Start Poezja Beata Patrycja Klary exordium – wyjawienie przyczyny bólu

exordium – wyjawienie przyczyny bólu

I
Zaczyna się dzień, w którym coś powinno się stać. Barometr w górnych
rejestrach, a moje trzydzieści cztery jest inne niż twoje trzydzieści pięć,
choć lata są sercem każdego kadłuba. Nie żyje Czesław, nie żyje Zbychu,
Rysiek i nie żyje wielu, wielu innych. Szalonego Fredka nikt z nas dawno
nie widział. Pewnie nie żyje. Jesteśmy materią, dlatego lepiej jest malować
latem, gdy płaszczyzny są rozgrzane i farby też, a umierać zimą. Kto kocha
kobiety, Bóg jest w nim, więc na YouTube podglądam Bellucci. W moim
scenariuszu spaceruje zaróżowiona w promieniach niewidzialnego jeszcze
słońca. Pramatka i kochanka przyszłości. Nie wiem co ewentualnie wypada,
lub czego nie wypada pisać, ale im wolniej rozstawia nogi, tym szybciej
oddycham. Wysysam jej miękkość, jak pasożyt skorupę ślimaka. Kończy
się dzień, w którym coś powinno się stać. Dzwoni telefon: ojciec nie żyje.

II

Zegar spada ze ściany. Oby tylko nikt nie umarł – mówi najbliższa z rodziny
o dwudziestej pierwszej z minutami. Wszystko wraca na swoje miejsce,
tylko niepobita szybka zastanawia. Dzwonek w telefonie tym razem jest
niepokojący. Zaraz potem krzyk, pogotowie, taksówka. Przekładają ciebie
z linoleum na łóżko. Przykrywam kocem, choć mówią, że to bez sensu, ale
światła nie pozwalają zgasić. Później już zawsze będziesz leżał w ciemnym.
Nie mam siły na świecę, przecież jesteś w swoim ulubionym podkoszulku.
Najspokojniej z nas przyglądasz się zamieszaniu, a my nie wiemy dlaczego.
Zgaszony telewizor, odłożone okulary i ślady walki z samym sobą. Zdaniem
doktora przybliżony czas zgonu dwudziesta pierwsza z minutami.
Czterysta kilometrów dalej niepobita szybka zastanawia. Nic jeszcze o tobie nie wiedzą.
Zadzwonię rano. Niech śpią. I ja przecież jeszcze nie wiem o pożegnaniu.

III

Gdyby chociaż jakaś szpitalna epikryza. Carcinoma solidum zatwierdza
pewien wyrok i można się wtedy przygotować, choć i tak wiadomo, że
przygotować się nie da. Dobry obiad, jeszcze lepsza kawa i: Przypomnij
mi, żebym jutro zadzwonił do Zosi. Przecież to zimna zośka, a potem
będzie już ciepło. Kraciasty koc – uparcie do tego wracam – przytula. Ja
nie mam śmiałości. Przeczesuję jedynie włosy, jakbym już była pewna,
że to i tak nie ma znaczenia. Nic innego nie mogę zrobić. Rano zanoszę
wyprasowany garnitur, buty i różaniec, żebyś miał coś tylko ode mnie.
Beata Patrycja Klary