Naród i przestrzeń / Volk und Raum

Znamy z historii najnowszej pojęcie „Volk ohne Raum” („Naród bez przestrzeni”). To tytuł powieści Hansa Grimma, ale nie jednego ze słynnych braci Grimmów, którzy spisali niemieckie baśnie. To powieść, która zgodnie z ideologią o wyjątkowości niemieckiego narodu miała tłu- maczyć, dlaczego Niemcom należy się więcej przestrzeni niż innym. Brak przestrzeni do życia był motorem wielu wojen w historii ludzkości. To ciekawe tym bardziej, gdy uświadomimy sobie, że istnieje wiele definicji przestrzeni. Również każda kultura rozumie to pojęcie inaczej.
– Dlaczego? – To pytanie niemal tkwiło w moich pełnych zdziwienia, szeroko otwartych oczach i cze­kało na odpowiedź. Lecz nie nadeszła.   A on siedział przy swoim biurku, zatopiony myślami w czymś, do czego nie miałam dostępu. Wyszłam z pokoju, a o to w końcu chodziło. Bardzo cierpiałam i byłam prze­konana, że między nami wszystko się skończyło – a reszta jest tylko kwestią czasu. Dlaczego nie wol­no mi przebywać w jego pokoju? Tak po prostu, gdy coś tam robi?

W Polsce za czasów komunizmu rzadko ktoś miał własny duży dom lub duże mieszkanie. Dzieci miały wprawdzie swój osobny pokój, lecz czasem musiały dzielić go we dwoje lub troje. Ponadto drzwi do tych pokojów nie miały zamków. Po co? Tajemnice przed rodzicami? –      Co za bzdura?! Tajemnic się NIE MIAŁO. Mama lub tata w każdej chwili mieli prawo wejść do pokoju dzieci, i nie wolno było nawet zaprotestować. Kiedy więc chciało się mieć spokój, wyruszało się na emigrację wewnętrzną, w siebie samego. I tam można sobie było pobyć trochę, albo nawet parę dni – w zależności od potrzeby. Nieustanna obecność członków rodziny w naszym życiu była jego naturalną częścią. Więc nawet kiedy wokół nas trwała „wojna domowa”, w środku nas panował święty spokój.

Bywało, że trzy generacje dzieliły za sobą trzy pokoje, niezależnie od wielkości tychże pokojów. A te zazwyczaj były małe. Człowiek nie potrzebował wielkich pomieszczeń, przestrzeni, miał przecież żyć poza mieszkaniem, aktywnie uczestnicząc w życiu społecznym. Ale człowiek wcale tego nie chciał i – jakby na złość komunistycznym teoriom – czas wolny spędzał z rodziną. I o dziwo, ludzie, którzy wyrośli  w takich rodzinach, wcale nie zwariowali. Może nawet lepiej niż inni umieją zaaranżować się z pozostałymi członkami grup społecznych, szybciej znajdując kompromisy i może nawet spokojniej reagując na sytuacje, w których urodzeni na Zachodzie tracą cierpliwość i tolerancję, na przykład w momencie zakłócenia sfery osobistej.

Człowiek komunistyczny żył socjalnie, a to znaczyło nieistnienie sfery osobistej – przynajmniej teoretycznie. My przeciętni Polacy chroniąc sferę osobistą, udawaliśmy się więc na naszą małą emigrację wewnętrzną w ramach naszych rodzin. Ale również ci wielcy, zaanagażowani politycznie ludzie, pisarze, nieugięci i protestujący przeciw reżimowi, wybierali ten rodzaj emigracji. Emigracja realna nie zawsze zresztą była możliwa, gdyż paszporty leżały bezpiecznie na policji, a bez paszportu i bez wizy o wyjeździe można było tylko pomarzyć.

Można jednak się było bardzo postarać i stając się osobnikiem dla reżimu bardzo niebezpiecznym, a przy tym tak znanym, że reżimowi nie pozostawało nic innego jak pozbyć się krytycznego delikwenta z kraju – pod warunkiem jego rezygnacji z powrotu. Na zawsze.

Niemieccy indywidualiści
W Niemczech od mniej więcej lat 80. dzieci dorastają w zupełnie innych warunkach: mają własny pokój, który mogą nawet zamknąć na klucz i mają prawo do spokoju, do odrobiny czasu dla siebie po lekcjach i inne podobne oznaki indywidualizacji jednostki, nawet już w tak młodym wieku. Rzecz dla kogoś z komunistycznego Wschodu po prostu niewiarygodna, a nawet nierozsądna. Indywidualność tak, ale czy dziecko na pewno potrzebuje pokoju dla siebie? To nie jest odpowiednie przygotowanie do dorosłego życia, w którym otoczone ono będzie innymi ludźmi i będzie też musiało się z nimi komponować. Nasze wschodnie spojrzenie na świat było jednoznacznie ustawione na socjalizację jednostki. Samorealizacja nie była istotnym elementem życia. Nie było więc potrzeby posiadania przestrzeni dla siebie, aby móc wycofać się z grupy i być sam na sam z własnymi myślami. Nie było świadomości tego, że już samo istnienie tej przestrzeni czasem mogło wystarczyć.

W dzisiejszych czasach wiele mówi sią o różnicach kulturowych, o wymiarach kultury, jak nazywają je naukowcy. Wyróżnia się kultury indywidualistyczne i kolektywistyczne. Kolektywistyczne kultury zorientowane są na wewnątrz grupy – i może to być rodzina, załoga firmy czy społeczeństwo rozumiane jako szersza grupa, ale nie jednostka. Jednostka wspierana jest przez grupę, lecz ceną, jaką za to płaci, jest utrata (części) samodzielności w podejmowaniu decyzji i działaniu, co może obejmować sferę osobistą czy też nawet intymną.

W kulturach indywidualistycznych jedną z najważniejszych wartości jest rozwój jednostki i zapewnienie jej możliwości tego rozwoju. Owa jednostka w sytuacji zagrożenia musi jednak być w stanie obronić się sama, sama podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje. Grupa jej nie chroni, ale taka jest cena jej wolności. Społeczeństwo o charakterze indywidualistycznym funkcjonuje zgodnie z innymi regułami niż kolektywistyczne aby przeżyć i w inny sposób reguluje zachowania jednostki. Jest to jednak proces zmieniający je ustawicznie.

Generalnie obowiązuje zasada: im bogatsze jest społeczeństwo, tym większa skłonność, ale też i możliwość do zachowań typowych dla kultur indywidualistycznych. Oznacza to również, że kultury podlegają ustawicznym zmianom i modyfikacjom. Bogata kultura niemiecka określana jest jako indywidualistyczna, podczas gdy polska jest jakby na granicy między kulturami Wschodu i Zachodu, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Do nich należy fakt, że nie należymy w całości do żadnej z nich, lecz korzystamy z obu w dynamiczny sposób. Dzisiaj raczej z większym udziałem elementów zachodniej kultury indywidualistycznej. Proces ten przebiega w różnym tempie, ale można z pewnością stwierdzić, że przemiany dwóch ostatnich dziesięcioleci w Polsce poważnie przyspieszyły ten rozwój.

Emigrant z Polski
W czasach ostatniego przełomu znalazła się generacja dzisiejszych 40-, 50-latków: Chociaż obecnie bardziej skierowana na indywidualistyczny model, otrzymała jednak cały bagaż zachowań typowych dla społeczeństwa kolektywistycznego, które kojarzy się            w Polsce przede wszystkim z komunizmem. Nie jest to słuszne, gdyż sam komunizm nie jest wyłącznym faktorem określającym społeczeń- stwo jako kolektywistyczne.

System kapitalistyczny, w połączeniu z wychowaniem w duchu indywidualizmu nowej ojczyzny zmusiły polskich emigrantów fali emigracyjnej lat 80. do przewartościowania pojęć i zmiany orientacji.
Ja tymczasem siedziałam nadąsana w drugim pokoju, odrzucona, zapomniana. Dąsałam się jesz­cze trochę dłużej, chociaż on wyszedł już ze swoje­ go pokoju i nie wiedział, dlaczego jestem obrażona.
– Dlaczego nie mogę być w twoim pokoju, jak coś tam sobie robisz?
– Bo potrzebuję spokoju dla siebie samego – odparł i wciąż nie rozumiał, o co mi chodzi.
Poszłam do kuchni, aby przygotować kolację, i przysięgłam sobie, że mu kiedyś odpłacę. Okazja trafiła się wkrótce. Czytałam któregoś popołudnia książkę, która niesłychanie mnie zafascynowała, nie chciałam, żeby mi przeszkadzał. Kiedy wszedł do pokoju i ujrzał mnie czytającą książkę, wy­szedł.
A teraz dlaczego wyszedł? Obraził się? – znowu nie rozumiałam jego zachowania. Zdenerwowałam się, co popsuło mi lekturę. Wstałam       i pobiegłam za nim.
– A to co? Dlaczego uciekłeś?
– Wcale nie uciekłem. Czytałaś, więc nie chcia­łem ci przeszkadzać. Porozmawiać możemy później – odpowiedział, nie przerywając majsterkowania przy komputerze.
– Ale ja chcę, żebyś został w moim pokoju, na­wet kiedy czytam.
Podniósł wzrok znad komputera i uśmiechnął się, a potem wstał i podszedł do mnie:
– Tak kochanie. Nic się nie martw, wszystko jest w porządku – starał się mnie uspokoić, ale tak na­ prawdę nic nie zrozumiał.
Nie odpłaciłam mu, to nie mogło zafunkcjono­wać. Przestałam wprawdzie próbować go w tej materii zmienić, ale pozostałam czujna. Czas mijał i nic się nie wydarzyło. To znaczy wydarzyło się – sama zrozumiałam wreszcie jego potrzebę wyci­szenia, za którą nie kryło się nic innego, jak odrobi­na czasu na zebranie myśli i przebywanie tylko ze sobą samym – bez konieczności owej emigracji wewnętrznej.
Poza tym sama nauczyłam sie doceniać tę moż­liwość, a nawet z niej korzystać. Skąd więc to po­ czątkowe nieporozumienie? Czyżbym tak bardzo się zmieniła?


Ma być przestrzennie
Człowiek jest stworzeniem niezmiernie zdolnym w dopasowaniu się do różnych warunków i może przez długi okres znosić nie tylko niewygodę, ale również ekstremalne przeciwności losu. To nie zna- czy jednak, że je akceptuje – i gdy tylko pojawi sią możliwość poprawy warunków życia, natychmiast z niej skorzysta. I nie musi robić tego nawet w pełni świadomie. Do lepszych warunków życia, wygody i piękna człowiek przyzwyczaja się bardzo szybko. W dzisiejszych czasach nikt nie musi już umierać dla zwiększenia życiowej przestrzeni – przynajmniej w Europie. Nikt nie musi sprzedawać własnej duszy, ani dać się wprzęgnąć w zwariowane plany jakiegoś niedoszłego malarza. Historia Europy również wyraźnie pokazuje, że walka o przestrzeń nie zawsze kończyła się jej zdobyciem. A jeśli nawet, to nie było go przecież więcej dla wszystkich – a o to podobno chodziło i chodzi. Chodzi o prywatną przestrzeń każdego z nas. Nie zawsze możemy określić, jak duża ma być nasza prywatna przestrzeń – ale powinniśmy ją mieć. Choćby z powodu higieny psychicznej.

Kto wie, czegóż można było uniknąć, gdyby każdy człowiek miał więcej przestrzeni dla siebie w XII wieku, gdy Europa wyruszyła na krucjaty przeciw innowiercom, czy choćby w XX wieku, gdy przestrzeń na Wschodzie była jedyną, na którą mogła się rozrastać Trzecia Rzesza. Człowiek bowiem, który posiada przestrzeń dla siebie i swoich myśli, niechętnie daje namówić się do wyruszenia do walki z innymi.   

Taki człowiek myśli, analizuje, robi się ociężały, a może też ostrożniejszy w ocenie innych. Potrzeba bardziej przekonywujących argumentów, aby wyrwać go z wygodnego miejsca, w którym się znajduje. I tak długo, jak długo będzie dysponował swoją przestrzenią, będzie trudno go przekonać, że potrzebuje jej więcej.
Renata A. Thiele
                                                                                                                                                               


Aus der neueren Geschichte kennen wir „Ein Volk ohne Raum“ den Titel des Romans von einem Hans Grimm. Es ist ein Roman der so ge- nannten völkischen Literatur, die die Notwendigkeit der Eroberung neuer Territorien, um das Überleben der Deutschen zu sichern, begründen sollte. Der Mangel an Raum war ein mächtiger Motor für viele große Bewegungen in der Geschichte gewesen. Es gibt dabei viele Definitionen des Raums, und auch jede Kultur versteht unter diesem Begriff etwas anders.

Warum? Diese Frage stand in meinen weit au­fgerissenen Augen und wartete auf eine Antwort. Doch die kam nicht, er saß bereits an seinem Schre­ ibtisch, vertieft in irgendwas, wozu ich keinen Zu­ gang hatte. Ich verließ das Zimmer – und darum ging es letztendlich. Ich litt sehr und war mir sicher, jetzt ist Schluss mit uns – und es ist nur die Frage der Zeit. Warum darf ich nicht in seinem Zimmer sein, einfach so, während er etwas macht?

Im kommunistischen Polen hatte selten jemand ein großes Haus oder eine große Wohnung. Kinder hatten zwar meistens ihre Zimmer, aber sie mussten manchmal zu zweit darin wohnen. Die Zimmer waren auch nicht verschließbar. Wozu? Geheimnisse vor den Eltern?! Was ist das für ein Unsinn?! Die hatte man einfach nicht zu haben. Die Mutter oder der Vater durfte jederzeit das Kinderzimmer betreten, und wehe, wenn das Kind sich dagegen aufzulehnen versuchte! Wenn man also seine Ruhe haben wollte, ging man in die innere Emigration, in sich hinein. Und da blieb man eine Weile. Oder ein paar Tage – je nach Bedarf. Die ständige Präsenz der Familienmitglieder im Alltag gehörte einfach zum Leben dazu. Um einen herum tobte das Familienleben, man blieb aber in sich gekehrt.

In drei Zimmern lebten schon mal drei Generationen, egal wie klein die Wohnungen waren. Und sie waren klein. Der Mensch brauchte keine großen Räume, er sollte ja draußen leben, aktiv am Leben der Gesellschaft teilnehmen. Doch der Mensch wollte das nicht und – zum Trotz aller kommunistischen Theorien – verbrachte seine Freizeit in der Familie. Menschen, die in solchen Familien groß geworden sind, sind keine Sozialfälle geworden. Sie verstehen vielleicht eher, mit allen und jedem auszukommen, finden schnell Kompromisslösungen und regen sich vielleicht seltener über Dinge auf, die für einen im Westen Geborenen von großer Bedeutung sind, wie zum Beispiel Verletzung der Intimsphäre. Der kommunistische Mensch lebte sozial, und darunter verstand man auch den Wegfall der Intimsphäre, zumindest theoretisch.

Wir Durchschnittspolen jener Zeit gingen also in die innere Emigration in einem kleinen Familienkreis. Die Großen, politisch Engagierten, die Schriftsteller, die nicht regimeopportun waren, taten es auch. Eine richtige Emigration war nicht immer umsetzbar. Denn die Pässe lagen bei der Polizei sicher aufbewahrt, und ohne Pass kein Visum, ohne beides keine Ausreise.

Oder man wurde für so gefährlich eingestuft, dass die durch einen bedrohte Regierung denselben in die Emigration schickte, die Voraussetzung war jedoch, dass der Delinquent nicht mehr in die Heimat zurückkehren durfte.

Deutsche Individualisten
Seit den 80er Jahren wachsen in Deutschland Kinder unter anderen Bedingungen auf: ein eigenes Zimmer, verschließbar (!), das Recht, nicht gestört zu werden, Zeit zur Erholung nach der Schule und ähnliche Zeichen der Individualisierung des Individuums schon im zarten Alter. Für einen aus dem kommunistischen Osten unglaublich, ja, unvernünftig. Individualität ja, aber braucht sie wirklich einen Raum für sich alleine? Das ist ja keine Vorbereitung auf das erwachsene Leben, wo man ständig von Menschen umgeben ist und mit ihnen auskommen muss. Unser östlicher Blickwinkel der Beobachtung war eindeutig auf die Sozialisierung des Individuums fixiert, die Selbstverwirklichung des Menschen stand dabei nicht zur Debatte. So sah ich die Notwendigkeit nicht, einen Raum zu haben, in welchen man sich zurückziehen kann, und dass bereits die Gewissheit, dass man ihn hat, gut tut.

Wir sprechen heute von Kulturunterschieden, von kulturellen Dimensionen, wie Kulturwissenschaftler sie bezeichnen. Es wird zwischen individualistischen und kollektivistischen Kulturen unterschieden. Die kollektivistischen sind nach innen – egal ob man damit den Familienkreis, die Firmenbelegschaft oder letztendlich die Gesellschaft – orientiert. In diesen Gesellschaften wird immer im Sinne der Gruppe entschieden, und nicht des Individuums. Das Individuum wird von der Gruppe geschützt und der Preis dafür ist der Verlust der Selbstständigkeit bei Ent- scheidungsfindung, die auch intime Bereiche des Lebens betreffen kann.

Die individualistischen Kulturen legen viel Wert auf die Entwicklung und die Sicherung der Entwicklungsmöglichkeiten eines Individuums. Dieses muss aber sich selbst schützen können, selbst alle Entscheidungen treffen und Konsequenzen ihres Handelns tragen. Die Gruppe schützt das Individuum nicht, das ist der Preis seiner Freiheit. Eine individualistisch geprägte Gesellschaft schafft andere Spielregeln als eine kollektivistische, um zu überleben und bestimmt auf ihre Weise alle Alltagsaktivitäten. Doch dies ist ein fließender sich ständig modifizierender Prozess.

Generell gilt auch: Je reicher die Gesellschaft desto ausgeprägter ist der individualistische Anteil. Das bedeutet aber auch, dass es im Laufe der Geschichte und der Entwicklung einer Kultur zu Verschiebungen kommen kann. So gilt heute die reiche deutsche Kultur als individualistisch, während die polnische – ja, die polnische, die immer an der Grenze zwischen Ost und West stand und nicht so ganz zu einer dieser Welten gehörte –, die polnische Kultur entwickelt sich nun von einer kollektivistischen zu einer individualistischen Kultur hin. Dieser Prozess verläuft nicht im gleichmäßigen Tempo, so wurde er durch die Umwälzungen der letzten zwei Jahrzehnte in Polen stark beschleunigt.

Polnischer Emigrant

In diese Umbruchzeiten wurde die Generation der heute 40-50-er hineingeboren: Heute mehr dem Individualistischen zugewandt, bekam sie einen großen Teil der kollektivistischen Weltordnung mit auf den Weg, die im Fall Polens stark mit dem Kommunismus assoziiert wird. Dies ist jedoch nur bedingt richtig, denn der Kommunismus an sich ist nicht der alleinige Entscheidungsfaktor für die kollektivistische Ausprägung.

Die neue, kapitalistische Gesellschaftsordnung, gepaart mit der individualistischen Erziehung in der neuen Heimat zwingt Polen, die in Deutschland ihr Leben aufgebaut haben, zur Umwertung und Umorientierung.

Also schmollte ich im anderen Zimmer wegen dieser furchtbaren Ablehnung, der Ablehnung me­ iner Anwesenheit in seinem Zimmer. Ich schmollte auch dann noch eine Weile, als er schon aus seinem Zimmer kam und nicht wusste, warum ich so bele­ digt bin.
– Warum darf ich nicht in deinem Zimmer sein, während du etwas machst?
– Ich brauche meine Ruhe – sagte er und ich verstand es nicht.
Ich ging in die Küche, um das Abendessen vorzu­ bereiten, und schwor mir, es ihm heimzuzahlen. Die Gelegenheit kam bald. Ich las ein interessantes Buch und wollte nicht gestört werden. Er kam herein, scan­ nte kurz die Situation und verließ mein Zimmer.
Warum geht er jetzt weg? Ist er beleidigt? – wie­der verstand ich sein Verhalten nicht. Ich regte mich auf und hatte keine Ruhe mehr für die Lektüre. Genervt lief ich ihm nach – Was soll das? Wieso läu­ fst du weg?
– Ich laufe doch nicht weg. Du hast gelesen. Wir können ja später miteinander reden – antwortete er und kramte seelenruhig an seinem Computer.
– Nichts ist o.k. Ich möchte doch, dass du bei mir bleibst, auch wenn ich lese
– Er schaute mich lächelnd an und kam auf mich zu:
– Ja, alles wird gut – er bemühte sich mich zu beruhigen und schien zumindest mein Verhalten wirklich verstehen zu wollen.
Mit dem Heimzahlen hat es nicht richtig funk­ tioniert, das war mir schnell klar geworden. Ich beschloss nicht weiter zu bohren, blieb aber weiter auf der Hut. Doch nichts passierte. Es brauchte eben seine Zeit, bis ich nun sein Bedürfnis nach Rückzug­smöglichkeit verstand, hinter der nichts anderes stand als der Wunsch, in Ruhe über verschiedene Dinge nachzudenken oder einfach mal nicht für andere da zu sein.
Jetzt brauche auch ich mehr Raum für mich. Woher also das anfängliche Missverständnis? Habe ich mich inzwischen so sehr verändert?


Schön geräumig
Der Mensch ist extrem anpassungsfähig und kann über lange Zeit viele Unbequemlichkeiten und gar Widrigkeiten des Schicksals ertragen. Das heißt aber nicht, dass er mit den ungünstigen Bedingungen immer leben will und wird, sobald ihm eine Verbesserung seiner Lage in Aussicht gestellt wird. Dann ergreift er die Chance und verbessert seine Lebensqualität. Er muss dies nicht einmal bewusst machen. An Besseres, Bequemeres, Schöneres gewöhnt sich der Mensch schnell. Jetzt muss – zumindest in Europa – niemand für mehr Raum sterben. Seine Seele verkaufen oder sich selbst von Verrückten in ihre Sachen einspannen lassen muss auch niemand. Die europäische Geschichte zeigte bereits deutlich, dass der Kampf um mehr Raum nicht immer mit der Eroberung desselben endete. Und wenn, dann bedeutete das keineswegs mehr Raum für jeden – und um diesen Raum für jeden geht es hier. Wie groß auch immer der persönliche Raum zum Schluss sein wird, kann der Mensch auch nicht immer selbst bestimmen, aber er sollte ihn haben. Schon der psychischen Hygiene wegen.

Wer weiß, was nicht alles dadurch hätte vermieden werden können, wenn jedem Menschen etwas Raum für ihn alleine zur Verfügung gestanden hätte, im 12. Jahrhundert, als sich Europa auf den Weg gegen seine Glaubensfeinde gemacht hatte, und im 20. Jahrhundert, als der Raum im Osten als die einzige Erweiterungsrichtung für das Deutsche Reich in Frage kam.

Der Mensch, der mehr Raum für sich und seine Gedanken hat, ist nicht leicht dazu zu bewegen, gegen andere Menschen ins Feld zu ziehen. Er reflektiert, wird langsamer, vielleicht auch vorsichtiger in der Beurteilung anderer. Es bedarf mehr Kraft, um ihn aus dieser bequemen Position herauszureißen. So lange er seinen freien Raum hat, wird er nicht so leicht zu überzeugen sein, dass ihm der Raum fehlt.
       
                                                                                                                                               Übersetzung von Renata A. Thiele