Start Poezja Marek Grewling Diariusz anachorety

Diariusz anachorety

Anachoreta został skazany
– paradoksalnie za karę
musiał opuścić swój klasztor mizantropii

mnisi okazali mu pogardę
i odrobinę miłosierdzia na deser
to pewnie jakieś nieumiarkowanie
ale w tym wypadku nie ma grzechu
tak godzi się mnichom

zapiski które poczynił anachoreta
opatrzyli recenzją śmiechu
nawet chcieli je spalić
na szczęście zabrakło ognia
szczęśliwie się złożyło że ostatnio
palenie dzieł oraz ludzi wyszło z mody

czcigodny opat ze szkarłatnym pierścieniem
zabronił świecić po nocach
za dnia polecił spożywać postne obiady
przy wielkim stole
anachoreta siada przy stole pokutników
którzy cieszą się łaską przyzwolenia na życie
i na milczenie

codziennym przedświtem
szedł w ciżbie potępionych
przez stary cysterski kościół

demiurg mnichów udawał
że nie dostrzega potępionego
i tradycyjnie nie podał mu ręki
demiurg w purpurze namiestników

anachoreta nie przejął się tym kolorem
brzydził go już cuchnący oddech tyrana

demiurg wiedział o tym
i bał się sądu – sądu anachorety
dlatego nigdy nie przeczyta pergaminu
pokrytego łzami bo demiurg gardzi łzami

sługa trzech przemian który przekroczył granice
zrównał się z bogami jest Zeusem Mitrą i Ozyrysem
najmniej wspólnego ma z Atonem

demiurg jest Bogiem tego świata
i wszystkich pozostałych – o ile takie istnieją
niewielu pojmuje jego tajemnicę
demiurg nie ma zamiaru rozmawiać z anachoretą
bo o czym rozmawiać z kimś
kto nie należy do żadnego z anielskich chórów
ani do wysokiego ani do niskiego

anachorecie jest to obojętne
dzisiaj już obojętne

zatem – wygnano anachoretę
wygnano go na śmierć
tak chciały cieniste myśli tyrana

przyznano mu pokój na poddaszu
(to akurat ucieszyło anachoretę)
skazany na samotność poprawiał zapiski
przechadza się między betonowymi kolumnadami
trzymając w dłoni klasykę literatury
klasykę własnego losu
szuka dla siebie miejsca
w międzyczasie płacze
arkady kuszą przestrzenią
niemalowanej szarości
surowa brzydota w sam raz dla anachorety

następnie wraca do swojej samotni
tam nocami przygląda się cieniom sznurów
które chybocząc się wahadłem minionego czasu
wabiły – anachoreto pójdź do nas
wielu już poszło i doznali ukojenia
pójdź anachoreto znajdziesz upragniony spokój
demiurg pobłogosławi twoją słabość
a umysł odpocznie w raju

ktoś woła anachoretę
banalny budzik jak stwórca powołuje
kolejny dzień

zmierzy więc poziom cukru
założy puklerz nieczułości
połknie tabletkę ciepłej tonacji głosu
dokładnie się ogoli
anachoreta jest przecież czysty

w końcu stanie przed obliczem tłumu
tłum nie ma twarzy – tłum ma żylaste pięści

anachoreta nie stawia już pytań
poznał cenę ocalenia
on – anachoreta – syn wolności


Marek Grewling