Start Poezja Marek Grewling Ahaswerus

Ahaswerus

Dzisiaj nie pamięta czy była noc czy ranek
niewykluczone środek dnia

zresztą teraz to nie ma znaczenia po prostu
bardzo chciał uciec najdalej przekroczyć limes
Styks nie wchodził w grę – nie wierzył bowiem
że taka rzeka istnieje już przestał wierzyć w mity
więc szukał szarości przełamanej ciszą ukojenia

a wszystko po tym co zobaczył i po tym co zrobił
błąkał się więc ulicami miasta błagając przechodniów
„zabijcie mnie” odpowiadał mu tylko ich śmiech

nie potrafił wyraźnie powiedzieć swojego nazwiska
może był Wolframem von Richthofenem Arthurem Harrisem
lub też Curtisem Le May w tandemie z Paulem Tibbets’em
nie widział ognia nie słyszał głosów dym spowił jego mózg

zmożony grzechem padł na trotuar powtarzając błaganie
pewnie dlatego ktoś go okradł i z litości wezwał pogotowie
gest ekspiacji
niezbadane są wymiary humanizmu – on to dobrze wiedział

a ona z pretensją domaga się podziwu dla nowej sukienki
a ona stawia pytania o kolor paznokci i słuszność decyzji
od których nie zależy los Guernica y Luno w Baskonii
ani tym bardziej Drezna czy Hiroszimy
zdziwiona zdawkową odpowiedzią rozzłoszczona rzuca słuchawką

jego oczy szukają limes Styks nie wchodzi w grę
nie wierzy że taka rzeka istnieje – przestał wierzyć w mity

nie potrafi nawet wypowiedzieć swojego nazwiska on
może von Richthofen może Harris albo Le May z Tibbets’em