Start Poezja Rene Hooyberghs Placyk

Placyk

Najpierw myślę: Serge Gainsbourg
powrócił, papieros, wodnobiałe
łydki, sandały, ciemnożółty
nieprzemakalny płaszcz.

Jest piąta rano, kiedy patrzę
nagi z okna. To budzi się mój placyk
nie Paryż.

Pierwsze ciepło – wrzesień
– kobieta pcha wózek dziecięcy
jak jakiś chodzik na kółkach.

Pomrukuje swoim szamańskim
niedosłyszane slogany nieszczęść:
je vais, je vais et je viens.

Trzech pasażerów, mlecznobiałe pieski
z jednego miotu patrzą na mnie
zdziwione.