Zafascynowała mnie przedwojenna Zielona Góra

Rozmowa z filokartystą Sławomirem Ronowiczem

Kolekcjoner, regionalista, miłośnik sztuki czy biznesmen. Jak Pana przedstawić?
Jestem każdym po trochu. Dodałbym jeszcze miłośnik podróży i kibic sportowy.
Skąd się wzięła Pańska pasja? Jaki był pierwszy eksponat w kolekcji?
Ja w swoim życiu zawsze coś zbierałem. W dzieciństwie były to programy meczów żużlowych, znaczki i etykiety zapałczane, trochę później monety, ale tak na poważnie to dopiero pocztówki Zielonej Góry (Grünberg in Schlesien) sprzed 1945 roku. Nie jestem rodowitym zielonogórzaninem i wiele osób dziwi się skąd ta pasja. Pasją tą zarazili mnie moja żona Bożena i syn Jacek. Pierwszą kartkę żona kupiła na targach staroci organizowanych raz w miesiącu w Technikum Elektronicznym w Zielonej Górze.
Była to kartka ze Wzgórzem Winnym i domkiem winiarskim (obecnie Palmiarnia). Było to prawie 20 lat temu. Historią Zielonej Góry zainteresował się mój syn i rozpoczął z żoną zbieranie kartek. Po kilku targach staroci w Zielonej Górze powiększyli zbiór do kilku sztuk. Nie wiem, jak to się stało, ale oglądając te stare kartki, zafascynowała mnie przedwojenna Zielona Góra, jej architektura, mieszkańcy i ich pasje, związane szczególnie z winiarstwem. Zacząłem sam kupować pocztówki. Pomagali mi w tym syn i żona.
Skąd pochodzą kolejne pocztówki? Jak zdobywa Pan obiekty do swojego zbioru?
Zbiór zaczął się szybko powiększać. Kupowałem kartki na aukcjach internetowych (Allegro i eBay niemiecki). Zacząłem śledzić, gdzie odbywają się na terenie Niemiec giełdy starych pocztówek. Pierwszy raz pojechaliśmy z całą rodziną na giełdę do Norymbergi około 15 lat temu. Byliśmy zaskoczeni, bo kupiliśmy tam kilkanaście pocztówek, w tym kilka unikatowych. Tak zacząłem jeździć najczęściej z synem lub sam na giełdy do Niemiec, głównie do Norymbergi i Berlina. Po kilkunastu latach kolekcja powiększyła się do ponad 1000 sztuk.
Proszę scharakteryzować swój zbiór. Jak go Pan nazywa?
Nie mam określonej nazwy, ale najbardziej do tego zbioru pasuje nazwa, którą przyjęliśmy, wystawiając zbiór w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej: Zielona Góra na pocztówkach z przełomu XIX i XX wieku.
Czy kataloguje Pan swoje zbiory?
To, co robię, trudno nazwać katalogowaniem, ale porządkuję swój zbiór, układając pocztówki według konkretnych ulic, placów i poszczególnych obszarów dawnej Zielonej Góry lub tematycznie, np. litografie. Wszystkie kartki skanuję, nadając im numery. Jeżeli zbiór powiększy się o eksponat np. z konkretnej ulicy, wówczas numeracja się zmienia.
Które z eksponatów ceni Pan najbardziej?
Te, które było trudno zdobyć, które są rzadko spotykane, jak pocztówka przedstawiająca synagogę, seria pocztówek przedstawiających słynne Winobranie z 1900 r.
Czy miał Pan okazję prezentować swój zbiór szerszej widowni?
Tak. W 2014 r. zorganizowałem w ramach działalności Stowarzyszenia Pro Cultura et Musica im. Edyty Stein kilka wystaw, w bibliotece wojewódzkiej, w Muzeum Ziemi Lubuskiej, w Palmiarni i na placu przed ratuszem. Pocztówki prezentowane były w powiększeniu na dużych planszach z PCV z dokładnym opisem, co się na nich znajduje. Myślę, że wystawy te w sumie obejrzało kilkanaście tysięcy osób. Fragment wystawy prezentowany był w Cottbus i w jednej z zielonogórskich szkół. W tej, w której kupiona była pierwsza pocztówka.
Tworzenie kolekcji wymaga dużych nakładów finansowych, jak sądzę…
No tak! Niestety nie jest to tanie hobby. Wystarczy zajrzeć na aukcje internetowe, aby zobaczyć, jakie ceny osiągają przedwojenne kartki. Ceny najtańszych rozpoczynają się od ok. 30 zł, a kończą...
Rozrastająca się kolekcja to satysfakcja, ale i problem z jej przechowaniem. Jak go Pan rozwiązuje?
Nie mam z tym problemu. W Niemczech można kupić specjalne albumy (klasery) do przechowywania pocztówek. Każda jest w osobnej kieszeni. Na jednej stronie jest ich sześć. Jest to praktyczny sposób przechowywania, a także wygodny podczas oglądania kartek.
Jakie są plany na odległą przyszłość związane z kolekcją? Czy widzi Pan następców, którzy będą kontynuować tę pasję?
Nadal staram się powiększać kolekcję o nowe eksponaty, ale coraz trudniej znaleźć pocztówki, których nie mam. Nie zawsze uda mi się wygrać aukcję internetową, bo kolekcjonerów w Zielonej Górze jest dużo. Cały czas przy kolekcjonowaniu pomaga mi syn, który teraz mieszka w Poznaniu i wiem, że w przyszłości zaopiekuje się zbiorem i będzie kontynuował tę pasję.
Jakie marzenia posiada kolekcjoner Sławomir Ronowicz? Czy jest jakiś obiekt, o zdobyciu którego nie przestaje Pan myśleć?
Zawsze jestem zadowolony, jak uda mi się kupić pocztówkę z obiektem, o którym nie miałem pojęcia, że istniał w Grünbergu, albo z takim, który trudno zlokalizować, ale najbardziej marzy mi się, aby mieć całą kolekcję z Winobrania w 1900 r. Nie wiem tylko, czy jest to możliwe, bo tak naprawdę nikt nie wie, ile ich wydano. Ja posiadam ich 19 sztuk. Widziałem zdjęcia ze zbiorów innego kolekcjonera i wiem, że na pewno są dwie, których nie mam, ale czy to wszystkie?