Start Poezja Mieczysław Jan Warszawski Elegia na odejście, sierpniowa

Elegia na odejście, sierpniowa

pamięci Matki

I. 9 SIERPNIA 2011
9 sierpnia 2011 wtorek
Siedemnasta pięćdziesiąt
Uwolniłaś duszę od swego ciała

Pięć godzin wcześniej
Na twoim czole złożyłem
Pocałunek jak nigdy dotąd pełen
Metafizyki

Twój wnuk był mi świadkiem

I chociaż nikt
Nie zna dnia ni godziny
Jednak ta godzina i
Ten dzień nigdy
Już się nie
Odstanie

II. JAK NIGDY DOTĄD
Jak nigdy dotąd też
Miało się pod wieczór
Kiedy mama umarła należy więc przeżyć
I taki dzień wszystko bowiem
Wokół jeszcze sierpnieje

III. MIŁOSIERDZIE
Sierpień i jego przeistoczenia:
Wykłoszony już doszczętnie snop żywota
Sposobi się pod zbożne wieko
Nieboskłonu. Bogu dzięki,
Że rozpogodzone mimo
Rodzimych burz

IV. BOSKI DOBROBYT
Jest nam ubogo podczas tych żniw
Mimo że rok ów nie obiecywał nic ponad
Jedynie jakieś wiązania końca z końcem
Czyli to co przyziemne (na przykład ciągła mordęga? udręka? bryndza?)
A także plagę mszyc i komarów i byłoby tak
Jak rokrocznie gdyby nie twoja śmierć
I gdzieś tam boski
Dobrobyt

V. TRZEBA
Trzeba jednak żyć ale
Trzeba też umierać tak samo jak
Trzeba pójść do ubikacji albo jak
Trzeba coś zjeść aby móc
Żyć

VI. NAWIAS (26.12.1926-9.08.2011)
Składam kilka cyfr na krzyż,
Datę narodzin sprzymierzoną z śmierci bezduchem.

W taki oto nawias
Któregoś dnia niebyt
Weźmie każdego z nas pod ramię

VII. WYBACZ
Wybacz, mamo, moje
Znietrzeźwienia. Wybacz
Moje ślepe? Głuche? Nieme
Zwyrodnienia. Ty przecież
Nie przestałaś żyć. Przynajmniej
Dla mnie. Zdążę więc jeszcze się
Poukładać, jeśli nie
Pokalać

VIII. DWUGŁOS
– Co teraz porabiasz,
Synu?

– Snopowiążę ślady i wspomnienia po tobie,
Mamo

Mieczysław J. Warszawski

sierpień 2011