Start Poezja Czesław Markiewicz Hybryda II

Hybryda II

Znikomy stoję w cieniu w anemii małego drzewa
Roman Śliwonik (1930-2012)

  jeśli to była a była to jesień wszedł do lasu albo las przyszedł do niego w końcu
  to już bez znaczenia leśmian szekspir lub grochowiak wszystkich nie lubił
  albo lubił tak samo przerażały nawet grzyby bo nie miały żywych kształtów choć
  najbardziej wkurzające było a było jak jasna cholera że po raz pierwszy jednak
  w życiu nie sam lecz ktoś zdjął mu okulary jakby bez nich miał zobaczyć światło
  z którym brał się na rękę i na papierze i to że nie mógł powiedzieć odpierdol się
  śmierci

  tylko jesienią w mieście wystarczy odsunąć firanki żeby coś zobaczyć choćby
  jedno marne drzewo chyba że ten wredny pulsujący punkt zrobił go w konia
  ze skrzydłami albo strzelił mu gola inny drzew oprawca salwując również
  w tę samą stronę on już wyłącznie szeptem potrafi jakby gongiem milczenia
  wyłudzić lub wezwać z pamięci to jedno ocezurowanie oto nadeszła pora
  odchodzenia przyjaciół a przecież słychać gdzieś spod horyzontu bicie dzwonów
  jak w pysk zakłócających staccato wiolonczeli jaka szkoda że nie sygnaturki
  poza tym żaden ze zgrzybiałych kształtów kobiecych bioder nie przypomina
  ani ich rozchełstań

  to była jesień bo zobaczył że w lesie jest naprawdę ciemno lub ciemniej niż zwykle
  gdy resztki świata i światła jakby w różu nieśmiertelnych okularów i jakby więcej
  drzew zdrewniałych i wszystkie nagle bez liści i bez otwartych okien w mieście
  jeśli to była jesień to była to ta właściwa pora rozwiązywania sznurówek kiedy
  grzyby kwiaty i kobiety oddają wilgoć ziemi a jesień tak samo jak ludzie i słowa
  nie ma już znaczenia bo to wszystko na końcu lepiej wygląda na papierze

  jesień trzeba tak czy owak przeżyć lub przeżyć na co on ma dajmy na to już i tylko
  już swój czas i swoją nieograniczoną ilość okien drzew i tym podobnych tropów
  i najwspanialszych trupów bez kolejki obchodząc kolejne głupie w życiu urodziny

Czesław Markiewicz