Start Poezja Justyna Koronkiewicz Cykle

Cykle

Nabieram powietrza. Zanurzam ciało w rzece. Woda zmywa ze mnie sól,
krew miesięczną. Wypłukuje pestki. Puste oddaję ziemi. Wpadają w szczeliny,
przechodzą w inny wymiar. Ze wszystkich nasion tylko dwa puściły pędy.
Rozrosły się we mnie. Nocami drżę na myśl o ich odważnych
wędrówkach ku słońcu.

Z przeszłości pamiętam tylko to, co dotknęło. Zielony kamień na brzuchu.
Ocean. Ostatnie spojrzenie mamy. Najmocniej odczuwam tu i teraz.
Zapach truskawek, kolor lipowego miodu. Drażliwość podbrzusza i piersi.

Nie zastanawiam się, ile razy wzeszło dla mnie słońce,
czy doczekam kolejnej pełni. Jest lipiec, kwitną malwy i lawenda.
Gniazda roją się od piskląt. Rzeczy wielkie dzieją się tuż obok.
We mnie i poza mną. Wczoraj oźrebiła się klacz u sąsiadów.
Za miesiąc wychodzę za mąż. Zaraz potem jesień. Nowy rok.
Powtarzający się krąg czasu.