Start Poezja Witold Stankiewicz Platonicznie...

Platonicznie...

  Codziennie chodzę tą moją uliczką.
  Ona się zmienia, ja się zmieniam...
  Nawzajem przyglądamy się naszym obliczom;
  znikają bezpowrotnie gdzieś w czasoprzestrzeniach.

  I jej, i mi przybywa nowych zmarszczek,
  i mi, i jej cera szarzeje, czas ją psuje;
  łypiemy z niepokojem: ja na nią, ona na mnie,
  gdy peeling podeszwami zbyt rzadko jej funduję.

  Ona ma szczęście! Starczy jej nieco szminki,
  fluid i cienie, by znów jaśnieć wystawnie.
  Ja, idąc, rozpamiętuję przeszłe, ludzkie uczynki;
  wciąż przypominam sobie, jak bywało z nią dawniej.

  I nie wiem już doprawdy, kto jest bardziej czyj;
  ja jej będę jedynie, ona na zawsze moja.
  Wystepowuję bez przerwy, spacerując – Ty żyj!
  Ona mi odpowiada, zwłaszcza nocą – Kto?! Ja?!

  Rozmawiamy ze sobą, jak starzy kochankowie –
  prawie Romeo i Julia, tyle że nie z Werony.
  Wsłuchuję się uważnie, co też mi dzisiaj opowie –
  czy wciąż darzy uczuciem, choć już nie tak szalonym?

Witold Stankiewicz