Skutki braku wyobraźni

Doczekaliśmy czasów, gdy tyrania niepozornego dyktatora wymknęła się spod wszelkiej kontroli i wskutek wybuchu siedmiuset bomb wodorowych ludzkość omal nie wyginęła. Pozostałe trzydzieści procent populacji pozbierało się nader szybko, a trudne warunki zmusiły ludzi do ogromnego wysiłku umysłowego, aby w ocalałym świecie dało się utrzymać życie.
Tak powstał system zabezpieczeń, mający zapobiegać zniszczeniu planety. Demokrację odsunięto na bok, bo liczba osób uszkodzonych emocjonalnie od momentu spłodzenia zwiększyła się do siedemdziesięciu procent. Od kataklizmu bombowego atmosfera ziemska zmieniła się nie do poznania – niezbadane do końca zjawisko sprawiało, że niebo stało się czerwono-pomarańczowe, nie stwierdzono jednak zmiany składu chemicznego powietrza ani znacznego zapylenia. Chmury natomiast kumulowały promienie słoneczne i „roznosiły” światło słoneczne po niektórych terenach, co pomagało w przetrwaniu tak roślinności, jak i zwierzętom. Atmosfera ziemska przestała unosić maszyny latające. Generalnie niebo pomiędzy południem a wieczorem przybierało najintensywniejszą barwę, ciężką dla oczu, przesyconą promieniowaniem, które niszczyło wzrok. Maksymalną kumulację barwy nieba, związaną oczywiście z wędrówką Ra po nieboskłonie nazywano zorzą św. Jana – ze względu na moment jej powstania oraz nastałe czasy, w których ocaleli widzieli mocno rozciągniętą w czasie apokalipsę.
Warunkiem koniecznym do funkcjonowania „pod gołym niebem” było założenie okularów z grubym, różowawym szkłem, filtrującym promieniowanie i chroniącym oczy przed uszkodzeniem. I nagle wszyscy zaczęli nosić różowe okulary.
I cały świat stał się różowy.

Anna Witkowska