Start Poezja Justyna Koronkiewicz Proste drogi

Proste drogi

Zaczynam dzień od chleba, powszednich modlitw do drzew.
Zasłuchana w szmer wody daję się głaskać zimnym falom.
Chłód wchodzi w żyły. Zostawia ślady na skórze.
Między tyczkami tataraku niebieska ważka. Przecina skrzydłami ciszę.

Ze szczelin w ziemi wypełzają zaskrońce.
Szukają kamieni, ciepłych miejsc. Zwijają ciała w srebrne zygzaki.
Obserwuję ich podróż przez trawy. Bezszelestne wychodzenie z cienia.
Płynę razem z nimi w stronę łąki. W odurzające zapachy. Zioła, kwiaty,
słoneczne plamy, barwiące skórę pyłki.

Tak chcę się zestarzeć. Pośród mchów i liści. Z sercem otwartym dla ptaków,
z dziecięcym zachwytem w oczach i przekonaniem,
że do szczęścia wystarczy trochę szeptów i zaklęć. Zielony kamyk w ręce
i ścieżka przez las.