Start Prezentacje Michała Hrisulidisa PRZYPISY DO CZŁOWIEKA

Michała Hrisulidisa PRZYPISY DO CZŁOWIEKA

Na temat twórczości Michała Hrisulidisa wypowiadałem się wcześniej parę razy. To twórczość wyraźna, charakterystyczna, oryginalna i rozpoznawalna. Nie sposób jej pomylić z inną i przypisać komuś innemu. To jej walor niezaprzeczalny i powód, dla którego warto się nad nią cały czas pochylać i szukać w niej tego, co dla niej typowe, powtarzalne, ale i wyjątkowe, i odróżniające.

Gdy parę dni temu zostałem poproszony o szkic na temat jego twórczości z okazji jej prezentacji na łamach Lubuskiego Pisma Literacko-Kulturalnego „Pro Libris”, poważnie się zastanawiałem, czy powinienem kolejny raz zabierać głos w tej sprawie, bo chyba powiedziałem już wszystko o jego sztuce, co miałem do powiedzenia. Ostatecznie jednak zdecydowałem się na udział w przedsięwzięciu, ale postanowiłem zmienić dykcję i charakter wypowiedzi. Postanowiłem nie pisać jako krytyk sztuki, bo w tej roli już się wypowiadałem i moje poglądy są znane, ale zaproponować w miejsce szkicu krytycznego o twórczości swój liryczny komentarz do wybranych rysunków i obrazów Michała Hrisulidisa. Odmianę tekstu wrażeniową, poetycką – stawiającą mnie w gronie tych, którzy chłoną obraz intuicyjnie i zmysłowo, poza wszelką typologią i badawczym uogólnieniem. Chwytają niepowtarzalny urok i sens jednorazowej ekspresji. To tylko indywidualny głos w dyskusji o tym, co w „Pro Libris” zostało pokazane. Liryczny głos widza, opisującego osobiste przeżycia, nie aspirujący już, jak wcześniej bywało, do syntetycznego objęcia całości zjawiska.
Zasadniczy fragment swojej wypowiedzi podzieliłem na części, których tytuły zostały zaczerpnięte od tytułów prac autora.

WPROWADZENIE

Zanim jednak przejdę do części zasadniczej swojej wypowiedzi, chciałbym zwrócić uwagę na zewnętrzne cechy człowieka, który pojawia się na obrazach i rysunkach Michała Hrisulidisa. Jego specyficzny wygląd, pozy i gesty, zatrzymane najczęściej w bardzo dynamicznym ruchu – podkreślają jego aktywność, choć często są skontrastowane, na sąsiednim obrazie, całkowitym bezruchem. Warto to zauważyć i wysnuć następujący wniosek – pospolitość i trywialność jest ruchoma, ale i ślepa. Świętość natomiast jest statyczna, zastygła i dumna.
Tak wyrażona dwoistość natury człowieka i jego zachowań charakteryzuje wszystkich przedstawicieli rodzaju ludzkiego, mieszkających w twórczości Hrisulidisa. Człowiek jako taki znajduje się zawsze w centrum obrazu. To on jest poddawany swoistej wiwisekcji, pod piórkiem i pędzlem artysty. Nigdy nie znika ze sceny, bo jest bezpośrednim wyrazicielem idei autora. To poprzez swoich bohaterów kreśli Hrisulidis swój odbiór świata, oddając im głos w poszczególnych sytuacjach egzystencjalnych. Nie utożsamia się z nimi, jedynie przedstawia ich i daje nam pod rozwagę. Od nas domaga się i oczekuje oceny. Można się zastanawiać, czy autor jest dumny z tego, co wokół siebie ogląda, czy towarzyszy mu raczej poczucie niedosytu z tego, co w świecie ludzkim doznał, a może wreszcie kwestionuje jego przejawy i lęka się zła, jakie ze sobą przynosi.
Wszystkie te pytania można postawić, gdy zamierza się rozwikłać zagadkę pojawiającej się w tej twórczości osoby. Artystę interesuje bowiem najbardziej człowiek w zróżnicowanych postawach, w nieustających relacjach z otaczającym go światem. Pojedynczy los bohatera obrazu został tu utożsamiony z losem całej ludzkiej populacji i symbolizuje go. Człowiek wrzucony w świat, bezbronny rozbitek. Kruchy, ale opancerzony. Przeniknięty dobrem i złem. W nim i na nim skupia się wszystko, co charakterystyczne dla mocującego się ze światem człowieka, dla jego egzystencjalnego kłopotu.
Tytułowe przypisy do człowieka, tak jak teatralne didaskalia szkicują i opisują zauważone, niezbędne, ale i niepożądane przymioty i zachowania w trakcie odgrywania swej roli w teatrze życia. „Życie to nie teatr”, śpiewał Edward Stachura, ale wielu z nas tak je traktuje. Człowiek Hrisulidisa w każdej przywoływanej przez niego sytuacji poddawany jest swoistej próbie człowieczeństwa. Wynik tej próby znajduje natychmiast swój plastyczny wyraz, na podstawie którego nie można się jednak zorientować, po której stronie artysta się opowiada. Artysta nie jest bowiem sędzią. Jest jedynie demiurgiem, który buduje i pokazuje nam coś, co go zaniepokoiło lub coś, co go urzekło. Wyrok pozostaje w naszych rękach i to my musimy zdecydować komu dać GÓW......NO, a kto ma otrzymać RÓŻĘ, jak pisał Guillaume Apollinaire w jednym ze swoich manifestów, w Manifeście – Syntezie w 1913 roku, gdy powoli rodził się dadaizm. Hrisulidis niczego nie podpowiada, ale liczy, że trafnie dokonamy tego wyboru sami.
Teatralność wypowiedzi tego artysty jest widoczna jeszcze w innym planie. To kostium czy strój pokazywanego człowieka, które na wzór teatralny są utkane z różnych materii i materiałów, okrywających całe ciało. Widoczne zostają jedynie oblicza portretowanych, czyli twarze o charakterystycznym wyrazie. Ból, smutek, zamyślenie. Rzadziej radość i rozkosz. Czasem zadziwienie lub obojętność. Widoczną często nietrwałość ludzkiej kondycji podkreślają opatrunkowe bandaże, opasujące całe ciało, jakby podtrzymujące jego wewnętrzną spójność i akcentujące nieuchronną możliwość totalnego rozpadu i destrukcji.
Wszystko zostało pokruszone, nawet substancja naszego ciała. Ale jej potencjalny rozpad może symbolizować też rozpad i utratę moralnych wartości, które gwarantowały w przeszłości elementarny ład i porządek etyczny. Człowiek obandażowany to także człowiek chory, poraniony i z bliznami. A poraniony rozbitek to osobnik, który stracił swą witalną siłę i wytrącono mu kompas z ręki, który wskazywał właściwy kierunek.
Malarstwo Hrisulidisa, jak rzadko które, jest gęste w swej treści i materii, każdy jego element wnosi coś istotnego do ostatecznej wymowy całości, a jednocześnie pomiędzy poszczególnymi obrazami rodzi się nawiązywanie (w grupach i cyklach) rozmowy, która, w ten sposób spotęgowana, jest dużo bardziej nośna. Rysunek jest bardziej krystaliczny, czysty i wyrafinowany, by nie powiedzieć finezyjny i subtelny. Malarstwo natomiast jest bardziej utkane materią i nasycone kolorem, i całą swą aranżację odsyła do teatru, do sceny. Jedna z najbardziej znanych wystaw Michała Hrisulidisa nosiła tytuł Scena obrazowa. Wymienione okoliczności wyjątkowo podkreślają przestrzenność jego malarstwa. To jego cecha widoczna i wszechobecna. Powoduje ona, że oglądający może mieć pełne poczucie uczestnictwa. Może stać się elementem zamierzonej przez autora scenografii, jej istotną odczuwającą częścią. Z tej właśnie perspektywy patrzę dzisiaj na te obrazy.

EGZEKUCJA W SIEDMIU OBRAZACH

1. PO DRODZE

Domy do góry nogami
ludzie do góry nogami
i do góry rękoma
Dłonie i stopy na podłodze
Po drodze

Każdy po swojemu
zdąża ku niemu
Co ma najlepszego
chce mu dać

Taniec wiotki
ciało smukłe
oderwana stopa w takt
To niewiasta roztańczona
pokazuje wypukłości
swoich szat

Skrzypek mierzy
i zawodzi melodię serdeczną
Jedną stopę ma do przodu
a drugą poprzeczną

Zakręceni są ponadto
z krzyża zdjęty
i Arlekin
A swą gębę ma otwartą
człekożaba
Ma tej drogi do przebycia
jeszcze kawał

Każdy musi iść do przodu
do przebycia ma wycinek
Pan rozliczy za udany go odcinek
Żaby nikt już nie zaprosi
niezależnie co wygłosi

2. PRZEPŁYWANIE

Jutro zabiorę cię na drugi brzeg
jedno ramię oprzesz na piasku
drugie zanurzysz wśród języki traw
Nasz opuszczony ogród będzie wówczas zwiedzał
dzięcioł w czerwonej czapeczce
i kurtce z czarnego aksamitu

Trzeba go gorąco przywitać
utoczymy dla niego kieliszek lawendy
a nasz przyjaciel wąż
poczęstuje go mrówkami
Nigdy nie za wiele przysmaków
dla tak egzotycznych gości

Nasz ogród podejdzie do rzeki
a liście jego drzew zakryją twoją twarz
Będziesz wyglądała jak drzewo
wśród bukietu gałęzi

Gdy rzeką będzie przepływał rozbitek
rzucimy mu koło ratunkowe
Jeżeli nie cofnie ręki przed wężem
będzie mógł się również z nami przywitać
i usiądzie do naszego posiłku

Potem podzielimy ogród i rzekę na pół
będzie nam wtedy łatwiej
zadbać o jeszcze lepsze plony
I co nie jest bez znaczenia
będziemy odtąd mniej samotni

3. ZAUROCZENIE

Odkąd zadzierasz głowę
i patrzysz tak wysoko
czuję się bezpieczniejsza
To tak jakbyś chciał mnie osłonić
i przyjąć na siebie spadające z nieba
kaleczące anielskie pióra

Nigdy wcześniej nie spotkałam takiego rycerza
który by zamienił konia na kobietę
Ty wybrałeś mnie jak się wybiera
jabłka w sadzie
dotykając ich krągłość
i całując namiętnie ich rumiane usta

Teraz jesteśmy dużo wyżej od pozostałych
powyżej traw
powyżej kwiatów
i drzew
Unosimy się ponad lasem podwójnie

A w dole zostali
sami pojedynczy
choć ich ciała splecione w gromadzie
aż do niepoznaki
I dotykają nie wiedząc kogo
nieszczęśni

4. PRZESYPYWANIE

Dzielić się tym czego ma się
w nadmiarze
nie jest trudno i jest w zwyczaju
Zupełnie inaczej się dzieje
gdy brakuje do podziału
a chcących jest ponad miarę
A bywa i tak
żeby dać jednemu
innego trzeba pozbawić

Gdy głowę schowamy w koronie drzew
to najwcześniej jesień odkryje naszą twarz
przywróci jej zakryte oblicze
A my dopiero wtedy
ujrzymy prawdziwy obraz świata
Świat obrazu dokonuje często
jeszcze innych niespodzianek

Przesypywanie czegokolwiek
pozwala kształtować wzniesienia
i doliny
wąwozy i góry
Jest to jednak proces żmudny i czasochłonny
Dużo bardziej efektowne
jest pozostawienie krajobrazu
w rękach natury
Wtedy można być pewnym
że opadające liście
staną się nawozem dla wiosennych traw

5. ANIOŁ Z GÓRY

Tak zawsze wyobrażałem sobie anioła
choć rozumiem dlaczego kobiety
dają mu męską twarz

Ale powszechny dylemat związany z płcią anioła
proponuję oddalić i zostawić angelologom
a na swój użytek przyjąć jego płeć odmienną od własnej

Mój musi mieć dwie krągłe piersi
i kibić wciętą jak Marylin Monroe
być czuły jak licznik Geigera
i odważny jak rycerze św. Floriana
Mieć mądrość sowy
i oczy niebieskie jak ocean

Może spoglądać na mnie z góry
ale wzrokiem omijać pozostałych
Nitkę Ariadny jak lasso
przerzucić w dolinę
bym mógł się po niej wspiąć
gdy zapragnę do góry

I najlepiej gdyby nigdy nie tracił
mnie z oczu
i nie strącił jeszcze niżej
do piekła Dantego

Aniele Boży, stróżu mój
Ty zawsze przy mnie stój.
Rano, wieczór, we dnie, w nocy
Bądź mi zawsze ku pomocy.
Amen

6. NIESIENIE KRZYŻA II

Jest
dużo mniej dosłowne
zasłonięte wstążeczkami
i torsem rozpiętym na pasmanteryjnej scenografii

Mężczyzna wcale nie przypominający Chrystusa
napina się pod ciężarem
napierających płócien
wrzeciono losu wysyła impulsy odruchowo
ale właściwy adresat boi się podać rękę
bo krwawiące są
symbole liturgiczne

A ślady złożonej ofiary
przypominają o przeznaczeniu
Drewniany krucyfiks ginie przesłonięty
połamanym ciałem bohatera
Jego szczątkami opierającymi się ukrzyżowaniu

Brak lekkości widoczny powszechnie
budzi podejrzenie
Strzelistość i stos ofiarny
to właściwe skojarzenie

Symboliczność odsyła dosłowność
poza kadr filmowy
Ale cała semantyczna przestrzeń
krzyczy o bestialskim zabójstwie
Ciało znika
we wnętrzu tajemniczego narzędzia tortur

Sentencja wyroku
późniejsza od zdarzenia
mówi tylko o ustaniu akcji serca

7. AUTOPORTRET

Autoportret jako portret samego siebie
powinien być wierną kopią autora
To stwierdzenie jest jednak prawdziwe
jedynie w przypadku malarstwa realistycznego
gdzie tak, tak znaczy tak
a nie, nie znaczy nie
Wszystkie inne nurty artystyczne
mają swoją nierzadko daleko odbiegającą
od realizmu
gramatykę

Najczęściej wizerunek autora
przypomina bohaterów jego malarstwa
zawiera te same formalne zniekształcenia
wykorzystuje tę samą paletę barw
ma podobny charakterystyczny wyraz twarzy
i zastyga w tych samych ruchach i gestach

Zupełnie inaczej się dzieje
gdy autoportret zostaje ograniczony
do twarzy i fragmentu popiersia
Wówczas twarz zyskuje indywidualizację
i uwypukla rzeczywiste rysy autora
różne od postaci mieszkających w jego obrazach
bardziej wyraziste
Twarz staje się świadectwem przeżyć wewnętrznych
widać na niej ślady życiowych przejść
jak na dobrej kartografii

Odzienie torsu już tak bardzo się nie wyróżnia
autor ma takie szaty jak pozostali
zgrzebne i postrzępione
połączone powiewającymi wstążkami
Jakby chciał powiedzieć
jestem jednym z was

Droniki, październik 2018

Wojciech Śmigielski