Start Poezja Elżbieta Mikoś Koncert

Koncert

W cieniu rozkwitłych bzów ptasi koncert
Popisy fioletów zmieszanych z zapachem
Amoniaku widać i słychać pustkę
Kubły opróżnione ze śmieci
Na bruku od rana dźwięczą
Czekają na nowe dostawy w torbach z folii
Ludzie postarają się
Przyniosą kartony gwiazd resztki chleba
Opróżnione butelki i łzy tu znajdą schronienie
W pobliżu ktoś szamocze się w niepewności
Patrzy w strachu na swoją najciemniejszą noc
Wychudłe cienie przemykają chyłkiem
Chrapliwe głosy grają niezły koncert
W zaułkach ginie wczorajsza świeżość
Poorana twarz ubrana w łachman
Gra o następny dzień zetlałej euforii
Tej samej śpiewki jak wczoraj
Aby tylko coś zasiliło konto lub dłoń
Monety dzwonią w odprowadzanych koszykach
Wtedy nachalnie przed marketem wyciąga ręce
Po okruch ludzkiej dobroci
Podnosi z zapałem po męsku
Niedopalony papieros rzucony w pośpiechu
Wtapia się w liście bzów w zaułku
Swoim ukłonem chce wygrać ludzką naiwność