Start Prezentacje W poszukiwaniu tożsamości

W poszukiwaniu tożsamości

Twórczość Małgorzaty Gołębiewicz można umiejscowić na granicy dwóch rzeczywistości: pierwszej inspirowanej obserwacją świata i ludzi oraz drugiej – duchowej, intuicyjnej opierającej się na odczuciu.

Artystka łączy ze sobą różne formy wypowiedzi artystycznej w jedną całość. Bardzo żywe zdają się być odniesienia do innych dziedzin sztuki: rysunku, malarstwa, działań z pogranicza teatru, performance, instalacji i poezji. Zatarciu ulegają granice pomiędzy poszczególnymi dziedzinami twórczości, w jakich działa. Jej prace, szczególnie najnowsze, mają charakter interdyscyplinarny, a słowo, tekst funkcjonują jako dopełnienienie, ale i odrębna wartość.
Gołębiewicz od lat konsekwentnie poszukuje nowych tematów i sposobów przedstawiania podejmowanej problematyki. Inspiracją do powstania prac jest raczej refleksja na temat tego, co w danym miejscu i czasie doświadczyła i przeżyła. Z jednej strony osobisty wymiar prac, ugruntowany poprzez konkretne doświadczenia sprawia, że stają się one bardzo wyraźne emocjonalnie. A z drugiej strony poprzez taki a nie inny dobór elementów, tak a nie inaczej zestwionych ze sobą, artystka sprawia, że nabierają uniwersalnego i zarazem autonomicznego wymiaru. Konstruuje zarówno w przestrzeni otwartej, jak i zamkniętej. Przyglądając się jej poszukiwaniom, mam poczucie, że jej realizacje mają symboliczny wymiar, a zastosowane motywy są traktowane jako urzeczywistnienie konkretnej myśli. Tworząc, przekazuje istotne wartości, nie tylko czysto formalne, ale przede wszystkim będące zapisem zmieniającego się świata, relacji międzyludzkich, kondycji człowieka i jego postawy wobec spraw ostatecznych.
Małgorzata Gołębiewicz poprzez swoje realizacje przywołuje gestem, śladem OBECNOŚĆ. Mówi o rzeczach Nieuniknionych, Nieoczywistych, Niejednoznacznych, o tym, co POMIĘDZY. Już w momencie wyboru tematu zaczyna się inspirująca i angażująca wędrówka poprzez znaki, ekwiwalenty, adekwatne do tematu – wizualizacje myśli.
Oglądamy zatem, a może kontemplujemy wykadrowany odcinek rzeczywistości, który ukazuje w taki sposób, by był pretekstem do refleksji. I choć zdawałoby się, że poruszamy się z pozoru w bezsłownym świecie przedmiotów, układów form, postaci, gestów, błękitów, czerwieni czy czerni i bieli, to możemy jednak posiłkować się słowem pisanym. I nie ma chyba takiej sytuacji, by którakolwiek z warstw przesłaniała inną, np. forma ważniejsza od treści czy kształt od koloru. Prace artystki to nie tylko zapis zmagań z materią rysunkową, malarską – są wnikliwą obserwacją, kontemplacją, w której przypadek, a może i mentalny eksperyment mają także swoje miejsce.
Oglądając jej prace, można odczuwać pewien rodzaj nostalgii i smutku. Ale mam nieodparte wrażenie, że chodzi tu o coś szczególnego – o przestrzeń, która kieruje naszą uwagę w stronę człowieka. Za kurtyną słowno-malarsko-przestrzennej gry kryje się tajemnica i pytanie o naszą tożsamość. Ta sztuka jest wejrzeniem ku wnętrzu i zawiera duży ładunek ekspresji, jest metaforą. Sięga do ukrytych znaczeń, nie pomijając napięć, nastrojów, i do najbardziej intymnej sfery, jaką są uczucia. Artystka świadomie przekazuje to, co ulotne i nieuchwytne. Intuicyjnie wyczuwa najdelikatniejsze stany duszy, nadając im wizualną formę. Z jednej strony efemeryczne, z drugiej – dramatyczne układy, elementy prac. Żyją własnym życiem zakomponowanym na płaszczyźnie i w wybranej przestrzeni miejsca.
Śledząc od kilkunastu lat twórczość Małgorzaty, wiem, że chodzi o poszukiwanie prawdy, o stan, w którym poczujemy, że potrafimy odnaleźć to, co jest dla nas ważne. Przeżywamy, a sensem staje się to, co niedopowiedziane, niedokończone; „brak” nie oznacza straty, ale kieruje naszą uwagę na istnienie czegoś, czego jeszcze nie znamy, a już odczuwamy...
Artystka porusza się w obszarze materii związanej z przestrzenią i przedmiotem. Myśli kolorem, który wybiera jako wiodący w kolejnych realizowanych cyklach: błękit, czerwień. Czerń i biel pojawiły się jako pierwsze: instalacje, zbudowane były z takich materiałów jak ziemia, mąka, popiół. Gołębiewicz konstruowała obiekty, które w symboliczny sposób dotykały problemu przemijania.
Zaanektowane przestrzenie wykorzystywała totalnie. Wmontowane białe drzwi, lekko uchylone, odsłaniały stojącą za nimi parę butów, tworząc tym samym granicę, symboliczne przejście, wszystko podkreślone subtelną grą światła. Kolejna praca – dwa białe drewniane krzesła ustawione w otwartej przestrzeni, jedno lekko pochylone nad drugim leżącym przed nim. To zaś zdemontowane i rozczłonkowane, zawinięte w kawałek przezroczystej folii „oddychało“ skroploną parą. Proces trwał nadal – nie był to już tylko statyczny obiekt. Nasuwał jednoznaczne skojarzenia z ikonograficznym motywem piety. Przejmujące działania na zaoranym polu, na pachnących grudach czarnej ziemi usypane z białej mąki posłania tworzyły niesamowitą geometryczną kompozycję. Ale nie tylko. Wreszcie nadszedł moment, kiedy sama niczym aktor stawała się integralną częścią tych działań – performance. A wszystko w poszukiwaniu universum, sacrum. Jej kolejne prace ewoluowały w stronę konstruowania wzajemnych relacji miedzy przedmiotami i ich semantyczną warstwą. Istotą jej twórczości pozostaje więc pamięć przedmiotu, pamięć miejsca i najważniejsza: pamięć OBECNOŚCI.

 

 

Sylwia Erbert-Hoja