Start Poezja Jakub Łysakowski Pieśń o kacie (fragmett poematu)

Pieśń o kacie (fragmett poematu)

księga pierwsza: separatio

Prolog

pieśń moja z bólu się rodzi
płynie przez pola i lasy
myślom moim przewodzi
skrzy się dawnymi czasy

pieśń moja rodzi się z serca
z troski o ciebie, człowieku
jam jest zaś skromny piewca
i świadek minionych wieków

moja pieśń rodzi się z głowy
spada jak piorun z przestworzy
niechaj twój osąd surowy
mądrości tobie przysporzy

nie pragnę ciebie pouczać
życiem strudzony wędrowcze
usłysz i w sercu zachowaj
nim wrócisz na swe manowce

serce i rozum, tych dwoje
grać tu będzie najwięcej
serce ma rozum, tak czuję
i rozum ma serce, tak twierdzę


I
było to w czasach zamierzchłych
brzmiących przeszłości echem
żył w mazowieckiej kniei
drwal mężny zwany Wojciechem

zwalistej był on postury
głos niski, włos kędzierzawy
pięścią mógł kruszyć mury
nawet ot tak, dla zabawy

narzędziem jego był topór
którym wywijał jak piórkiem
do domu wracał po zmroku
do chaty tuż za pagórkiem

żywot swój pędził samotnie
nie miał nikogo na świecie
żona mu zmarła przed rokiem
żadnych nie mieli też dzieci

Wojciech, człek ufny i prosty
długo rozpaczał po żonie
wielkim obrósłszy zarostem
czasem zapłakał na stronie

pokochał bezchmurne niebo
i ciszę, co wokół zalega
tylko on wiedział dlaczego
łzą mu wciąż oko podbiega

odsunął się więc od ludzi
pracował zawsze samotnie
czy mu się w życiu nie nudzi
pytali go wielokrotnie

inni drwale, co byli w lesie
podobnie jak on ludzie prości
bo na jego widok przecież
się serce krajało z żałości

on zaś milczał uparty
jak góra, jak głaz zaklęty
nie grał w otwarte karty
dla innych wciąż niepojęty


II
czy wiesz, co ci los szykuje?
czy będziesz tak żyć, jak żyjesz?
to, czego ci dziś brakuje
może za rogiem się kryje

Wojciech miał swój świat mały
za progiem zgrzebnej chałupy
a kiedy kiszki mu grały
biegał w knieję po łupy

brał oszczep i ostry nóż
idąc na łów o świtaniu
i wnet jelenia miał już
na swym wystawnym śniadaniu

dziś gdy z domu wyruszał
przeczucie go dziwne tknęło
że wkrótce będzie się zmuszać
by znaleźć to, co zginęło

powietrze zaś było gęste
i cisza wielka się stała
a takie zjawiska są częste
gdy burza zacząć się miała

z zadumy wyrwał go skowyt
jakby zwierzę kto ciężko ranił
więc zaczął poprzez dąbrowy
wielkimi sadzić krokami

pędził szybko w tę stronę
skąd ryk dochodził i wrzaski
mając za swą obronę
oszczep, topór, nóż płaski

wpadłszy już na polanę
czyny ujrzał straszliwe
pięciu drwali na zmianę
pięściami tłukło dziewczynę

to wiedźma, krzyknął mu jeden
kusi po lasach, czaruje
pewnie straszliwą biedę
wnet nam tutaj szykuje

krew zawrzała w Wojciechu
w gniew się zanurzył po szyję
ostawcie, rzekł bez pośpiechu
ja tu ją zaraz zabiję

lecz gdy się rozstąpili
otarłszy z pięści krwi strugi
zrozumiał, jakże się mylił
co do Wojtka, drwal jeden z drugim

podszedł on do dziewczyny
co półprzytomną już była
i padłszy w toń koniczyny
ledwo dyszała, lecz żyła

podniósł ją delikatnie
krzywdy nie chcąc uczynić
po czym wyniósł ją z matni
taki tej bójki był wynik

hej śmieciu, jeden zawołał
miałeś nam zabić tę dziewę
Wojciech zaś spokój zachował
dziewczynę złożył po drzewem

spotkali się wtedy wzrokiem
ona z nim, na chwili ułamek
następnie powolnym krokiem
drwal wszedł znów na polanę

coś go urzekło w jej oczach
i prócz zwykłej litości
jakaś myśl przeurocza
zdołała mu w sercu zagościć

zmieniłem zdanie, tak rzecze
ona dziś u mnie zostaje
ja teraz nad nią mam pieczę
mówiąc to patrzył na zgraję

potem poddźwignął z trawy
oszczep niechybny i topór
bo groźne ujrzał postawy
chęć mordu wyczuł we wzroku

takich was dotąd nie znałem
ozwał się Wojciech przytomnie
nie ja jednak pokój złamałem
to wy tu macie coś do mnie

nim skończył mówić, skoczyli
wszyscy naraz ku niemu
pragnąc po krótkiej chwili
siłę brodacza przemóc

ale inaczej się stało
bo nim dobyli swych noży
natychmiast ich piątkę całą
drwal Wojciech trupem położył

skąd taki gniew, tyle złości
skąd to się wszystko wzięło
skąd te okrutne zdolności
że krew, że zbrodnia i przemoc?

o tym zabójca nie myśli
jeno uchodzić mu trzeba
oręż skrwawiony wyczyścił
i szybko wraca do drzewa

gdzie dziewkę zostawił uprzednio
lecz jej tam nie ma, o losie!
drwala myśli już biegną
lecz toną w wielkim chaosie

gdzie się podziała, jak mogła
tak odejść bez słowa podzięki
nadzieje jego zawiodła
wzniecając pasmo udręki
do domu, do domu biegiem
zaszyć się, zniknąć, zapomnieć
jakoś znów wrócić do siebie
życie pędzić samotne

tak dumał przez drogę całą
na karku biegnąc złamanie
w myślach miał to, co się stało
w lesie, tam na polanie

zatrzymał przed chaty drzwiami
tak dzisiaj szybkie swe kroki
bieg go nieco osłabił
serca przyspieszył obroty

rzecz mu się dziwna zdała
gdy tak stał przy wierzejach
że w chacie osoba stała
może to zmęczenia był przejaw?

oddech wstrzymawszy drzwi trącił
żeby otwarły się nieco
i umysł znów mu się zmącił
bo postać ujrzał kobiecą

dopadła go w progu i wpiła
ustami się w jego usta
bo to ta dziewczyna była
co znała czary i gusła

nie chciał jej ciała, nie teraz
zbyt wiele się wydarzyło
pamięć za bardzo uwiera
uderza z podwójną siłą

czego chcesz od niej, Wojciechu
w duchu to zadał pytanie
wieczerzę z nią zjem bez pośpiechu
i niech tu na noc zostanie

niechaj się czuje bezpiecznie
w mej chacie pośródku lasu
spokój nie potrwa wiecznie
lepszych doczeka tu czasów

ona zaś inne zamiary
na wieczór dzisiejszy powzięła
rzuciła największe czary
bo naga przed nim stanęła

pięknej była figury
kibici wąskiej i zgrabnej
śniady był odcień jej skóry
a ciało jędrne, powabne

szarpali się do północy
na łoże padłszy dopiero
kiedy im zabrakło mocy
zasnęli jak para sierot

w siebie trwożnie wtuleni
by bliskość poczuć i ciepło
drwal strzegł jej jak źrenic
i poczuł ciała jej miękkość


III
gdy szczęścia cię spotka chwila
ciesz się nią człecze, jak możesz
bo często wśród kwiecia się skrywa
zdradziecki i ostry korzeń

jeszcze mgły opar nie spada
jeszcze się knieja nie budzi
a pod chatę drwala się skrada
grupa nieznanych tu ludzi

głowy skryli w kaptury
i kusze mają przy oku
choć wielkiej byli postury
nie było słychać ich kroków
obeszli dom bezszelestnie
gestem się porozumiewając
żaden z nich ani nie westchnie
by z matni nie uszedł zając

a ze dwudziestu ich było
i na znak szybko dany
nim serce dwa razy zabiło
Wojciech już leżał związany

pojmali również dziewczynę
wciąż nieświadomą niczego
uznając ją za przyczynę
tego, co stało się złego

starzec nimi dowodził
siwy, postawny, wysoki
z możnego rodu pochodził
i on tu ferował wyroki

Krystyn się zwał ów mężczyzna
Mazowsza był wojewodą
w członkach jego tężyzna
i szybkie ruchy prym wiodą

patrzył na zajście całe
z siodła swego rumaka
widział, że z wielkim zapałem
Wojciech się miotał jak szakal


IV
ty, który wstajesz o świcie
by w pracy się zaprząc kierat
o zmroku zaczynasz życie
i zmrok ci życie zabiera

owi, co rano wyszli
przed swe drewniane chałupy
wnet ogarnęli myśli
zebrawszy je prędko do kupy

bo oto traktem szerokim
w porannym kurzu tumanie
grupa jeźdźców wysokich
jechało ku Płocka bramie

gród ów był wtedy stolicą
dzielnicy Mazowszem zwanej
gdzie podróżnika zachwycą
wody Wisły szeroko rozlane



Pieśń o Kacie powstała z zaskoczenia w pewne kwietniowe popołudnie 2010 roku. Początkowo miał to być scenariusz filmowy, ale zdania niespodziewanie zaczęły się rymować i tak już zostało. Mam jednak nadzieję, że scenariusz powstanie, bo niniejsza historia jest tego warta. Powstała z potrzeby stworzenia bohatera mitycznego i umieszczenia go w historii Polski. Idealnym okresem okazała się pierwsza połowa XIII wieku – czas rozbicia dzielnicowego. Bratobójcze walki książąt o władzę, niszczycielskie najazdy Prusów i Mongołów, bezpardonowa ekspansja Zakonu Krzyżackiego, do tego gorączka złota na Śląsku i tworzenie się miast stanowią tło opowieści. Ponadto z mroków dziejów wyciągam postacie drugoplanowe: mazowiecki wojewoda Krystyn, ksiądz Jan Czapla, uczony Witelon. Wiele uwagi też poświęciłem żonom dwóch największych adwersarzy epoki, czyli Henryka Brodatego i Konrada Mazowieckiego: kolejno św. Jadwidze i księżnej Agafii. Główny bohater, Wojciech, kolejno jest drwalem, potem katem, następnie lekarzem i na końcu wodzem pruskiego plemienia. Jeśli starczy sił, powstaną trzy księgi. Akcja pierwszej rozpoczyna się w 1215 roku, akcja ostatniej kończy się w roku 1249. To opowieść o człowieku wplątanym w wir historycznych wydarzeń, których początkowo nie rozumie, ale z czasem staje się ich współtwórcą. Chcę pokazać mało znany, lecz bardzo znaczący fragment naszych dziejów, kiedy ugruntowała się Bogurodzica, został wykuty Szczerbiec, orzeł biały stał się godłem państwowym.