Start Poezja Michał Banaszak Wyjście z cmentarza

Wyjście z cmentarza

Agacie Maik


Jedyne, co z poprzednich świąt dobrze pamiętam,
to jak kucałem przy grobie, by podpalać liście
chwiejnym od wiatru ogniem znicza. Dziś cmentarz

przypomina te, na które mnie brano w dzieciństwie.
Idąc, puszczamy swoje dłonie. W pewnych miejscach
kopane przez nas listowie drży nad chodnikiem

pomiędzy grobami. Błyszczą w półmroku modele
zniczy na baterie lub szczegóły ubioru,
podobierane dziś przez ludzi naprawdę odświętnie

i elegancko, i nienaganny wystrój nagrobków,
sprzątanych raz na rok, oparty o symetrię
zniczy, kwiatów i stroików. Czekamy na powrót

do domu, wejście do ogrzanego mieszkania,
rytuały innego rodzaju, czynności
codzienne, jak mycie rąk, ubiór na jutro, kolacja,

zmywanie naczyń; a najpierw, podczas drogi,
pełen różnobarwnych zniczy cmentarz zza okna auta
będzie wyglądał jak dalekie miasto. Groby

trwają w łunach, czerwonych, nienaturalnie cichych,
i pierwsza myśl, gdy powoli robi się ciemno,
to że przydałby się aparat fotograficzny

o zwiększonej czułości. Dopiero miękkość
i gładkość faktury skórzanej rękawiczki,
którą znów mam w dłoni, wzmaga mój strach przed śmiercią.