Start Poezja Jacek Żeromski Garście szlachetnych kamyków zza okna

Garście szlachetnych kamyków zza okna

Spoglądam ponad białym, dużym okiem kobiety,
która stojąc pod moim oknem
twierdzi, że jest koniem
Dopiero wybiera się na łąkę, nad rzekę
po suchy badylek
Spoglądam więc zza głowy tej kobiety
i widzę wulkan
jak wyrzuca z siebie żwir smolisty
ogniste języki i ogniste wybuchy
Widzę jak wyrzuca z siebie
garście szlachetnych kamyków
szmaragdów i ametystów,
a także diamenty
Wulkan wyrzuca je poza cienką linię nieba,
gdzie jest tylko biel, którą Duch przenika
Kobieta spod mojego okna
umieściła liczne krzyże
na księżycu wielkości pomarańczy
On świeci na chodniku
To ona wprawiła to światło w ruch badylkiem
Światło, które wyrosło na kamieniu szlachetnym
i stało się jego okiem
Kobieta niczym ruchem końskich kopyt
rusza nogami w miejscu
i wypatruje w księżycu, w tym świetle
na chodniku
oznak i poruszeń życia
przychodzącego z Nieskończoności Tchnienia

(16 lutego 2013, Alio Die, Deconsecrated and Pure)

Jacek Żeromski