Start Poezja Adam Bolesław Wierzbicki Immunitas

Immunitas

Uodporniłem się na ból, jaki zadają prawe sierpowe
Andrzeja Gołoty czy pałka psa uderzająca z precyzją
po piętach i nerkach na policyjnym dołku o czwartej
nad ranem, gdy całe miasto śpi i nikt nie słyszy krzyku
katowanej ofiary, wzywającej na pomoc wszystkich

Świętych. Uodporniłem się na skrajne temperatury, od
styczniowych mrozów, jakie nawiedzają północną Syberię
po czterdziestostopniowy żar, lejący się z nieba w lipcowe
południe, towarzyszący żniwiarzom podczas niepewnej
pogody, zwiastujący nadchodzącą burzę czy ulewę.

Uodporniłem się na głód, jaki towarzyszył więźniom
Oświęcimia poganianym kolbami esesmanów, idącym
w katorżniczym i ekstremalnym marszu żywych, którego
zwycięzcami byli ci, którym udało się nie ukończyć go

śmiercią. Uodporniłem się na zmęczenie, niczym czarnoskóry
Amerykanin niesłusznie podejrzany o mord na trzech białych
kobietach. Ścigany po plantacjach Georgii w latach trzydziestych
ubiegłego wieku, przez dziesiątki policjantów i setki ubranych
w białe kaptury członków Ku Klux Klanu. Uodporniłem się

na pragnienie, jakie nęka wycieńczonych podróżnych, błądzących
od tygodnia bez map i kompasu, po rozgrzanych piaskach
pustyni Gobi, z nadzieją wypatrujących w oddali zieleni drzew.

Uodporniłem się na brak snu, jaki znosi matka urodzonego
tuż przed menopauzą jedynaka, czuwająca nocami przy jego
łóżku w obawie przed powikłaniami, jakie może przynieść
niedoleczona grypa, angina czy chociażby przeziębienie.

Tylko jak do tej pory, mimo ogromnych wysiłków, starań
oraz nauk pobieranych u najlepszych mentorów, nie udało
mi się uodpornić na miłość. Jednak czuję, że ten czas kiedyś
wreszcie nadejdzie.