Start Poezja Bogdan Nowicki Makabreska

Makabreska

Mistrz kolarstwa szosowego Honza Dniczek
Co rano szusuje przez moją sypialnię skąpaną
W słońcu. Na ostatnim etapie pomylił trasy,
Więc teraz daremnie próbuje dogonić cienie
Szprych na ścianie.

Pod umywalką znajduje grupę chasydów
Wielkości orzecha włoskiego, przycinających
Sobie wzajemnie brody – żadnym sposobem
Nie umie im wytłumaczyć, że wojna
Dawno skończona.

W kuchni grupa taterników pod wodzą
Jerzego Kukuczki wdrapuje się na kredens:
Są tak pomysłowi, że brak szczytu doklejają
Taśmą pod sufitem, aby wreszcie zniknąć
Gdzieś w zaprawie gipsowej
Zaświata.

Za szafą słyszy wysiedleńców mandżurskich
Chrupiących rzodkiewki. Nie, z nimi to nawet
Nie próbuje się dogadać.

Jego ostatnia kobieta –
Zabarykadowali się w niej tureccy imigranci –
Machnęła ręką z rezygnacją: Nici z tego, szajbusku,
Mam tyle własny bachorów na głowie, po co mi jeszcze
Ta banda?


Postanowił wytępić natarczywą konkurencję,
Więc udał się do sklepu z szyldem „Niszcz szkodnika”,
Lecz sprzedawca postukał tylko
Paluchem o ladę, oznajmiając,
Że nie ma żadnych zabójczych środków na to, czego
Nie widać.

Sąsiadka, której zwierzył się ze swoich kłopotów,
Pokręciła głową: Po co
Się przejmować takim draństwem, lepsze to niż
Karaluchy czy pająki krzyżaki.
Zanim udusił
Staruchę na klatce schodowej, w duszy

Przyznał jej rację.