Start Poezja Bogdan Nowicki Blatny

Blatny

Beznadziejna brytyjska nuda, gęściejsza i smrodliwsza
Niż żabie flaki rozsiekane kosą na svratskich moczarach.
Wreszcie spakował się w kolejny wykręt, upchał piżamę,
Sweter w kratę i skórzane kapcie w warczącą walizkę.

Siedzi na metalowym taborecie, bezsilny i wyczerpany,
Wokół szpargały, szpargały, stosy szpargałów. Jak sobie
Z nimi ma poradzić ta siwa kreseczka, międlący kulkę
Powietrza gryzipiórek? Na papierowym oknie schną
Beczułki piwa, mazane tuszem.

Musi czekać na pojawiających się regularnie murzynów
W białych kitlach. Karmią go pastylkami, jak on niegdyś
Konia kostkami cukru. Na świeżo ściętych podprażańskich
Łąkach wciąż bzyczy błonoskrzydłe niebo.

Jest frymuśny i obcy, pozbawiony emocji, znieczulony,
Można by pomyśleć typ quasi-psychotyczny. Czy czuje
Cokolwiek? Jakież doświadczenie ścisnęło krtań starczego gardła,
Że łyżką wydłubuje z ust kawałek szmaty, knebel?