Start Poezja Michał Banaszak Plac Słowiański

Plac Słowiański

Liście opadły na chodniki i trawę,
drzewa bez liści pozostały całkiem nagie;

płowe, pomarszczone i też nagie liście
nie czerpią już soków, latem dających im życie;

żyją krótko, jak ktoś, kto nie może znieść tego,
że nie będzie tu ani jasno, ani też ciepło;

gnicie i przemiał pod kołami odśnieżacza:
czy taki los jest lepszy niż bierna obserwacja;

wzbicie przez wiatr czy opadnięcie ku ziemi
– ten drugi kierunek jest kierunkiem ich egzystencji;

pierwszy i ostatni lot w dół przynosi
spiralny dreszcz jak dreszcz przyjemności:

gdzieś tam, na końcu opadania – choć nie od razu –
ziemia będzie miejscem ich nieuchronnego rozkładu.

Nas nic nie usprawiedliwia, by tu nie zostać:
my wiemy, że znów zjawi się słońce i wiosna;

liście już będą miały za sobą to, że znikną:
tego akurat zazdrościć należy liściom.