Start Poezja Karol Graczyk Zamarznięta ziemia

Zamarznięta ziemia

Lot trzmiela jest niepewny, jeśli tuż przed zimą
wypełznie z doniczki leżącej na szafie. Zwiastuje
nieszczęście. To pewne, jak śmierć dwudniowych
piskląt, dziobanych przez srokę, po ucieczce starych,
zwłaszcza gdy z litości wyrzucisz z piętra ich dygocące

ciała. Teraz idzie wiosna – najlepsza pora roku w mieście.
Nieopodal sypnęła się kolej, która poprowadzi nas
wszędzie, dokąd sama biegnie. Dzisiaj jeszcze nie wiem,
dokąd idę, jak trzmiel obudzony o złej porze roku,
ale już niedługo będę wiedział, gdzie jestem.

Tam spojrzę ci w oczy (oczy, których nie widzisz,
nie dostrzegą ciebie), lecz co się nie stało,
już się nie wydarzy. Raz się żyje, raz umiera,
sen jest międzyczasem. Ostatnia stacja to pokój
z widokiem na pogrzeb.