Start Poezja Czesław Sobkowiak ***

***

Cicha nuta przyszła po śniegu
Na wrzask świata nikła tkliwość
Wieczność blasku jak jedna kruszyna
Zwykłość dnia którą nazywam niebo

A my przy stole z brudnymi twarzami
Szybko swoje chleby w nocy jemy
Ktoś nie zdążył w oczy prosto patrzeć
I nic z siebie drugiemu nie przełamał

Szopka a w niej dziecko zamarzłe
I nasza ojczyzna raz czułość raz wrogość
Rzeczy mówimy do płaczu do śpiewu
I jakie ma znaczenie to życie we śnie

Milczę żeby wiedzieć milczenia poezję
To pomaga po tysiącach słów i ułud
Rozjaśnia się za ciemnością i za zamętem
Że nie muszą być ważne te zdania

Jak to jest że czasem zjawia się gwiazda
Zgarnia się pozór gdy ona nad domem świeci
Nie tym co znikąd pisze nam adres
Adres gubiony bez pamięci w drobiazgach

Książkę położyłem na stole oraz notes
Wyszedłem po drewno więc napalę w piecu
Garnek kartofli postawię by ugotować
Taki idzie sen i coś innego się zjawia

Nie staram się zanadto o żaden szczegół
Lecz o nić pomiędzy różnymi rzeczami
Zmęczeniem ani ciężarem poezja nie jest
Ale bez utrudzenia też nie ma poezji

Czyli wielkość bez słowa i ponaglenia
Taka że wszystko jest światłem wydarzeniem
Kroplą mającą na własność moje spojrzenie
Jakbym nie oczami ale wnętrzem patrzył

Nad drzwiami świecą elektryczne lampki
Twarze ludzi przed telewizorami są już sine
W tej linijce zostawiam kilka liter
Kolędowych a na śniegu ślady ptaków

Czesław Sobkowiak