Start Poezja Kinga Mazur VI. Zaakceptowanie

VI. Zaakceptowanie

Nie dałeś mi wyboru. Miałam możliwość
zostać albo nie wyjeżdżać. Od tamtej pory
spoglądam z obawą w okna każdego pociągu
i mimo, że nie szukam cię już przez sen
latarnie ciągle nade mną gasną
(a myślałam, że już zdjąłeś tę klątwę).
Sklejam serce plastrem, choć tutaj potrzeba
raczej dobrego kardiochirurga. Pojawiam się
w oknie jak dzień, którego nie będzie. Pewnie
spytałbyś: „więc po co?”…
Ku przestrodze.