Start Poezja Ferdynand Głodzik Uczta

Uczta

Gdym przed letnim słońcem uciekł do zadaszeń,
na mój stolik sfrunął drobny szary ptaszek.
Rozwija skrzydełka, a potem je składa,
i otwiera dziobek, jakby chciał pogadać.

Skoro razem ze mną schronił się do cienia,
trzeba by mu chyba dać coś do jedzenia;
aby mógł nasycić żołądek malutki,
pokruszyłem kęsa z porannej drożdżówki.

Ptaszek dziobie zręcznie, jak gdyby się spieszył,
a mnie jego uczta najzwyczajniej cieszy.
Obserwuję malca, napawam się cieniem,
ogarnia mnie z wolna radość i wzruszenie.

Nie minęła chwila, gdy wydziobał wszystko,
po ostatni okruch podszedł bardzo blisko!
Zafurczał, odleciał, tyle go widziano,
zostawił po sobie mokre świeże guano.

Gorzów Wlkp., 3.07.2014