po raz pierwszy pokazuje przedwojenny Szczecin, znika przekonanie o „jedynie słusznych” korzeniach słowiańskich. Ludzie na fotografiach przybliżają się do nas. Dopiero po latach pojawia się ogromna rzesza kolekjonerów starych pocztówek, uruchamiane są strony internetowe, aż wreszcie powstaje ogrom publikacji o historii Szczecina, tej prawdziwej historii.

Klatka 16
Odkrywam inny Szczecin, pojawiają się w mojej świadomości napisy poniemieckie. Często ich nie widzimy. Cały proces zakrywania napisów odbywał się pod koniec lat 40. XX w. Wówczas likwidowano wszelkie napisy, zbijano lub zamalowywano je. Dopiero po latach łuszcząca się farba ukazywała ich pozostałości. Czy było to wykorzenienie?

Klatka 17
Wychowałem się w piaskownicy, zbudowanej z nagrobków niemieckich. Nie pamiętam, kiedy ta piaskownica powstała, myślę, że pod koniec lat 70. Odkrywałem dziwne napisy, fragmenty liter, cyfr, jakieś dziwne znaki. Po latach zastanawiam się, dlaczego moi rodzice nigdy nie protestowali przeciwko takiej piaskownicy. Ale oni nigdy nie protestowali, żyli w systemie socjalistycznym.

Po latach twierdziłem, że nic się nie zmieniło. Tak musi być, kamienie nagrobne wpisane są już w to podwórko, w tę przestrzeń. To dziedzictwo kultury. Tylko czy przez wszystkich akceptowane? Nie chcę, by mój syn bawił się w takiej piaskownicy. Ostatecznie została ona rozebrana. Teraz jest mała, może dlatego, że dzieci jest mniej...

Klatka 18
Wspólnie z dr. Bogdanem Frankiewiczem przez ponad 2 lata pracowaliśmy nad książką o szczecińskich cmentarzach. Tak bardzo zżyliśmy się przy tworzeniu tej książki... To dzięki niemu poznałem i uświadomiłem sobie, że miasto Szczecin miało blisko 100 cmentarzy. Bogdan Frankiewicz zmarł tuż po skończeniu książki, po jej przekazaniu do druku. Wieczorem tłumaczyliśmy ostatnie zdanie. Umknęła nam wówczas pewna myśl: pamięć jest teraźniejszością rzeczy przeszłych.

Klatka 19
W historycznym krajobrazie gminy Dobra pierwsze wyłomy uczyniła druga wojna świa-towa i czasy powojenne; to wówczas zniknęły dwory, młyny, cmentarze. Dziś całe miejscowości giną na naszych oczach, rozpływając się w otaczającym je morzu nowej zabudowy, często chaotycznej, w żaden sposób – urbanistyczny czy architektoniczny – niepowiązanej z dawnym kształtem wsi. Znika nie tylko stara zabudowa, ale też coraz więcej budowli zajmuje pola i łąki, poprzecinane nową siatką ulic i dróg dojazdowych. Tak znika krajobraz wsi pomorskich na północ i zachód od Szczecina.

Rezygnuję z mieszkania w tym miejscu. Nie chcę niszczyć krajobrazu pomorskiego.

Klatka 20
Andrzej Kowalik i Trzebież nad Zalewem to jedno. Spotykam ich razem w porcie. Wszędzie czuję zapach ryb i widzę wszechobecne łodzie. Motywem głównym są sieci – przecież to rybak. Andrzej Kowalik jest kolekcjonerem wszystkiego, co dotyczy Trzebieży – zbiera pocztówki, stare zapiski i książki. Ale chyba najważniejsza jest jego kolekcja wspomnień. Andrzej spotyka ludzi, którzy urodzili się lub żyli w Trzebieży. Wspomina, jak poznał Wernera Trettina: „Pamiętam, jak siedziałem ze staruszkiem z Niemiec, oglądaliśmy na laptopie archiwalne zdjęcia z Trzebieży. W pewnym momencie ożywił się, rozpoznał swojego ojca. Był tak poruszony, że zaczęły się wspomnienia: o wizycie, o rodzinie, o wujku. Później wręczyłem mu oryginał – duże zdjęcie podklejone na tekturce. Wiedziałem, że to należy do niego”. Zaczynam poszukiwać ludzi pogranicza.

Klatka 21
Szczecin po przejęciu przez Polaków stał się miastem wędrowców, którzy przybywali z różnych stron Rzeczpospolitej, z emigracji, ze strzaskanej wojną Europy. W pierwszych latach powojennych wszyscy byli tułaczami w poszukiwaniu swego miejsca. Dziś mieszka już w Szczecinie kilka pokoleń Polaków, a dla wielu z nich jest to miasto rodzinne. Ale byli i wciąż są wśród szczecinian tacy, dla których strony rodzinne są gdzie indziej, daleko od miasta, w którym spędzili życie, któremu poświęcili swe siły, talent i zapał, i w którym na zawsze pozostawili cząstkę siebie. Tak powstał projekt „Drzewka Pamięci”: co roku sadzimy drzewka wielkim szczecinianom.

Klatka 22
Po pięciu latach od wydania książki o Swobnicy autorstwa Romana Czejarka, spoglądam na tę publikację i nachodzi mnie refleksja. Jakie miałem ogromne szczęście, że widziałem zamek tuż przed zawaleniem się ściany! Oglądam okładkę i rzuca mi się w oczy fragment południowej ściany zamku. Teraz jej już nie ma! Zawsze przychodzą myśli: Dlaczego takie obiekty niszczeją przy pełnej akceptacji otoczenia? Dlaczego nasze społeczeństwo nie ma inicjatywy?

Klatka 23
Obecny Szczecin to niepisane trójmiasto – składa się z dawnych trzech miast: Szczecina, Dąbia i właśnie Grabowa.

Grabowo, a właściwie osiedle Grabowo– Drzetowo, to dwa niezależne ośrodki, od czasów wojny rozdzielone od siebie komunikacyjnie i społecznie. Jednak coś je łączy – współczesna historia miasta. To stąd w latach 70. i 80. XX w. rozlewały się stoczniowe protesty i wiece. To walka o wolność i godność połączyła te dwie robotnicze dzielnice. Tutaj widoczne były czołgi w grudniu 1970 i 1981 roku. Teraz po upadku stoczni, jest perspektywa, że nie zobaczymy krajobrazu z dźwigami.

Klatka 24
Podróżuję statkiem Stettin. Czuję wolność, poruszając się po statku, widząc oddalający się Flensburg. Drugi raz mam przyjemność płynąć Stettinem do Szczecina. Warto było taką podróż przeżyć. Lodołamacz Stettin ma ciekawą historię. Otóż 6 marca 1945 r. wypłynął w ostatni rejs na Zachód z uciekinierami na pokładzie. Były to najczęściej kobiety i dzieci. Statek powrócił po raz pierwszy dopiero w 1998 roku.

Klatka 25
Autochtoni... Wyobrażam sobie, że jest ich wielu w polskim Szczecinie na początku XX w. A tutaj ich po prostu nie ma – urodzonych przed 1945 r. w Stettin. Można ich policzyć właściwie na palcach jednej ręki. I jak na złość – nie mieszkają w Szczecinie, tylko w okolicy: w Nowym Warpnie, Radziszewie, czy po stronie niemieckiej w Grambow. Powstaje książka autorstwa Kingi Konieczny pt. A ty zostaniesz ze mną. Wielką nadzieją są dla mnie też powroty do Heimatu. Przykładem jest postać prof. Marona. W książce jego historia zaczyna się tak: „Zamknął się krąg. Wróciłem tam, skąd jestem – po raz pierwszy Eckhard Maron pomyślał tak, kiedy kupował pałac w Kamieńcu. Czasem zastanawia się, co by było, gdyby jako dziesięciolatek nie wyjechał stąd w ogóle”.

Klatka 26
W 2007 roku, 27 lat po wydarzeniach Sierpnia ’80 stanęły pośród swych zdjęć Matki Solidarności. Samotne, bez mężczyzn, których ukrywały, karmiły, wspierały współpracowały i walczyły. To oni tak wiele im zawdzięczają. Pewnie dziś wstyd im się przyznać, że w chwilach słabości to one stawały się ich wsparciem. Dlaczego na otwarciu nie było żadnego działacza z tamtych lat? Dlaczego nie było nikogo z Solidarności? Nigdy tego nie zrozumiem…

Klatka 27
Byłem ostatnio na pograniczu polsko-niemieckim w Rieth. Widziałem mostek nad strumieniem Myśliborka. Jakże smutno mi się zrobiło: tak mało ludzi i taka cisza. To wywołało we mnie wspomnienia z czasów, gdy organizowałem akcję „Cięcie druta”. Wówczas, gdy Polska przyjmowała układ z Schengen, pojechaliśmy tam wyciąć drut z mostu. Uwolnić mostek, uwolnić przestrzeń.

Klatka 28
Uświadamiam sobie, że jestem z Pomorza! Zaczynam mówić na ten temat: „Pogranicze polsko- niemieckie musi być wymieszane. Nowe pogranicze polsko–niemieckie powstało w 1945 roku i stworzyło nowy organizm. Zniknęła granica sprzed 1939 roku, dlatego też nie było kontynuacji historii miejsca. Nowa granica podzieliła dotychczas spójny, jednorodny region. Dodatkowa wymiana mieszkańców po obu stronach granicy pogłębiła owo zatracenie pamięci miejsca. Ta granica, przez lata zamknięta, niszczyła też ciągłość komunikacyjną, nie tworzyła integracji społecznej. Żyliśmy w swoich dwóch gettach”.

Klatka 29

Uwielbiam mój region. Szczególnie zakochany jestem w Nowym Warpnie. Tutaj poznawałem Pomorze Zachodnie jako chłopiec, biegający w krótkich spodenkach, uganiający się po szczecińskich, brzózeckich i nowowarpieńskich podwórkach. Ta perspektywa daje mi szczególne spojrzenie. Jak pisał Antoine de Saint-Exupéry: „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". Czy mogę się z tym zgodzić jako dziecko obrazu?

Klatka 30
Głęboka wiara w to, że warto zgłaszać swoje propozycje Miastu, spowodowała, że Szczecin przyznawał honorowe obywatelstwo wybitnym postaciom na mój wniosek. Taki zaszczytny tytuł otrzymali m.in.: Prezydent RP Lech Wałęsa, prof. Władysław Bartoszewski, prof. Aleksander Wolszczan, prof. Gerard Labuda oraz poetka Joanna Kulmowa.

Klatka 31
Kulice. Nawet nie przypuszczałem, że będę miał okazję spotkać tutaj kanclerza Niemiec, Helmuta Schmidta. Wówczas powstał jego portret. Uwierzyłem, że mogę portretować wielkich polityków z bliska. I tak się później stało. Był to przede wszystkim cykl „Byli sobie politycy”. Mia- łem okazję sportretować kilku byłych premierów: Jaruzelskiego, Messnera czy Rakowskiego.

Kulice bardzo miło wspominam, może dlatego, że tutaj też poznałem Michała Kurzwellego. I tak pojawił się kadr nr 36.

Klatka 32
Podróżuję po przygranicznych targowiskach. Wielu moich znajomych zarabia tam swoje pierwsze marki na wakacjach, inni pracują tam zawodowo. Co zmienia się na przygranicznych bazarach? Czy te masowe i częste kontakty przyczyniły się do lepszego poznania się sąsiadów? Co myślą o sobie Polacy i Niemcy spotykający się na targowiskach? Jak się widzą? Jak oceniają? Jak się do siebie odnoszą? Czy lepiej rozumieją? O to pytaliśmy Polaków pracujących na targowiskach w Świnoujściu, Lubieszynie, Krajniku i Osinowie Dolnym.

Klatka 33
Wzgórze Golm. Wybieram się tam na piechotę – taka moja pielgrzymka. Może jest mi za daleko do Czestochowy? Idę wzdłuż granicy (wówczas jeszcze szczelnie zamkniętej). Do wzgórza dochodzę wieczorem, właśnie zachodzi słońce. W 1945 roku w wyniku nalotu aliantów na Świnoujście zginęło ok. 23 000 osób. Wzgórze Golm jest ostatnim miejscem spoczynku tych ofiar, tu znajduje się pomnik tragicznego wydarzenia.

Klatka 34
Jestem u Antoniego Dobrowolskiego z Dęb- na. Ma teraz 107 lat. Jest jednym z bohaterów kolejnej książki z serii „grenznahpograniczu”, zatytułowanej Złodzieje wiary i nadziei. Jest to mój najstarszy model w życiu i jeden z najważniejszych. Autor książki, Remigiusz Rzepczak, tak opisuje bohatera: „Gdy wybuchła druga wojna światowa, Antoni Dobrowolski był nauczycielem w szkole powszechnej w Rzeczycy koło Tomaszowa Mazowieckiego. Wstąpił do Tajnej Organizacji Nauczycielskiej, która organizowała zakazane przez Niemców lekcje języka polskiego i historii. 4 czerwca 1942 r. został aresztowany przez gestapo i wywieziony do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Po wojnie na stałe osiadł w Dębnie. Przez wiele lat nie opowiadał nikomu o swoich obozowych przeżyciach”.

Klatka 35
Neu Grambow. Tutaj pragnę żyć i tworzyć. Poszukiwałem przez lata swojego miejsca, podziwiając krajobraz pomorski. Postanowiłem zamieszkać na przedmieściach mojego rodzinnego miasta, po stronie niemieckiej, z widokiem na Polskę. Więcej mi nie potrzeba. Stworzyć własny dom, posadzić jeszcze kilka drzewek pamięci, widzieć jak dorastają synowie. Dla nich niech będzie ten region.

Klatka 36
Jestem najszczęśliwszym człowiekiem w nowym państwie polsko-niemieckim NOWA AMERIKA. Kiedy pojechałem z pomysłem do Michała Kurzwellego, wiedziałem, że będzie to doskonały lider projektu, lider tego niezależnego państwa, rozciągającego się z północy na południe. Stworzył już fundamenty, stolicę zwaną Słubfurt. Mam nadzieję, że nasze Święto Niepodległości, 20 marca, będzie świętem wszystkich obywateli aktywnych na pograniczu. Każdy z nas może poczuć się Nowoamerikaninem.
Andrzej Łazowski

Als ich das Angebot bekam, etwas für die in Zielonaberg erscheinende Zeitschrift „Pro Libris” zu schreiben, musste ich lange überlegen, worüber ich schreiben sollte. Das Thema schien sehr simpel, schließlich beschäftige ich mich seit Jahren mit der Identitätssuche im Grenzgebiet. Zu Beginn legte ich ein weißes Blatt Papier auf den Tisch und sagte mir: Das wird ein zweiseitiger Text. Allerdings stellte ich mir die Frage, ob ich mich auf dieses eine Blatt beschränken könnte? Schließlich markiert es die Grenze. Ich verzichte-te also darauf, per Hand zu schreiben und setzte mich an den Computer. Ich weiß, dass mich dieses Gerät nicht einschränken wird, denn schließlich ist es in gewisser Weise ein Fenster zur Welt.

Ich entschied, den Text auf 36 Bilder zu beschränken. Ich bin nämlich kein Mensch der Worte, sondern der Bilder. Warum gerade 36? Früher waren wir Fotografen meist auf die Anzahl der Bilder eines Filmes beschränkt. Für viele der heutigen Fotografen, die sich der Digitalfotografie bedienen, mag das unvorstellbar sein. Früher gab es diese Freiheit nicht.

Vor kurzem stellte mir mein Freund Timm Stütz, ein Deutscher, der bei Szczecin wohnt, die Frage, warum ich so viele mache. Die Antwort ist eindeutig. Wenn ich sterbe, möchte ich viele interessante Bilder hinterlassen.

Bild 1
Dezember 1970. Frost. Meine Mutter steht auf dem Balkon, im Zimmer liegt ihre kleine Tochter. Die Nachbarn kommen rein und schreien: „Willst du an einem Querschläger sterben, Frau?” Unweit spielt sich die größte Tragödie Szczecins nach dem Krieg ab. Am 17. und 18. Dezember 1970 kommen 16 Personen ums Leben. Viele von ihnen sterben auf dem Platz während einer Demonstration oder bei Zusammenstößen mit dem Militär oder der Miliz. Damals stirbt auch die 16jährige Jadwiga Kowalczyk zufällig im Fenster ihrer Wohnung. Ihre Geschichte werde ich nach Jahren während der Vorbereitung der Ausstellung „Immerzu sehe ich ihre Gesichter. Opfer des Dezember 1970” kennenlernen. Manch einer mag sich vielleicht wundern, warum erst nach so vielen Jahren? Aber schließlich lernten wir darüber nichts in der Schule...

Bild 2
1971. Als es mich noch nicht gibt, sterben meine Urgroßeltern. Sie waren in den 1940ern nach Stettin gekommen. Als das polnische Szczecin entstand, war mein Urgroßvater mit Eisenbahnangelegenheiten beschäftigt. Vor dem Krieg wohnten sie in Ostrzeszów, unweit der damaligen deutsch-polnischen Grenze. Vielleicht sind sie so weit gezogen, um wieder im Grenzgebiet zu wohnen. Mein Urgroßvater hat eine Eisenbahnkarte aus den 40er Jahren mit komischen Ortsnamen im Haus zurückgelassen, manchmal polnische, manchmal deutsche. Es ist nicht gesagt, dass sich jene Orte noch auf der gleichen Seite der Grenze wie damals befinden.

Bild 3
Ich wurde 1973 geboren. Ich wohnte in einem großen, ehemals deutschen Eckhaus im Zentrum von Szczecin. Die Wohnung war so groß, dass man sie in zwei Teile mit gemeinsamen Bad und Korridor aufgeteilt hatte. Erst 34 Jahre später tauchte ich wieder dort auf. Das offene Eingangstor lud mich zum Betreten ein. Ich komme in den Treppenflur und sofort tauchen Bilder aus meiner Kindheit auf, wenn auch etwas verschwommen, ich sehe die Gesichter meiner Kinder und spüre aufs Neue meine Kindheit. Aus dem Hof dringt irgendein Lärm. Ich gucke nach und sehe mit Entsetzen die grauen, schmutzigen, dunklen Wände. Ich gehe höher und gelange an „meine” Tür. Auch sie steht offen! Komisch, aber ich kann nicht weiter gehen. Ich weiß, dass das nicht mehr mein Platz ist. Ich gucke nur durch den Spion, unten sehe ich die deutsche Aufschrift „Briefe”. Ähnlich fühlt sich vermutlich ein Deutscher, der zu seinem Familienhaus zurückkehrt. Nur wurde ich nicht vertrieben – ich bin einfach weggezogen.

Bild 4
1977. Ein neues Wohnviertel mit schönem Namen: General–Aleksander–Zawadzki–Viertel. Das ist ein polnischer Partei– und Staatsaktivist. Das Viertel entsteht auf dem Höhepunkt des Aufbaus der Volksrepublik Polen. Gierek ist sicher ein Idol meiner Eltern, vielleicht wegen der Bananen und Apfelsinen, die oft in unserem Szczeciner Hafen ankamen. Vielleicht auch wegen der Wohnung. Wir rissen uns von unseren ehemals deutschen Wohnräumen los. Im schönen Zawadzki–Viertel wohnten u.a. Familien von Werftarbeitern, Polizisten sowie Militärangehörigen. Wenn wir auf den Hof gingen, sagten wir, dass wir auf den Truppenübungsplatz gingen, schließlich war das Viertel an der Stelle eines ehemaligen Truppenübungsplatzes gebaut worden. Papa erinnerte daran, dass er hier bei der Armee gewesen sei. Oft fanden wir Patronenhülsen. Wir rannten kreuz und quer über die Wiesen und kämpften und spielten die bösen Deutschen oder die heldenhaften Polen – wir, die wir mit Filmen wie Vier Panzersoldaten und ein Hund oder auch Sekunden entscheiden aufwuchsen. Wie angenehm es doch war, bei solchen Kämpfen zu sterben.

Bild 5
Ich sammle Briefmarken… und Schmetterlinge. Ich erinnere mich noch, wie stolz ich auf die Briefmarken war, die mit Szczecin zu tun hatten, aus der Serie „40. Jahrestag des Wiederanschlusses der West– und Nordgebiete an das Heimatland”. Auf den Briefmarken waren Bolesław III. Schiefmund, Władysław Gomułka sowie Piotr Zaremba. Den dritten Helden kannte ich persönlich. Er war der erste Oberbürgermeister von Szczecin. Seinerzeit lernte ich die Stadtgeschichte durch seine Erinnerungen an die Aktionen der Jahre1945–1950 kennen.

Ich sammelte eigentlich alles, alles war in meinem Zimmer, wie in dem Lied Autobiografie der Gruppe Perfect – „…Postkartenwahn, jeder von uns hatte 500 davon”. Eine Zeitlang hatte ich sogar die meisten Dosen in der Gegend, tauschte sie aber bei einem Freund gegen Briefmarken mit Adolf Hitler sowie andere deutsche Kriegsbriefmarken. Ich sammelte auch Autogramme – neben E. Gierek, W. Jaruzelski oder E.Rola- Żymierski besaß ich die eine, wichtigste: die Unterschrift des Nobelpreisträgers Lech Wałęsa.

Bild 6
Ende der 1970er Jahre mache ich mit den Eltern eine Reise in die DDR. Vielleicht war das nicht unsere erste Reise dorthin. Ich werde nicht „nach Deutschland” schreiben. Wir be-nutzten keine andere Bezeichnung als immer in die „DDR” – auf Deutsch. Vielleicht wegen der Trabanten, die Aufkleber mit dieser Abkürzung hatten. Ich liebte es, dorthin zu fahren, hatte aber immer Furcht vorm Überqueren der Grenze. Ich hatte irgendeine Angst, erinnere mich an einen beleuchteten Platz. Nicht einmal die Warteschlangen an der Grenze störten mich, trotz der verständlichen Ungeduld der Kinder im kleinen Fiat. Die Aussicht auf neues Spielzeug und bunte Bonbons machte alles wett. Ich erinnere mich, wie ich mich von meinen alten Lieblingsschuhen trennen musste, irgendwo auf einem DDR–Parkplatz, nur, damit die Grenzer mir die neuen nicht wegnahmen, denn wir hatten damals einige Paar Schuhe im Gepäck.

Bild 7
Meine Oma Grażyna erzählt mir aus alten Zeiten. Sie gibt mir ihre einzigen Jugendfotos. Auf einem Kleid ist der Buchstabe „P”. Sie beginnt davon zu erzählen, wie Deutsche sie aus der Kirche rausholten. Damals war sie 13 Jahre alt. Sie hatte keine Gelegenheit, sich von den Eltern zu verabschieden, was sie nie verstehen konnte. Ein Mädchen aus gutem Hause – der Vater Ingenieur, die Mutter Absolventin des Warschauer Konservatoriums – landet auf einem Bauernhof bei Hamburg. Sie wird ein wichtiges Element des Dritten Reiches, als Sklavin der neuen Herren. Darüber, was sie persönlich erlebt hatte, wollte sie nie erzählen. Ich erinnere mich lediglich an eine Erzählung darüber, wie ihr Eigentümer vor ihren Augen einen russischen Sklaven mit einer Heugabel tötet.

Bild 8
1978. Karol Wojtyła wird Johannes Paul II. Einige Jahre später kommt der polnische Papst in das polnische Szczecin. Man stritt darüber, wo die feierliche Messe stattfinden sollte. Man entschied sich für jenen Platz, der unsere Anwesenheit hier bestätigt. Er sprach vom Wind, dem Meereswind. Über den Ort der Freiheit.

Ich war nicht auf dem Jasnych–Błonia–Platz. Bei einem Freund meiner Eltern in einer Wohnung in der Allee der Nationalen Einheit (heute Johannes–Paul–II–Allee) sah ich den Heiligen Vater wie gewöhnlich im Fernsehen. Und das, obwohl er nur einige zig Meter weit entfernt war! Nach der Messe ging ich zur Ecke Rote–Armee–Straße (heute Monte–Cassino–Straße) Wielkopolska–Straße. Dort stand ich direkt an der Absperrung und wartete auf die Vorbeifahrt des Papstes. Ich wartete auf ihn, während sich immer mehr Menschen versammelten. Ich zog meinen Fotoapparat hervor, eine Smena, in der Annahme, ein Erinnerungsfoto, für mich, zu machen. Ich wusste, dass das Auto in der Kurve bremsen muss und ich dem Heiligen Vater genau gegenüber stehen würde. Diesen Augenblick habe ich in meinem Herzen festgehalten sowie auf diesem Negativ – diese einmalige Aufnahme.

Bild 9
Dezember 1981. Eigentlich schon der 13. Dezember. Ich sehe aus dem Fenster die Armee vorbeiziehen. Für mich eine riesige Aufregung. Mir tut nur leid, dass Mama weint. Und keine Kinderfernsehen – alle in Uniformen, Fernsehen mit dem General in der Hauptrolle. Vater ist auch wieder nicht da. Aber er tauchte auch nicht beim Dienst auf. In regelmäßigen Abständen kommen irgendwelche Uniformierte und fragen, warum er sich nicht gemeldet hat. Er kommt vor Gericht, sagen sie, um uns Angst einzujagen. Mama weint noch stärker. Am Nachmittag kommt Vater, er hatte wie immer mit den Freunden in der Garage Karten gespielt. Er hatte den Kriegsausbruch in Polen verschlafen. Er geht zur Arbeit. Ich mache mir mehr um Oma Sorgen, die der Solidarność beigetreten ist. Sie hat immer tief an Gott geglaubt (sie trug die Schwarze Madonna von Tschenstochau in ihrer Tasche), sie glaubte auch, dass sie noch ein normales Polen erleben wird. Sie wohnte damals weit weg, in Gorzów. Wir hatten während dieser Tage keinen Kontakt zu ihr und sahen uns erst nach einigen Wochen.

Bild 10
Es ist kalt, wir stehen in irgendeiner langen Schlange, vermutlich im Januar 1982. Ich erinnere mich an salzige Butter, die ich nicht essen konnte, obwohl es nichts anderes im Hause gab. Später wurde es schon besser. Jeden Monat gab es eine Ration Schokolade. Ich hob sie auf und versteckte sie im Schrank. So eine schöne, in einer grauen Packung. Ich sammelte ein Dutzend davon. Meine Schwester brachte mal ein Päckchen aus der Schule mit. Es war aus Deutschland. Eine verdammte Konkurrenz für meine Schokoladen im Schrank. So verlor ich die ganze Macht über meine Schwester. Wir bewunderten alle Produkte, ihre Verpackungen waren so schön bunt! Wir wunderten uns, dass sogar der Reis schön verpackt war. Mama beschwerte sich nur, dass keine Briefe kamen. Sie behauptete, dass sicher Kinder aus Deutschland die Päckchen fertigmachten und vermutete, dass die Schulleitung die Briefe herausnahm. Ihre Sorge war, bei wem sie sich nun bedanken sollte.

Bild 11
Ich erinnere mich an die Grenze zwischen Polen und der DDR, im Sommer, Ferien. Düstere Stacheldrahtzäune am Strand, die weiß– roten Grenzsäulen stechen ins Auge. In einiger Entfernung Soldaten.

Ich habe immer den gleichen Anblick vor Augen: Ich – ein Junge von wenigen Jahren – stehe am Strand von Świnoujście und auf der anderen Seite, am Strand von Ahlbeck laufen auch Leute umher. Vielleicht genau solche wie wir, und doch völlig unerreichbar.

Einige hielten Ferngläser, um den FKK– Strand zu beobachten. Ich hatte immer von einem Fernglas geträumt…

Nach Jahren überquerte ich illegal die Grenze, kurz nach dem EU–Beitritt, Schritt für Schritt. Davon hatte ich immer geträumt.

Bild 12
Ich fahre in ein Ferienlager in die DDR. Mama warnt mich, ich sollte aufpassen, was ich sage. Aber ich spreche nur polnisch. Ich erlebe meine erste Liebe – ich habe mich in eine schöne Deutsche verliebt. Nie wieder hatte ich so nahen Kontakt mit dem deutschen Volk. Auch traf ich Sandra aus Dresden nie wieder.

Bild 13
Ich fahre nach Berlin. Zum ersten Mal in den Westen! Gemeinsam mit meinen Nachbarn aus der DDR fahre ich in die Hauptstadt. Allerdings sind wir nicht mehr gemeinsam im Kreise sozialistischer Staaten, sie haben ihren eigenen Korridor beim Überqueren der Grenze. Die ganze DDR ist dorthin unterwegs. Ich sehe noch die Berliner Mauer, die in Kürze unwiederbringlich verschwinden wird.

Bild 14
1990. Präsidentenwahlen in Polen. Ich bin sehr glücklich, wir haben einen neuen Präsidenten: Lech Wałęsa. Vater weint und ich freue mich. Jetzt beginnt ein neues Polen, mein Polen.

Bild 15
Zum Ende der Oberschule mache ich meine erste Ausstellung. Ich zeige das alte Szczecin – der Name müsste eigentlich „Stettin” lauten, lautet aber „Szczecin vor 1945”. Die Ausstellung zeigt zum ersten Mal das Vorkriegs–Szczecin, die Überzeugung von den „einzig wahren” slawischen Wurzeln verschwindet. Die Menschen auf den Fotos kommen auf uns zu. Erst nach Jahren tauchen massenhaft Sammler alter Postkarten auf, Internetseiten werden geschaltet und endlich entsteht eine Unmenge an Veröffentlichungen über die Geschichte Szczecins, über die wahre Geschichte.

Bild 16
Ich entdecke ein anderes Szczecin, in meinem Bewusstsein tauchen alte deutsche Aufschriften auf. Oft sehen wir sie nicht. Der ganze Prozess der Verhüllung von Aufschriften ging gegen Ende der 40er Jahre vonstatten. Damals wurden sämtliche Aufschriften beseitigt, abgeschlagen oder übermalt. Erst nach Jahren zeigten sich ihre Überreste durch die abblätternde Farbe. War das eine Entwurzelung?

Bild 17
Ich wuchs mit einem Sandkasten aus deutschen Grabplatten auf. Ich erinnere mich nicht, wann dieser Sandkasten gebaut wurde, ich glaube, gegen Ende der 70er Jahre. Ich entdeckte seltsame Aufschriften, Fragmente von Buchstaben, Zahlen, irgendwelche seltsame Zeichen. Jahre später frage ich mich, warum meine Eltern nie gegen einen solchen Sandkasten protestiert haben. Aber sie haben nie protestiert, sie lebten in einem sozialistischen System. Jahre später habe ich behauptet, dass sich nichts geändert hat. Es muss so sein, beschriebene Grabsteine sind schon in diesen Hof, in diesen Raum eingeschrieben. Das ist ein kulturelles Erbe. Nur ob von allen akzeptiert? Ich möchte nicht, dass mein Sohn in einem solchen Sandkasten spielt. Er wurde endgültig abgerissen. Jetzt gibt es einen kleinen, vielleicht weil es weniger Kinder gibt...

Bild 18
Gemeinsam mit Bogdan Frankiewicz habe ich über zwei Jahre lang an einem Buch über Szczeciner Friedhöfe gearbeitet. Bei der Entstehung des Buches haben wir uns gut kennengelernt... Von ihm habe ich erfahren, dass es früher in Szczecin nahezu 100 Friedhöfe gab. Bogdan Frankiewicz starb kurz nach der Fertigstellung des Buches, nachdem wir es in Druck gegeben hatte. Abends noch hatten wir den letzten Satz übersetzt. Ein bestimmter Gedanke war uns damals entgangen: Erinnerung ist die Gegenwart vergangener Dinge.

Bild 19
Die ersten Lücken in der historischen Landschaft der Gemeinde Dobra verursachten der 2. Weltkrieg und die Nachkriegszeit; damals verschwanden Höfe, Mühlen und Friedhöfe. Heute verschwinden ganze Ortschaften vor unseren Augen, gehen in der Flut neuer Bebauung unter, die oft chaotisch ist und sich in keiner Hinsicht – städtebaulich wie architektonisch – an der historischen Gestalt orientiert. Nicht nur die alte Bebauung verschwindet, immer öfter werden auch Felder und Wiesen bebaut, von neuen Verkehrswegen und Zufahrtsstraßen durchschnitten. So verschwindet die Küstendorfl andschaft im Norden und Osten von Szczecin.

Ich werde nicht an diesem Ort wohnen, um nicht die Küstenlandschaft zu zerstören.

Bild 20
Andrzej Kowalik und Trzebież am Haff sind ein Herz und eine Seele. Ich treffe sie zusammen am Hafen. Überall der Geruch von Fisch, überall Boote! Mein Hauptmotiv sind Netze, schießlich ist er Fischer. Andrzej Kowalik sammelt alles, was mit Trzebież zu tun hat: Postkarten, alte Notizen und Bücher. Das Wichtigste aber ist wohl seine Sammlung von Erinnerungen. Andrzej trifft Menschen, die in Trzebież geboren wurden oder da gelebt haben. Er erinnert sich, wie er Werner Trettin kennenlernte: „Ich erinnere mich, wie ich mit einen alten Herrn aus Deutschland zusammensaß und wir uns auf dem Laptop Archiv- fotos von Trzebież ansahen. Plötzlich wurde er sehr lebhaft, denn er hatte seinen Vater erkannt. Er war so gerührt, dass er sich zu erinnern begann: an den Besuch, die Familie, den Onkel. Später gab ich ihm das Original: Ein großes, auf Pappe aufgeklebtes Foto. Ich wusste, dass ihm das gehörte”.

Ich fange an, Grenzlandmenschen zu suchen.

Bild 21
Szczecin wurde nach der Übernahme durch Polen eine Stadt der Wanderer, die aus verschieden Ecken der Republik kamen, aus der Emigration, aus dem vom Krieg zersprengten Europa. In den ersten Jahren waren alle umherirrende Heimatlose, auf der Suche nach ihrem Ort. Heute wohnen in Szczecin seit mehreren Gene- rationen Polen und für viele von ihnen ist es die Heimatstadt. Aber für viele Szczeciner war und ist die Heimat immer noch woanders, weit weg von der Stadt, in der sie ihr Leben verbrachten, der sie ihre Kraft, ihr Talent und ihre Leidenschaft opferten und in der sie für immer einen Teil von sich zurückließen. So entstand das Projekt „Baum der Erinnerung”: Jedes Jahr pflanzen wir ein Bäumchen für große Szczeciner.

Bild 22
Fünf Jahre nach der Herausgabe von Roman Czejareks Buch über Swobnica kommt mir beim Ansehen der Publikation ein Gedanke. Welch großes Glück ich hatte, dass ich die Burg kurz vor Einsturz der Wände noch gesehen habe! Auf dem Umschlag fällt mir ein Fragment der Südwand der Burg ins Auge. Heute existiert sie nicht mehr! Jedes Mal frage ich mich: Warum zerfallen solche Objekt, während alle tatenlos zusehen? Warum gibt es keine Initiativen in unserer Gesellschaft?

Bild 23
Das heutige Szczecin ist eigentlich ein Verbund dreier Städte – es besteht aus den drei historischen Städten Szczecin, Dąbie und eben Grabowo.

Grabowo, oder genauer genommen das Viertel Grabowo–Drzetowo, besteht aus zwei unabhängigen Zentren, die seit dem Krieg verkehrstechnisch und gesellschaftlich voneinander getrennt sind. Etwas jedoch verbindet sie, die jüngere Geschichte der Stadt. Von hier nämlich breiteten sich in den 70er und 80er Jahren des 20. Jahrhunderts die Proteste und Kundgebungen aus. Der Kampf um Freiheit und Würde verband diese zwei Arbeiterviertel. Hier konnte man im Dezember 1970 und 1981 Panzer sehen. Jetzt, wo die Werft geschlossen wurde, besteht die Aussicht, dass bald keine Kranlandschaft mehr zu sehen sein wird.

Bild 24
Ich reise mit dem Schff Stettin. Als sich das Schff losbewegt und ich auf das sich entfernende Flensburg zurückschaue, empfinde ich ein Gefühl von Freiheit. Zum zweiten Mal habe ich das Vergnügen, mit der Stettin nach Szczecin zu fahren. Es hat sich gelohnt, eine solche Reise zu machen. Der Eisbrecher Stettin hat eine interessante Geschichte. Am 6. März 1945 lief er mit Flüchtlingen an Bord zum letzten Mal gen Westen aus. Es waren hauptsächlich Frauen und Kinder. Das Schiff kehrte erst 1998 zurück.

Bild 25
Autochtone... Ich kann mir vorstellen, dass es Anfang des 20. Jahrhunderts im polnischen Szczecin viele von ihnen gab. Aber hier gibt es schlicht keine vor 1945 in Szczecin geborene. Man kann sie im Grunde an einer Hand abzählen. Und wie zum Verdruss wohnen sie nicht in Szczecin, sondern im Umland – in Nowe Warpno, Radziszewo, oder auf der deutschen Seite in Grambow. Das Buch „Du aber bleibst bei mir” von Kinga Konieczna entsteht. Eine große Hoffnung sind auch für mich die Heimatrückkehrer. Ein Beispiel dafür ist die Figur von Prof. Maron. Im Buch be-ginnt seine Geschichte so: „Der Kreis schloss sich. Ich kehrte dahin zurück, wo ich herkomme – so dachte Eckhard Maron zum ersten Mal, als er das Gutshaus in Kamieniec gekauft hatte. Manchmal fragt er sich, was wäre, wenn er als Zehnjähriger gar nicht von hier weggefahren wäre”.

Bild 26
2007, 27 Jahre nach den Ereignissen vom August 1980 stellten sich die Mütter der Solidarność zwischen ihre Fotos. Einsam, ohne die Männer, die sie versteckten, ernährten, unterstützten, mit ihnen zusammenarbeiteten und kämpften. Sie, die Männer sind es, die ihnen so viel verdanken. Heute ist es denen bestimmt peinlich zuzugeben, dass die Frauen in Momenten ihrer Schwäche sie unterstützten. Warum kam zur Eröffnung nicht ein einziger der damaligen Aktivisten? Warum war keiner von der Solidarność da? Das werde ich nie verstehen…

Bild 27
Kürzlich war ich in Rieth im deutsch-polnischen Grenzgebiet. Ich sah eine kleine Brücke über den Bach Myśliborka. Wie traurig ich da wurde – so wenig Menschen und so eine Stille. Das erinnerte mich an die Zeit, als ich die Aktion „Drahtdurchschneiden” organi- sierte. Damals, als Polen dem Schengener Abkommen beitrat, fuhren wir dorthin, um den Draht auf der Brücke durchzuschneiden. Die Brücke befreien, den Raum befreien.

Bild 28
Mir wird bewusst, dass ich aus Pommern bin! Ich fange an, darüber zu sprechen: „Das deutsch- polnische Grenzgebiet muss durchmischt werden. Das neue deutsch-polnische Grenzgebiet entstand 1945 und schuf einen neuen Organismus. Die Grenze von vor 1939 verschwand, weshalb es auch keine Fortsetzung der Geschichte des Ortes gab. Die neue Grenze teilte eine bis dato fest gefügte, homogene Region. Der zusätzliche Bevölkerungsaustausch der Einwohner auf beiden Seiten der Grenze vertiefte jenen Gedächtnisverlust des Ortes. Diese Grenze, Jahre lang geschlossen, zerstörte auch den Kommunikationsfluss, es konnte zu keiner gesellschaftlichen Integration kommen. Wir lebten in unseren zwei Ghettos”.

Bild 29
Ich liebe meine Region. Besonders verliebt bin ich in Nowe Warpno. Hier habe ich Westpommern als Junge kennengelernt, rannte in kurzen Hosen über die Höfe von Szczecin, Brzózki und Nowe Warpno. Diese Perspektive verleiht mir eine besondere Sicht. Wie An- toine de Saint-Exupéry schrieb: „Man sieht nur mit dem Herzen gut. Das Wesentliche ist für die Augen unsichtbar”. Ob ich mich als Mensch des Bildes damit abfinden kann?

Bild 30
Dank meiner festen Überzeugung, dass man einer Stadt seine Vorschläge unterbreiten sollte, verlieh Szczecin auf meinen Antrag hin herausragenden Persönlichkeiten die Ehrenbürgerschaft. Solch einen ehrenvollen Titel bekamen u.a. der Präsident der Volksrepublik a. D. Lech Wałęsa, Prof. Władysław Bartoszewski, Prof. Aleksander Wolszczan, Prof. Gerard Labuda sowie die Dichterin Joanna Kulmowa.

Bild 31
Kulice. Ich nahm nicht an, hier die Gelegenheit zu einem Treffen mit dem deutschen Bundeskanzler a. D. Helmut Schmidt zu bekommen. Damals entstand sein Porträt. Ich glaubte daran, große Politiker von nahem porträtieren zu können. Und genauso ist es später gekommen. Das war vor allem der Titel „Es waren einmal Politiker”. Ich hatte Gelegenheit, einige ehemalige Premierminister zu porträtieren: Jaruzelski, Messner oder Rakowski.

An Kulice habe ich sehr angenehme Erinnerungen, vielleicht, weil ich hier Michael Kurzwelly kennenlernte. Und so kam Bild Nr. 36 zustande.

Bild 32
Ich reise Wochenmärkte entlang der Grenze ab. Viele meiner Bekannten verdienen dort ihre erste Mark für die Ferien, andere arbeiten dort berulich. Was ändert sich auf den Märkten an der Grenze? Hat der massenhafte und häufige Kontakt dazu geführt, dass sich die Nachbarn besser kennenlernten? Was denken Polen und Deutsche übereinander, die sich auf den Wochenmärkten treffen? Wie sehen sie sich? Wie urteilen sie übereinander? Wie verhält sich der eine gegenüber dem anderen? Verstehen sie einander besser? Danach fragten wir Polen, die auf Wochenmärkten in Świnoujście, Lubieszyń, Krajnik und Osinów Dolny arbeiten.

Bild 33
Der Golm. Ich begebe mich zu Fuß dorthin – auf eine Art Pilgerwanderung. Vielleicht, weil es mir nach Czestochowa zu weit ist? Ich laufe entlang der Grenze (damals noch dicht verschlossen). Es ist Abend, als ich auf der Höhe ankomme und die Sonne gerade untergeht. 1945 kamen bei einem Fliegerangriff der Alliierten auf Swinemünde ca. 23000 Menschen ums Leben. Der Golm ist die letzte Ruhestätte dieser Opfer, hier befindet sich eine Gedenkstätte der tragischen Ereignisse.

Bild 34
Ich bin bei Antoni Dobrowolski aus Dębno. Er ist jetzt 107 Jahre alt. Er ist einer der Helden eines weiteren Buches der Reihe „Grenznahpograniczu”, das den Titel Gestohlener Glaube, gestohlene Hoffnung trägt. Er ist mein ältestes Modell im Leben und eines der wichtigsten. Der Autor des Buches, Remigiusz Rzepczak, beschreibt den Helden so: „Als der 2. Weltkrieg ausbrach, war Antoni Dobrowolski Lehrer in der Allgemeinschule in Rzeczyca bei Tomaszów Mazowiecki. Er trat der Geheimen Lehrerorganisation bei, die trotz Verbot der Deutschen, Polnisch– und Geschichtsunterricht erteilten. Am 4. Juni 1942 wurde er von der Gestapo festgenommen und ins Konzentrationslager Auschwitz–Birkenau gebracht. Nach dem Krieg ließ er sich dauerhaft in Dębno nieder. Über viele Jahre hinweg hat er niemanden von seinen Lagererlebnissen erzählt”.

Bild 35
Neu Grambow. Hier möchte ich wohnen und arbeiten. Ich habe jahrelang meinen Ort gesucht und die westpommersche Landschaft bewundert. Ich habe mich entschlossen, in den Vororten meiner Heimatstadt zu wohnen – auf der deutschen Seite mit Blick auf Polen. Mehr brauche ich nicht. Ein eigenes Haus bauen, noch ein paar Bäumchen pflanzen, zusehen, wie die Söhne heranwachsen. Möge es ihre Region werden.

Bild 36
Ich bin der glücklichste Mensch im neuen deutsch-polnischen Staat NOWA AMERIKA. Als ich mit der Idee zu Michael Kurzwelly fuhr, wusste ich, dass er der perfekte Projektleiter sein würde, der Leiter dieses unabhängigen Staates, der sich von Nord nach Süd erstreckt. Er hat bereits das Fundament gelegt und die Hauptstadt Słubfurt erschaffen. Ich hoffe, dass unser Unabhängigkeitstag, der 20. März, ein Feiertag für alle in der Grenzregion aktiven Bürger sein wird. Jeder von uns kann sich als Nowoamerikaner fühlen.
Andrzej Łazowski