Start Poezja Marek Czuku Wiosna

Wiosna

Dwie skrzeczące sroki spadają nagle
z dachu i nurkują w kosmicznym eterze
naszego podwórka, by energicznie

wachlując skrzydłami płynnie
wznieść si ę ku kwintesencji
nieba. Podziwiam ich sroczość,

której nigdy tak naprawdę
nie poznam, podobnie jak psiości
mojego ulubionego yorka – Roja

ani istoty jałowych w sumie sporów
o uniwersalia i kolejne koncepcje
natury. Koń, jaki jest, każdy widzi.

Przez osiedle przejeżdża czarny
terenowy opel. Obok gołębie
pracowicie skubią resztki chleba

pozostawione przez kogoś
przy betonowym przejściu.
Czy zwierzę to człowiek,

któremu się  nie powiodło?
Czy potrafimy się  dojrzeć
i porozumieć ? I skąd to nasze

poczucie wyż szości, niezbyt
przekonująco uzasadniona
antropocentryczna buta?