Chluba salonu

Wdowa przypuszczała, że trzymanie wszechświata w tajemnicy nie będzie łatwym zadaniem. Musiała się trochę natrudzić, żeby nikt go nie zobaczył. Sąsiadów czy przyjaciół nie było trudno od siebie odstraszyć, zresztą odwiedzali ją coraz rzadziej i zwykła wymówka o złym stanie samopoczucia bardzo dobrze się sprawdzała. Listonosza, którego zawsze zapraszała do środka, przyjęła przed wejściem, ale chłopak był tak zapracowany, że nawet nie zauważył, że coś jest inaczej niż zwykle. Natomiast, gdy przyszedł mężczyzna sprawdzający wodomierz, po prostu nie otworzyła, udając, że jej nie ma.

Okna salonu wdowa Miła zasłoniła ciemnymi kotarami, wygrzebanymi z głębokiej skrzyni na strychu, tak żeby nawet ktoś z ulicy przez przypadek nie dostrzegł latającego wszechświata. W półmroku, musiała przyznać, wyglądał bajecznie. Dni mijały, a wszechświat robił się coraz większy, wolno pochłaniając komodę. Wdowa powoli godziła się z jej stratą, sama bowiem, bez pomocy, nie mogła jej nigdzie przenieść. Wszechświat robił się także coraz jaśniejszy. Przybywało mu, jak wdowa dostrzegła, wielokrotnie go obserwując, galaktyk, gwiazd, planet, satelit, mgławic. Wszechświat stawał się coraz bogatszy, a wdowa była nim jednocześnie zachwycona i przerażona. W nocy niestety nie dało się go wyłączyć jak jakiejś lampki, czy zdmuchnąć niczym płomień świecy. Kolory przebijały się stłumione przez ciężkie, grube zasłony. Wdowa wychodząc na spacery ze Stefanem, teraz krótkie i niedalekie, zawsze spoglądała zmieszana w okna. Przypominały one trochę okna w pomieszczeniu, w którym gra telewizja, światła jednak nie migotały, a z każdym dniem robiły się coraz jaśniejsze. Ktoś ciekawski mógłby pomyśleć, że wdowa lubi oglądać telewizję i zawsze zasypia przed ekranem, zostawiając włączony odbiornik na całą noc. Miała tylko nadzieję, że nikt nie będzie przeprowadzał bliższego śledztwa w sprawie wiecznie włączonego telewizora wdowy Miłej.

Najtrudniej było odpędzić od siebie panią Płotkę, która zaniepokojona o swoją kochaną Miłę, przychodziła niemalże codziennie. Pewnego popołudnia wdowa Miła zdenerwowana stała przed drzwiami i próbowała wyperswadować pani Płotce nachalne wproszenie się do jej domu.

– Nie rozumiem cię, Miła – pani Płotka także była rozzłoszczona. Na rękach trzymała chihuahua, który swoimi wytrzeszczonymi ślepiami wpatrywał się w dół na Stefana. Wdowa Miła nienawidziła tej rasy, dla niej pies powinien być duży i najlepiej puszysty.

– Przychodzę do ciebie specjalnie, jak to już mamy w zwyczaju, na podwieczorek, a ty już od jakiegoś czasu mnie zbywasz. Czy coś się stało Miła? Dobrze wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć.

– Stefan, chodź tu! – krzyknęła wdowa Miła, widząc, że pies szykuje się do spaceru po ulicy. Pani Płotka wzdrygnęła się.

– To okrutne, że dałaś swojemu psu imię po mężu. Ja bym tak nie mogła – rzuciła z wyrzutem pani Płotka.

– Oczywiście, żebyś nie mogła. Bo twój mąż jeszcze żyje – odparła wdowa Miła.

Musiała zejść ze schodów, by złapać Stefana, zanim ucieknie przez otwartą furtkę, której pani Płotka nie raczyła zamknąć.

Zaciągając psa z powrotem, zobaczyła, że drzwi do domu są otwarte na oścież, a pani Płotka znikła.

Wdowa Miła pobladła i biegiem ruszyła do domu. Pani Płotka stała jak wryta w przejściu do salonu. Wszechświat zajmował już jedną czwartą pokoju, był kolorowy, poruszał się wolno i wydawał coraz głośniejsze dźwięki.

– Na Miłość Boską! Co to jest? – zapytała piskliwym głosem pani Płotka. Była bardzo pobożną osobą i nigdy nie pozwalała sobie na nadużywanie imion świętych, a już zwłaszcza samego Pana Boga.

– To jest wszechświat, moja droga – wytłumaczyła wdowa Miła, zamykając drzwi za Stefanem. Mogła wymyślić wiele rzeczy, którymi nakarmiłaby żądzę sensacji pani Płotki, ale nie wiedziała w tym sensu. Żadne jakieś tam kłamstwo nie było w stanie wytłumaczyć istnienia wszechświata. Wdowa miała teraz tylko nadzieję, że pani Płotka się przestraszy i nigdy więcej już do niej nie przyjdzie na podwieczorek. Jednak kobieta nie dosyć, że natychmiast uwierzyła, że to najprawdziwszy wszechświat, to jeszcze spojrzała się na wdowę tak, jakby ta była największą szczęściarą na świecie, po czym zajęła fotel, ulubione miejsce wdowy do podziwiania wszechświata.

– Jest piękny – dała upust swojemu zachwytowi pani Płotka, zaczynając mechanicznie głaskać psa. – Dlaczego nie pochwaliłaś się nim wcześniej? – dodała z pretensjami, jakby wdowa miała w obowiązku powiadamiać ją o wszystkim, co dzieje się w jej życiu.

– Pójdę zrobić herbaty – rzekła zrezygnowana wdowa.

– Nie zapomnij ciasteczek – krzyknęła za nią pani Płotka, gdy wdowa wyszła do kuchni.

W głębi duszy wdowa wiedziała, że może się już pożegnać ze swoją tajemnicą, wiedząc, że pani Płotka, posiadająca miano największej plotkary na ulicy, rozpowie każdemu, kto zechce ją wysłuchać, o wszystkim, co się dzieje u wdowy Miłej. Skoro tak miało już być, i nie było żadnego wyjścia, oprócz zamordowania pani Płotki (wdowa pomyślała o tym z nieskrywaną przyjemnością), wdowa podczas sączenia napoju z filiżanki, odpowiadała na każde pytanie pani Płotki. W ten sposób wyjaśniła całą historię wszechświata.

– Mówiłam ci tyle razy, żebyś nie ufała temu całemu Snowidowi – pani Płotka pomachał karcąco ciasteczkiem.

Wdowa Miła na to tylko westchnęła.

Gdy pożegnała już panią Płotkę, w myślach wzywała Snowida, aby się pośpieszył.

O dziwo, następnego dnia przed jej domem nie koczowali dziennikarze, a wozy transmisyjne nie zajeżdżały jej podjazdu. Nikt nie dobijał się do drzwi, krzycząc, że chciałby zadać tylko parę pytań i zobaczyć to niezwykłe zjawisko. Nikt nie zaglądał ciekawsko do okien. Telefon milczał zamiast co chwilę buczeć, a w słuchawce nikt nie żądał wyjaśnień. Radio na ten temat milczało, telewizja też. Nawet nie przyszedł żaden z mieszkańców ulicy, by dowiedzieć się, co takiego niesamowitego wdowa Miła trzyma w salonie.

Albo pani Płotce nikt nie uwierzył, choć znalazłoby się parę wścibskich osób chcących sprawdzić, o czym tak niedorzecznym mówiła ich przyjaciółka. Albo pani Płotka trzymała swój gadatliwy język na wodzy i nikomu nie pisnęła ani słowa. Zdumiewające, ale możliwe. Wdowa powoli przekonywała się, że wszystko jest w życiu możliwe, wszechświaty można sobie trzymać w salonach, oczywiście nie bez konsekwencji, a pani Płotka potrafi dochować sekretu, oczywiście też nie bez konsekwencji.

Przyszła po południu podziwiać wszechświat i przychodziła tak codziennie na godzinę lub dwie. Znużona wdowa przyjmowała ją grzecznie, bojąc się, że jak odmówi, sprowadzi na siebie jakieś nieszczęście.

Wszechświat zajął już komodę, a także trochę ściany. Wdowa Miła musiała przenieść papugę i kanarki na drugi koniec salonu, by wszechświat ich nie pochłonął. Dosięgał już ziemi i pewnego dnia zniknął jej żółw. Długo go szukała, ale wiedziała, że stało się najgorsze. Wyobraziła sobie żółwia płynącego w próżni z jej porcelanowymi słonikami, które stały na komodzie. Miała tylko nadzieję, że jest szczęśliwy i znalazł swoje miejsce we wszechświecie.





Marta Kornalska