Start Poezja Beata Patrycja Klary comploratio – opłakiwanie

comploratio – opłakiwanie

I
Dzwoni telefon: ojciec nie żyje. Pilno mu było usłyszeć historię Szangri-La.
Miasta pająków zatrzymujących czas na swoich delikatnych kroczach. Tak
bladych jak jego gołe stopy, na których wybrał się w drogę. Wszystko tam
jest zamknięte: zewsząd góry, głazy, z nisko na nich wiszącym niebem. Dużo
wolnego czasu. Wolność wolno płynąca jak proces wietrzenia skał, a może
raczej gliny, bo teren pod miastem nieurodzajny. Jest nisko na dwa i pół
metra. Bez codziennej gazety, choć na upartego można przynosić świeże
wieści. Ktoś przecież postawił pozytywkę. W końcu bateria się wyczerpie
i będzie spokój, a z nim niechętne starzenie, może nawet odpoczynek.
Muszę tylko pamiętać: nie wolno wyrywać chwastów. To idzie z korzeniami.

II
Przyjęło się, że worek jest czarny, a tobie wybrali jasny w odcieniu mleka
z miodem. Właśnie takie lubiłeś koszule, jak ta na zdjęciu w dowodzie.
Wolno mi go zatrzymać, bo górny prawy brzeg nacięty. Formalności bolą,
ale w końcu są trąbki i organista. Wyjątkowo ładnie. Zupełnie nie tak jak
w innych polskich miastach. Piętnaście minut i po sprawie. Zupełnie nie
tak jak w innych zagranicznych miastach, choćby w Eden Memorial Park
w Los Angeles, gdzie nieboszczykom przeszkadzają kosiarki. Normalnie.
Zimno jest czasem tak mocne, że nie sposób go opisać. Welinowy puder
ma zakryć zmianę koloru, ale paznokcie zdradzają wszystko. Umarłeś.
Beata Patrycja Klary