Start Prezentacje

Prezentacje

Małgorzata Bukowicz

Wykształcenie: studia na Wydziale Rzeźby oraz Ceramiki Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, dyplom w 1984 roku.
Uprawiane dyscypliny sztuki: rzeźba i płaskorzeźba w brązie, kamieniu, ceramice i szkle; ceramika; mozaika wenecka (szklana), projektowanie i realizacja witraży; konserwacja witraży; malarstwo; rysunek. Członek ZPAP od 1984 roku.
Wystawy indywidualne: 1986 – Zielona Góra; 1987 – Galeria ETC – Markiezenhof, Bergen op Zoom, Holandia, Galeria ’90, Bruksela, Belgia; 1998 – Galeria „PO”, Zielona Góra; 1991 – Galeria „Brama”, Warszawa; 1993 – Zielona Góra; 1998 – BWA, Zielona Góra i Galeria 24, Sulechów; 2004 – BWA, Zielona Góra; 2005 – Galeria autorska, Cigacice; 2009 – Światy, BWA, Zielona Góra; 2010 – Italomania, Muzeum Ziemi Lubuskiej, Zielona Góra; 2010 – Magia raku, Galeria PRO ARTE, Zielona Góra.
Wystawy zbiorowe: 1985 – Biennale Młodych, Zielona Góra; 1986 – INTERART, Poznań; Salon Jesienny, Zielona Góra; Wystawa Miniatury, Toronto, Kanada; 1987 – Mons, Belgia; INTERART, Poznań; 1988 – Arsenał ’88, Warszawa; 1989 – Biennale Młodych, Zielona Góra; 1990 – Generacja’80, Zielona Góra; 1991 – Verden, Niemcy; 1993 – Verden, Niemcy; 1994 – Galeria „Arche”, Hameln, Niemcy; 1995 – Biennale Małych Form Rzeźbiarskich, Poznań; 1997 – Galeria „Zur Alten Malzfabrik”, Wriezen, Niemcy; 1997-2003 – Salon Jesienny, Zielona Góra / Gorzów; 2000 – BWA, Zielona Góra; 2001 – Muzeum Ziemi Lubuskiej, Zielona Góra; 2002 – Galeria, Bistria, Rumunia; 2003 – Muzeum Ziemi Lubuskiej, Zielona Góra; 2004-2010 – Salon Jesienny, Zielona Góra / Gorzów; 2011 –100 lat ZPAP, Muzeum Ziemi Lubuskiej, Zielona Góra; 2012 – Światłoczułe, Galeria BWA, Zielona Góra.
Sympozja: 1996 – Sympozjum „Tuzin Dozen”, Wrocław; 1997 – Sympozjum „Projekt”, Ackermannshof, Niemcy; 2008 – Sympozjum Rzeźbiarskie, Neuzelle, Niemcy; 2012 – „The word’s best ceramic fountains”, Guardiagrele, Italy; DIALOG – trzecie niemiecko-polskie sympozjum w Biesenthal, Niemcy.
SUKCESY: ZŁOTY MEDAL – laureatka X Biennale Małych Form Rzeźbiarskich, Poznań; Nagroda Wojewody Poznańskiego 1995; Nagroda Kuratora Lubuskiego 1998; Nagroda Prezydenta Miasta Zielonej Góry – 2005; Medal LUBUSKI ANIMATOR ROKU – 2006; Odznaka PRZYJACIEL DZIECI – 2007; NAGRODA KULTURALNA Prezydenta Miasta Zielonej Góry 2007; I Nagroda w konkursie na projekt Pomnika Ofiar Katastrofy Smoleńskiej 2011.
Prace w zbiorach: Muzeum Ziemi Lubuskiej, Zielona Góra, Polska; Muzeum Puszkina, Moskwa, Rosja oraz w prywatnych kolekcjach: Prezesa Nafty i Gaz, Warszawa; Prezesa „Geofizyka”, Kraków; Prezesa Poszukiwania Naftowe DIAMENT; Dyrektora Fx. Energy, Warszawa; Prezesa UP STREAM ORLEN Polska oraz innych w Holandii, Belgii, Niemczech, Szwecji, USA.
Światy, Galeria BWA, Zielona Góra 2009

Ważniejsze realizacje
: Jan Paweł II – rzeźba portretowa – Kościół wg projektu prof. Stanisława Millera, Namysłów; wystrój kościoła: mozaika wenecka pt. Adoracja NMP, witraże, rozeta, chrzcielnica, kościół pw. Niepokalanego Poczęcia Matki Boskiej, Gorzów Wlkp.; wystrój kościoła: płaskorzeźby ołtarzowe – ceramika, Droga Krzyżowa – ceramika, witraże chrzcielnica, gołębica – fussing, pw. św. Józefa Oblubieńca, Zielona Góra; Płaskorzeźba szklana Krzyż jako Drzewo Życia, rozeta oraz witraże, Sanktuarium Matki Bożej Jazłowieckiej, Szymanów-Niepokalanów, 12 Apostołów – rzeźba ceramiczna, Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, Świebodzin; Żałobnicy: płaskorzeźby – fussing – szkło, Kaplica Cmentarza Komunalnego, Zielona Góra; Tablica pamiątkowa – fussing – szkło, stal nierdzewna, ADB, Zielona Góra; wystrój kościoła: ołtarz – stal nierdzewna, fussing – szkło, obrazy olejne w ołtarzach bocznych kościół pw. Michała Archanioła, Jenin; Pomnik Ofiar Katastrofy Smoleńskiej 10 kwietnia 2010 r., Cmentarz Komunalny, Zielona Góra; tablice pamiątkowe zabytków, Żary, Lubniewice, Zielona Góra; bachusiki, Zielona Góra; projekt Kalwarii Skrzatuskiej przy Sanktuarium pw. Matki Bożej Bolesnej oraz 14 Stacji Drogi Krzyżowej – płaskorzeźby ceramiczne.
Realizacje z zakresu witrażu autorskiego w Polsce: Sanktuarium Matki Bożej Jazłowieckiej, Szymanów; Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, Świebodzin; Sanktuarium w Siekierkach nad Odrą; kościoły: Zielona Góra, Gorzów, Wlkp., Świebodzin, Żagań, Jenin, Miechów, Złotnik, Bledzew, Sieniawa Żarska, Międzyrzecz, Ostrów, Jemiołów.
Realizacje z zakresu konserwacji witraży: Telekomunikacja Polska S.A., Gubin, Zielona Góra; PZU, Zielona Góra; kościoły: Słońsk, Ołobok, Świebodzin, Klępsk, Łęgowo, Wilkowo.
Dorobek pedagogiczny: ekspert MEN i komisji egzaminacyjnych i kwalifikacyjnych dla nauczycieli ubiegających się o awans na stopień zawodowy szkół artystycznych z zakresu malarstwa, grafiki i rzeźby i ceramiki; od 1987 roku pedagog – nauczyciel dyplomowany rzeźby i ceramiki w MCKiE „Dom Harcerza”, od 2004 nauczyciel rzeźby w Zespole Szkół Plastycznych w Zielonej Górze; autorka programów nauczania ceramiki i rzeźby; posiada pokaźny dorobek wystaw, warsztatów, plenerów i projektów wymiany międzynarodowej, wiele prac nagrodzonych na konkursach i przeglądach twórczości dzieci i młodzieży.
       Anioł, brąz, drewno



















Balans
, detal                                                                            Balans, detal
      Wenecja, ceramika, drewno
 

Małgorzata Bukowicz i jej sztuka

Małgorzata Bukowicz w swojej twórczości artystycznej posługuje się wieloma technikami, wykorzystując różne materiały. Jest absolwentką rzeźby na wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych i jej warsztat rzeźbiarski dominuje niemalże we wszystkich realizacjach. W trakcie studiów pod okiem prof. Krystyny Cybińskiej zgłębiała tajniki ceramiki artystycznej, która obecna jest w zarówno w jej życiu, jak i twórczości do dnia dzisiejszego. Już dyplom obroniony w 1984 roku łączył ceramikę i rzeźbę. Od kilku lat pracuje również w szkle. Swoją przygodę ze szkłem artystycznym rozpoczęła od drobnych prac witrażowych i eksperymentów łączących szkło i ceramikę, a obecnie realizuje duże dzieła wykonane techniką fussingu. Niezależnie od wybranej techniki i materiału prace Bukowicz cechuje zawsze perfekcja warsztatowa i wysokie walory estetyczne.
Artystka w swoich pracach wykorzystuje często szamot, formowany ręcznie, tradycyjnymi technikami ceramicznymi, skupiając się głównie na formie powstających prac, wzbogacając je nierzadko kolorem uzyskanym za pomocą użycia barwnych szkliw – ulubionych turkusów, błękitów, czerwieni i oranży. Jak twierdzi sama, jej prace są albo niezwykle barwne, albo minimalistyczne i utrzymane w czerni, w zależności od emocji i nastroju, w jakim znajduje się w chwili tworzenia. Bardzo istotnym elementem jej twórczości jest rysunek, spontaniczny, wykonany często prostymi narzędziami. Bohaterami rysunków są zwierzęta, ulubione motywy psów i ptaków powracające w kolejnych pracach. Rysunek stanowi też bardzo ważny element w procesie powstawania rzeźbiarskich realizacji autorki, to on jest punktem wyjścia do rodzących się pomysłów wykonywanych później na bazie szkiców w brązie, glinie czy szkle. W pracach rysunkowych pojawiają się również elementy architektoniczne, obrazy miejsc zapamiętane w trakcie licznych podróży, fantastyczne wizje wnętrz kościołów, domów, oddane ze szczegółową precyzją. Artystka w swoich podróżach eksploruje południe Europy – Włochy, Hiszpanię, Portugalię – skupiając się na pejzażu i architekturze, zwracając szczególną uwagę na koneksje między danym miejscem, jego historycznym ukształtowaniem, otaczającym je krajobrazem, użytymi materiałami, charakterystycznymi dla danego regionu detalami architektonicznymi i ornamentami. Jej pasją jest historia sztuki, ale – jak twierdzi – nie interesują jej kolekcje muzealne zwiedzanych miejsc, a raczej ich charakter budowany przez stulecia, atmosfera kryjąca się w najdrobniejszych szczegółach, fakturach, kolorystyce. W trakcie tych wędrówek powstaje dokumentacja fotograficzna, nie są to jednak typowe fotografie turystyczne, a raczej rodzaj intymnego dziennika, w którym artystka eksploruje konkretne tematy, detale rzeźbiarskie, architektoniczne, jak kołatki, posadzki, drzwi, mozaiki, tworząc cykle czarno-białych fotografii, które czasem pojawiają się również na jej wystawach.
Wystawy Małgorzaty Bukowicz stanowią zawsze przemyślane, zamknięte projekty, podsumowujące kolejne etapy jej twórczości. Dotyczy to zarówno poszukiwań formalnych i fascynacji nowymi technikami, jak również przekazu, dialogu z widzem. Każda z nich poza warstwą estetyczną snuje opowieść inspirowaną przeżyciami samej autorki, jest intymną przestrzenią wykreowaną za pomocą obiektów i rysunkowych historii, nie narzuca się jednak odbiorcy, pozwalając mu na swobodną interpretację i wędrówkę po magicznym, nostalgicznym świecie, pełnym symboli zaczerpniętych z historii oraz współczesności. W wielu pracach pojawiają się ulubione przez artystkę motywy – psy, ptaki, postacie ludzkie o wydłużonych ptasich twarzach, krzesła, schody. W 1988 roku w zielonogórskiej Galerii „PO” zaprezentowana została wystawa Małgorzaty Bukowicz obejmująca jej rzeźby wykonane w drewnie, żywicy i szkle oraz serię rysunków. Bardzo interesująca była duża, syntetyczna w formie rzeźba przedstawiająca w symboliczny sposób postać św. Sebastiana. W 1993 roku w warszawskiej Galerii Brama odbyła się wystawa, której głównym motywem przewodnim były krzesła, temat, do którego artystka podeszła z typową dla siebie konsekwencją, pokazując zarówno rzeźbiarskie obiekty, jak również instalacje przestrzenne, misterne konstrukcje wykonane ze znalezionych kawałków drewna, patyków, wykorzystujące grę świateł i cieni, rzucanych przez te obiekty na ściany przestrzeni ekspozycyjnej. Kolejna prezentacja artystki w zielonogórskim BWA obejmowała rzeźby wykonane w brązie, postaci psów, występujące pojedynczo lub w grupach, twarze ludzkie o niepokojących ptasich twarzach, nawiązujące stylistycznie do prac Brancusiego, instalacje łączące ceramikę i szkło, oraz dużą instalację wykonaną ze znalezionych przez artystkę kawałków drewna. Użycie znalezionych obiektów, fragmentów naturalnych obecne jest w twórczości Bukowicz od późnych lat osiemdziesiątych.
Nowsze projekty rzeźbiarki, zatytułowane Moje światy zaprezentowane zostały w zielonogórskim BWA w czerwcu 2009 roku, w tej samej przestrzeni ekspozycyjnej, gdzie 20 lat temu odbyła się jej pierwsza wystawa oraz Italomania w Muzeum Ziemi Lubuskiej. Artystka prezentuje obiekty rzeźbiarskie wykonane w glinie szamotowej, połączonej ze wszystkimi materiałami, z którymi pracuje na co dzień, pojawią się tam zatem elementy z brązu, metalu, drewna i szkła. Artystka kreuje po raz kolejny intymną przestrzeń, w której można zatopić się w refleksji nad codziennością i historią, zatrzymać na chwilę i pomarzyć o dalekich miejscach, bądź przypomnieć sobie widziane krajobrazy.
W ostatnio prezentowanej pracy w ramach projektu Światłoczułe powraca do syntezy. Jej Głębia to praca syntetyczna: 2,5-metrowe ceramiczne wrzeciono tworzące rozwijającą się centrycznie szklaną falę jest jednocześnie przejściem od czerni do światła, jak i światła znikającego w ciemności. To zapowiedź nowych poszukiwań i ekspresji.

Agnieszka Kurgan




     Głębia
, ceramika, szkło, fragmenty ekspozycji Światłoczułe, BWA, Zielona Góra 2012
 
 
 

Pour Féliciter – Na szczęście

P.F. to bliski krewny ekslibrisu. Graficy, kolekcjonerzy czy obdarowani tą formą grafiki nazywają ją zdrobniale „peefką”. Nie wiadomo gdzie i kiedy narodziła się ta forma plastyczna, będąca wyciskiem, a dopiero w późniejszym okresie grafiką czystą. „Peefka” jest cennym zjawiskiem artystycznym i społecznym, przekazem uczuć i myśli ujętym w rygory graficzne.
Klasyczna „peefka” związana jest ze świętami Bożego Narodzenia lub Nowym Rokiem i zawiera oprócz przesłania graficznego tekst życzeniowy, względnie tradycyjny skrót P.F. z podaniem roku oraz nazwiska, bądź inicjałów właściciela – czyli osoby wysyłającej życzenia.
To właśnie zbliża ją do ekslibrisu. Podobnie jak ekslibris „peefka” przechodzi różne przeobrażenia. Staje się intymną rozmową graficzną z osobami obdarowanymi, czasem zbliża się do formy graficznej karty pocztowej. Bywa też grafiką czystą, w której tekst życzeniowy autor wpisuje odręcznie.
„Peefka”, podobnie jak ekslibris, jest wiernym odbiciem czasu, w którym powstaje.


 






 
Agata Buchalik-Drzyzga
 

Marek Lalko

W swojej działalności porusza się w nurcie fotografii dokumentalno-reportażowej oraz konceptualnej, bazując na klasycznych technikach fotograficznych i technologiach cyfrowych.
Studia I stopnia na kierunku grafika w Instytucie Sztuki i Kultury Plastycznej na Uniwersytecie Zielonogórskim dyplom Moja fotografia dokumentalna. Studia II stopnia na kierunku malarstwo ze specjalnością fotografia w Instytucie Sztuk Pięknych na Uniwersytecie Zielonogórskim dyplom Miejski pejzaż człowieka. Studia Fotograficzne w Europejskej Akademii Fotografii w Warszawie.
Działalność organizacyjna i popularyzatorska sztuki: 1993-1994 współtwórca Młodzieżowego Laboratorium Fotograficznego; od 1993 członek Lubuskiego Towarzystwa Fotograficznego; od 1993 warsztaty fotograficzne w Broniszowie, uczestnik i prowadzący; od 1995 uczestnik Wszechnicy Fotograficznej w Jeleniej Górze; od 2003 współprowadzący Galerię Fotograficzną „Projekt”; od 2004-2005 współprowadzący galerię „PWW”; od 2010 prowadzący Galerie Fotografii „Na Dole” w Instytucie Sztuk Wizualnych
Wystawy indywidualne: 1995 – „koncerty” Zielona Góra, zestaw prac prezentujący zapis dokumentalny sceny rockowej w Polsce lat 90.; 1997 – „Wenecja” Galeria fotografii pod kaczką Zielona Góra; 1997 – „parada miłości” BWA mała sala Zielona Góra; 1999 – „fotografie” galeria studencka Galera Zielona Góra; 2000 – „fotografie” Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze; 2001 – „fragmenty z...” Galeria Twórców Galera Zielona Góra; 2001 – „fotografia otworkowa” Galeria nad Wisłą Toruń; 2002 – „fotografia otworkowa” Galeria Ciasna Jastrzębie Zdrój; 2003 – „fotografie” Galeria Korytarz JCK Jelenia Góra; 2003 – „fotografia otworkowa” Galeria Lapidarium Wschowa; 2003 – „fotografie” Galeria Zup art Ratusz miejski w Głogowie; 2004 – „pin hole odc. 2” BWA Zielona Góra; 2005 – „fotografia” Galeria Korytarz JCK Jelenia Góra; 2005 – „dzięki niej widzę” Zielona Góra galeria handlowa Grafitt; 2005 – „dzięki niej widzę” galeria teatralna Nowa Sól; 2006 – „lalko.australia.2005” BWA Zielona Góra; 2007 – „w Sydney polak” centrum kultury i sztuki w Koninie „Wieża Ciśnień”; 2007 – „fotografie” W ramach II Żywieckiego Festiwalu Filmów Amatorskich w Galerii Zamkowej w Muzeum Miejskim w Żywcu; 2008 – „fotografie-londyn” Zielona Góra „Heban”; 2011 – „fotografia numeryczna” Galeria DEKA Rybnik; 2011 – „india story” Galeria Drugiego Planu Rybnik; 2011 – „terapia dla zmęczonych codziennością oczu” BWA Zielona Góra; 2011 – „Taman Negara” dom kultury Chwałowice w Rybniku; 1995-2008 uczestnik ponad 45 wystaw zbiorowych.
Dorobek dydaktyczny: 1994-2001 praca w Instytucie Sztuki i Kultury Plastycznej przy WSP Zielona Góra na stanowisku laboranta w Pracowni Fotograficznej; 2001 kontynuacja pracy na Uniwersytecie Zielonogórskim na stanowisku laboranta w Pracowni Fotograficznej; 2005 BWA Zielona Góra, udział w warsztatach artystycznych z osobami chorymi na schizofrenię zakończony wystawą fotografii; 2005-2008 Wojewódzki Ośrodek Dokształcania Zawodowego w Zielonej Górze, zajęcia z fotografii na kursach zawodowych I i II stopnia; 2006 Gimnazjum nr 2 w Zielonej Górze, warsztaty fotograficzne z młodzieżą wyjaśniające zjawisko powstawania obrazu w Camera Obscura; 2007-2008 Liceum Plastyczne w Zielonej Górze, prowadzenie zajęć z podstawy fotografii i filmu; 2008-2009, 2010- wykładowca w Akademii Twórczych Poszukiwań w Zielonej Górze; 2010 Zakład Poprawczy w Babimoście, warsztaty fotograficzne z młodzieżą wyjaśniające zjawisko powstawania obrazu w Camera Obscura; 2011 Festiwal podróżników Rozjazdy 2011 w Rybniku, wykład i pokaz prac „fotograf w podróży”.

Fotografie z cyklu Indie

 

Circus Europe i inne kontynenty. O fotografii Marka Lalki

Bez podpisu, często także bez daty...
Fotografie Marka Lalki posortowane są wprawdzie w cykle, prezentuje je on jednak bynajmniej niechronologicznie. Tak że w obrębie serii prac pod wspólnym tytułem pojawiają się zdjęcia zdradzające różną topografię ukazanych scen. Roczna czy dzienna data ich powstania nie jest zresztą istotna. Automatycznie wyczuwa się tu aktualność, a mimo to przypadkowe z pozoru ujęcia zdają się ponadczasowe. Nie jest to bowiem reportaż – doraźna rejestracja faktów z pierwszych stron gazet – lecz wizualna refleksja snuta wokół banalnych z pozoru zdarzeń, spostrzeżeń czy odczuć. Te składają się na doznanie kontaktu z otaczającą rzeczywistością i oswojenie obcości – faktycznej czy pozornej – z tym, z czym zderza się każdy, skrecając w nieznany zaułek, wysiadając z pociągu czy samolotu.
Pod względem wizualnej komunikacji są to scenerie transparentne, a jednak zwykle nie dostrzega się ich w pośpiechu codziennej bieganiny. Marek Lalko – podróżnik – potrafi się jednak zatrzymać. Pokonując odległość, nie tylko oswaja nieznane, lecz i zdobywa dystans wobec tego, co zostawia za sobą. Zyskuje świeżość spojrzenia. Wyznacznikiem tego jest w pewnym sensie wybrana technika. Wydaje się obiektywna, nosi jednak znamię antykwaryczności, świadomie zresztą eksponowanej. Monochromia – zwykle czerń i biel analogowych średnioformatowym ujęć (6/7 cm) – to pierwszy sygnał swoistego anachronizmu znamionującego poetycką, a nie reporterską pasję. Jest tu i estetyzm, i wola poznania, lecz nie „interesowna”, dziennikarska wścibskość, śledząca sensację i bezkarnie epatująca bólem, intymnością innego. I czas – zaobserwowany i zainwestowany w podróż – choćby tylko mentalną, tuż za róg ulicy. A potem jeszcze w proces techniczny – tradycyjny od początku do końca. W tej fotografii jest zatem czas. Czas – najcenniejsze, co mamy...

Fotografie z cyklu Circus Europe (2006)

Poetyka sepii

Tylko wyjątkowo, w miejsce surowej i pozornie neutralnej czerni i bieli pojawia się w tych odbitkach sepia – artystyczne signum nostalgii. Akcentuje ona element liryczny i niemal dosłownie – na prawach synestezji – przywodzi na myśl słońce Południa. Jest tak jedynie w migawkach z Indii Północnych (2009) i w pełnych mgły i nostalgii ujęciach z Wietnamu (2008). Te pierwsze „doświetlają” kicz naddartych reklam – echa pop-artu kontrastujące z nędzą. Wychudzone ciała dzieci, zmarszczki sprzedawców, raz po raz turban, wielkie czarne oczy. I jeszcze cień biegnącego chłopca. Jak cień Zachodu w aurze Orientu – niepoetycki bynajmniej.
Uniwersalny jest zachwyt uśmiechem dziecka, oddech wstrzymany wobec zadumy staruszki z przedmieść, znanego z opowieści, lecz teraz przecież poznanego z autopsji prania w rzece. I cienie na ścianach, uliczne kramy, kurort, plastikowe krzesła trochę jak z Hoppera. Te ostatnie to ślady „innych” – intruzów, gapiów, dyspozytorów komercji i konsumentów turystycznych „hitów”.

W zdjęciach z Wietnamu – przeciwnie – uderza bliskość, ufność otwartych, zdziwionych spojrzeń w rozmytych kulisach postsocrealistycznych sklepików, willi czy rozległych polan, nad którymi unosi się mgła i cień melancholii. Wilgoć i ciężar powietrza są niemal dotykalne...
W tych dwóch wyjątkowych cyklach sepia to element naddany, ślad kreatywizmu, a więc i korekty rzeczywistości, strategii twórczej fotografa. On sam doda tylko: „Interesuje mnie obraz sam w sobie, tu zaś w pierwszej kolejności czynnik czasu w fotografii – przemijanie... Istotne są też wartości znaczeniowe, a przede wszystkim forma graficzna obrazu. Staram się uchwycić treści pozornie powierzchowne i łatwo ulegające destrukcji emocjonalnej. Przypadkowe, subiektywne spostrzeżenia są niekiedy momentem decydującym. Wplatam je w proces fotografowania na styku dokumentu i prostej typograficznej relacji“. Stąd też, mimo pozornej spontaniczności wizji, odbiorca tych zdjęć szybko rozpoznaje, że prezentują mu natura naturans, nie zaś natura naturata.













Detektywistyczny zmysł i pasja szperacza

Częściej niż fotografie poetycko odrealnione Marek Lalko tworzy cykle „krajoznawczo-rewelatorskie” i „szperacko-detektywistyczne”. Te ostatnie inspiruje banalność oswojonych, lecz na ogół wypieranych ze świadomosci miejsc. Typowe wśród nich to choćby 10 Floors i Still life. To wnętrza blokowisk – pseudoarchitektura i jej pseudoogrody – parodia awangardowej utopii równości – ziejące pustką korytarze, wszechobecna standaryzacja i anonimowość. Substytutem ludzkiej obecnosci w betonowym labiryncie jest dżungla: fikusy i filodendrony na plastikowych krzesłach, dostawkach i kwietnikach rodem z minionego stulecia. Ich filosynteza zdaje się warunkować istnienie jakiegokolwiek życia. Cień drapieżnie bluszczowatych pędów skrywa nijakość i prowizorium betonowych konstrukcji. Dusząca płodność natury wdziera się między nagie ciało „jej” śpiącej i „jego” odbicie w lustrze.
Szperacka pasja fotografa objawia się też w śledzeniu przewrotnej semiotyki piktogramów, choćby tych z serii Numbers. Identyfikatory ulic i domów, znaki drogowe czy rzeczne symbolizują tu nieoczywistość swojskiego wszak kodu. Inny cykl – Pinhole – to scenerie o rozmytym konturze, w nietypowych kadrach i kalejdoskopie świetlnych efektów, podczas gdy Panoramix raz po raz operuje grą słów i obrazów na szyldach czy banerach, kiedy indziej zaś kontrastem otwartych i zamkniętych perspektyw. Wszystko to ewokuje tyleż dekonstrukcję optycznych przyzwyczajeń, co trening zleniwionego spojrzenia.
Peryferia obszaru tej „detektywistycznej” fotografii, śledzącej niezwykłość codzienności, wyznaczają serie Portraits 1, Portraits 2 czy 10/12 Portraits. Bez upiększeń i aranżacji ukazują rodzinę, znajomych, artystów i studentów, może i przypadkowo zapoznanych przechodniów. Ich wizerunki skojarzone bez wspólnego mianownika są rodzajem życzliwego katalogu fizjonomii, póz i gestów. Pokrewne im prace z cyklu People jedynie geograficznie zataczają „szerszą” perspektywę. Ich socjologiczny profil jest bowiem podobny – w którymś z odległych, egzotycznych miast dzieci palą papierosy w budce telefonicznej: normalne, zwykłe, standard? Aussie people i Aussie places to menażeria ludzi w przedziwnych pozach i rekwizytornia gadżetów wyrwanych z właściwego kontekstu. Wśród nich symboliczny jest zwłaszcza stół w otwartej przestrzeni pustkowia, bez ludzi i bez ścian domu, zapraszający zmęczonych drogą – wspólny i niczyj zarazem. Work 2004 na podobnej zasadzie przybliża z kolei rozliczne miejsca i ceremonie, wśród nich Komunię św. i wiejskich ministrantów – strażników jej powagi. Te gabinety osobliwości są wizualną zagadką, wyzwaniem poznawczym, dokumentem chwili.
Serie Made in Poland i Zielona Góra to widoki sztucznych palm na plażach, porzuconych koni na biegunach i prowincjonalnego kiczu. Splątane linie elektryczne, okaleczone kamienice i opustoszałe ulice w bladym świetle poranka, tak jak kino o znamiennej nazwie „Bajka”, tworzą pomost między ruinami i przyszłością socrealistycznej prowizorki. W pokrewnym im, choć zrealizowanym w Rumunii cyklu Dacia story (2008), lejtmotywem są porzucone wraki aut wśród wołów ciągnących wozy po drogach z przydrożnymi krzyżami w sąsiedztwie śmietników. Na ścianach wokół jak porosty plewi się gąszcz satelitarnych anten. Fotograf spogląda na to raczej z życzliwością niż ironią, czasem z pobłażliwym uśmiechem.




















Z alegorii kontynentów

W samych cyklach „krajoznawczych” – ku zaskoczeniu wielu, którzy je widzą – na próżno by szukać turystycznych wspomnieniowych „fotek”, charakterystycznych miejsc z domyślnym podpisem „tu byłem”. Zamiast nich rolka z aparatu utrwala tęczowe parasole, kapelusze, ptaki w klatkach czy busz palm spowitych we mgle (Indonesia 2010), a kiedy indziej szałasy, drzewa i „smutek tropików” (Taman Negara 2008) czy też kalejdoskop perspektyw i panoram. Imponujące konstrukcje kontrastują z monumentalnością krajobrazu (Australia 2005). Poziomy pejzaż i architektoniczny luksus tworzą abstrakcyjny wzór rzeźbiony ostrym światłem, cieniem postaci i zarysem rozległych wzgórz. Wizjer nieodmiennie śledzi kontrast skali ludzkiej i skali natury (New Zealand). Symbolem destrukcji środowiska stają się betonowe plaże (Latitud 43).
Turystyczne regiony Marek Lalko przezentuje bez szyldów i etykietek. Resztki rzeźb i łatany płot nie kojarzą sią z lapidarium. Cegłówki podtrzymują chwiejny portal, ze ścian osypuje się tynk. We włoskim kurorcie poza sezonem wspomnieniem turystycznej aury są tylko okiennice oglądane z dołu i puste leżaki na plażach (Tuscany guide). Gdzie indziej to mansardowy dach, geometryczny „fryz” boskietów i secesyjne wejścia metra mgliście identyfikują widok znad Sekwany (Aroud the Saint Lazare). Kloszardzi na ławkach i staroświecki kelner są pars pro toto tej mekki artystów.
Charakterystykę utrwalanych miejsc Marek Lalko konstruuje zwykle z elementów nietypowych, ukazując paradoksy standardowych o nich wyobrażeń. Uliczne graffiti, złomowiska i niemal słyszalne klaksony dziwią, tak jak gejowska para czy islamska modlitwa w biurowcu z wielkich tafli szkła i panoramą miasta. Ciasne targowisko i uśmiech starej kobiety to resztki indywidualności tego hybrydycznego miasta. Jego wyjątkowy kontur zatarła globalizacja, niwelująca tożsamość Orientu (Istambul metropolitan) nawet na peryferiach cywilizacji. Wdziera się ona także tam, gdzie – po przeciwnej stronie kontynentu – spowolniony rytm życia podtrzymują fotografie poległych w wypadkach. Rozmyty zarys ich fizjonomii na banerach przy autostradzie ma działać jako przestroga dla rozpędzonych kierowców. Camping na fiordach, widoki portu i eleganckie jachty kontrastują z widokiem muzułmańskich dzielnic. To optymistyczne (?) oblicze skandynawskiej demokracji. Nord way – tytuł serii, w której tylko nieliczni rozpoznają Oslo – przekornie obnaża uniformizację i „nienordyckie” oblicze multikulturowej Północy. Sceptyczną refleksję nad kondycją nowoczesności wnosi także seria Salon recreativo.
W anonimowym kurorcie dla przybyszów z „lepszego” świata (Tunezja?, może Egipt?), szerokie plaże i hotelowe palmy graniczą z pseudosztuką na sprzedaż, obskurnym targowiskiem i nędzą kartonowych siedlisk.

Circus Europe
Circus Europe (2006) – dwadzieścia jeden fotografii – subtelne emocjonalne ujęcia sprzed kilku już lat. Stroje i „rekwizyty” zdradzają współczesność w niedookreślonej części kontynentu, zapewne tej środkowo-wschodniej. Pośród migawkowych zdjęć zdarzy się i wystudiowany czy wręcz klasyczny portret. Pojedyncze sylwetki, niekiedy dwuosobowe grupy ukazane są w ciasnym kadrze. Nieliczne rozświetlone uśmiechem twarze widziane są jak zza mgły. Piękna para za kulisami emanuje aurą fin de siècle’u.
Brak tu splendoru cyrku rodem z płócien pointylistów czy Toulouse-Lautreca. Marek Lalko odsłania ukryte przed wzrokiem żądnych atrakcji widzów tło spektakularnej ekwilibrystyki, tresury zwierząt czy tańca na linie. Wszystko to odbiega od zapamiętanego z dzieciństwa zachwytu, bajecznej aury cyrku utkanej z cekinów, barwnych piór i gęstniejącego wraz z emocjami rytmu werbli. Tancerka w gumowych laczkach porzuca baletki – sztywną formę sztuki, a clown w niekompletnym kostiumie bawi się na zewnatrz z dzieckiem. Mały asystent tresera zasiadł samotnie w zadumie. Jego liberia zdaje się matowa, epolety opadły z ramion. I tylko iluzjonista z przewrotnym uśmiechem pozuje frontalnie, z dumą.
Circus Europe to świat bez „ochronnych” barw i blasku galowego stroju, wyjęty z ram spektaklu spełniającego dziecięce sny. Przerysowany makijaż w dziennym świetle trąci kiczem, obnażajac i sztukę, i sztuczność. Bez śladu znikł glamour. W twarzach uderza zmęczenie, w pozach zagubienie, strach.
Choć autor twierdzi, iż nie jest to cykl wyjątkowy, że tylko podkreśla sens symbolicznej wędrówki po fotograficzne „trofea”, w tym wypadku „złowione” 5 km od domu, znawca jego dorobku ma prawo nie dowierzać. Poniekąd bowiem seria ta jest kwintesencją ujęć z wszystkich pozostałych. To, co gdzie indziej prezentował w skali makro, tu pokazuje jak pod lupą, w laboratoryjnej próbce, jak drugie dno. Ogladany z Rodczenkowskiej perspektywy wielbłąd tuż obok zdezelowanego roweru i „Wohnmobile”, jak cygańskie wozy czy arabskie karawany, zdają się być metaforą „płynnej” nowoczesności. Nieodparcie przywołują na myśl nomadyczną naturę Europy bez granic, bez cech szczególnych i bez domów na zawsze.

Imago mundi i eskapizm
„Fotografuję od z górą dwudziestu lat” – twierdzi Marek Lalko. „Była to kręta i wyboista droga. Bardziej świadome widzenie przyszło kilka lat później. Cały czas jest to proces w toku...” Kulisy rejestrowanych przez niego scen – rejestrowanych bardziej niż kreowanych, gdyż kadr niemal zawsze wydaje się tu spontaniczny – są zwykle egzotyczne. Można wręcz odnieść wrażenie, że tworzy rodzaj imago mundi – wizualnej kroniki świata, lub że jak barokowi malarze plafonów tworzy wizję uniwersum, odtwarzając misternie alegorie kontynentów. Bruno Schulz taki zbiór „widoczków” zewsząd określał mianem „Księgi”, choć w niej substytutem fotografii były pocztowe znaczki, pozwalające na wirtualną podróż w odległe krainy. Budząc nie tylko zachwyt proroka ery reprodukcji – Waltera Benjamina, lecz i – później – rzesz kolekcjonerów zza „żelaznej kurtyny”, stawały się formą ucieczki poza ciasnotę, zniewolenie i świat paszportów dla wybranych. W epoce easy jet i cyfrowych aparatów egzotyka jest już egalitarna, inaczej niż w czasach artystowskiej grand tour. Namnażanie obrazów w seriach i w pamięci przypomina palimpsest. Wielowarstwowo ponaklejane, na wpoły zdarte reklamy z różnych zakątków świata, pozwalają odczytać zaledwie fragmenty intencjonalnego komunikatu, stając się parodią komercyjnych haseł i politycznych kampanii (Billboard).
Czerń i biel, a efemerycznie także sepia, ukazują ruch – murale i twarze. Ciasny kadr – mozaika cieni i odbić – to kulisy codzienności i kolaż perspektyw. Miękkie światło Południa i ostry kontur Północy dekonstruują posthistoryczny turyzm, ancienne regime i nadzieję mimo wszystko... Nomadyczna zaduma i spojrzenie z dystansu są tu autentyczne. Egzotyka to bodaj tylko filtr – próba wrażliwości i ostrości widzenia. Z tych przypadkowych pozornie ujęć wyłania się pragnienie syntezy. Eskapistyczny zachwyt Marka Lalki ma siłę. Uwodzi. Może być zaraźliwy.

Lidia Głuchowska
 
Więcej artykułów…