Wspomnienia z podróży są jak echo dzwonków

W Zielonej Górze mieszkam od 1958 r. Jestem podróżnikiem, pilotem wycieczek, przewodnikiem turystycznym, pedagogiem, a przede wszystkim kolekcjonuję dzwonki. Ukończyłem studia w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Zielonej Górze w 1979 r. Byłem wykładowcą w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sulechowie, w latach 2005-2011.
Od najmłodszych lat mam zamiłowanie do podróży i poznawania Polski i świata. Korzystam z komunikacji lotniczej, morskiej, kolejowej i samochodowej. Uprawiam też turystykę kolarską w kraju i za granicą. Byłem w 32 krajach Europy, Azji i w Stanach Zjednoczonych, z których zawsze przywoziłem dzwonki, jako pamiątki z podróży.

Parę słów o kolekcji dzwonków

Zbieranie dzwonków rozpocząłem w 1977 r. Obecnie zbiór liczy ponad 700 egzemplarzy. Pochodzą one z 65 krajów świata, z 6 kontynentów: Europa, Azja, Ameryka Północna, Ameryka Południowa, Australia i Afryka. Mam również dzwonki z 90 miast Polski, w tym 16 regionalnych z województwa lubuskiego. Zdjęcia ponad 500 dzwonków z kolekcji można obejrzeć na stronie: www.pracownia.hostit.pl/dzwonki. Wykonał je Jacek Serżysko, znany zielonogórski fotografik.
Najcenniejszym w mojej kolekcji jest Papieski Dzwonek Jubileuszowy (replika z brązu), który kupiłem wiosną 1999 r. Oryginał o wadze 5 ton stoi w ogrodach Watykanu. Uderzając w roku 1999 w ten milenijny dzwon, nasz papież Jan Paweł II ogłosił wejście chrześcijaństwa w trzecie tysiąclecie. Bardzo ważny w kolekcji jest metalowy dzwonek ze świętym Janem Pawłem II, zakupiony przeze mnie w Watykanie 28 kwietnia 2014 r., w dzień po kanonizacji.
Najstarszy dzwonek ma ponad 150 lat i pochodzi z okolic Przemyśla. Odlany został z brązu, ma kute serce z żelaza. Najcięższy jest dzwonek szkolny, odlany z mosiądzu, który waży 1,70 kg. I dzwoni bardzo głośno. Najlżejszy dzwonek jest wykuty z metalu, waży 1 gram i dźwięczy bardzo cicho. Najczęściej noszę przy sobie mały mosiężny dzwonek z Indii, którym zwołuję na zbiórkę turystów z mojej wycieczki. Nazwałem go dzwonkiem pilota.
Materiały użyte do wytworzenia dzwonków to: metale i ich stopy, glina, porcelana, szkło, kamienie półszlachetne, drewno (kołatki) i inne.
W kolekcji mam różne rodzaje dzwonków, które można podzielić na: kościelne, obrzędowe, szkolne, domowe, pasterskie, dzwonki do sań, pałacowe, orkiestrowe, barowe, hotelowe, szpitalne, sportowe, jachtowe, okrętowe, sygnalizacyjne, rowerowe, pamiątki turystyczne i inne.

Zainteresowanie dzwonkami i pierwsze egzemplarze w zbiorze

Pierwszym był dzwonek od sanek, stary, przedwojenny odlew z brązu, oznaczony cyfrą 4 na awersie. Przyczepił go mój ojciec Zygmunt, a w miejsce serca dzwonka zawiesił metalową nakrętkę. Dźwięk ma bardzo donośny. Pamiętam, że gdy biegałem zimą z sankami koło domu, moja mama Janina, zawsze słysząc dzwonek, mogła mnie znaleźć i zawołać do domu. Któregoś dnia mama zachorowała na grypę. Leżała w swoim pokoju, a ja z bratem Witkiem podawaliśmy jej lekarstwo lub herbatę, gdy nas zawołała. Czasami mówiła tak cicho, że postanowiliśmy z Witkiem przyczepić dzwonek od sanek do haków we framudze drzwi naszego pokoju. Koniec sznurka przyciągnęliśmy do łóżka w pokoju mamy i wtedy łatwo mogła nas przywołać. Pytaliśmy, co jej podać, jak się czuje. Po paru dniach mama wyzdrowiała i dzwonek położyłem na półce. Zobaczył go mój kolega i poprosił, abym mu go podarował. Po krótkim namyśle odmówiłem, bo stanowił już dla mnie taką sentymentalną, rodzinną pamiątkę.
Drugim w kolekcji jest mały owczy dzwonek z księstwa Liechtenstein. Otrzymałem go w Szklarskiej Porębie w 1976 r. od mojego kolegi Leszka Weresa, pilota wycieczek „Almaturu” z Poznania. Zdałem wtedy, 26 stycznia 1976 r., egzamin i otrzymałem legitymację pilota wycieczek zagranicznych.

Pierwsze zlecenia na pilotowanie imprez turystycznych i zakupy nowych dzwonków
Już w marcu 1977 otrzymałem moje pierwsze zlecenie, z Biura Podróży i Turystyki „Almaturu” w Zielonej Górze, na pilotowanie studenckiej wycieczki turystycznej z Zielonej Góry do Pragi. W sklepach z pamiątkami widziałem wiele ładnych dzwonków i kupiłem cztery ceramiczne, ręcznie malowane.
Latem 1977 r. dostałem z Almaturu pilotaż po Polsce grupy z Rumunii, na trasie Przemyśl-Warszawa-Kraków-Oświęcim-Warszawa. Pojechałem tam z moją dziewczyną, obecnie żoną Jadwigą. Wiedziałem, że w Przemyślu jest znana odlewnia dzwonów, więc poszliśmy tam, mając parę godzin do przyjazdu grupy z Bukaresztu. W biurze firmy przywitał nas właściciel Jan Felczyński, mistrz ludwisarstwa. Odlewnia dzwonów, znana na całym świecie, świętowała wtedy jubileusz 150 lat działalności. Mistrz Jan oprowadził nas po hali, opowiedział o technice odlewania dzwonu i o długiej historii Odlewni. Gdy powiedziałem, że mam już parę dzwonków, podarował mi kilka, które chciał przetopić. Bardzo się ucieszyłem, podziękowałem i to był prawdziwy początek kolekcji.
W rok później, czyli w sierpniu 1978, pilotowałem studencką grupę trampingową BPiT „Almaturu”, z Zielonej Góry do Indii przez ZSRR, Iran, Afganistan i Pakistan. Do Moskwy polecieliśmy samolotem, a dalej pociągami i autobusami. Podróż trwała 40 dni. Pierwszy nocleg mieliśmy w Teheranie, stolicy Iranu. Rano na wielkim bazarze sprzedawca dywanów poczęstował mnie aromatyczną herbatą i wprowadził w tajniki dokonywania zakupów w Azji. Oto rady, jakich udzielił mi Irańczyk: wybierz przedmiot, który chcesz kupić, zapytaj, ile kosztuje, nie kupuj za pierwszą cenę, bo jeśli się potargujesz, sprzedawca może cenę obniżyć. Od razu szukaj wad lub jakichś mankamentów w wyrobie i zaproponuj o wiele niższą cenę! Spokojnie i konsekwentnie staraj się negocjować, ale też pokaż małą kwotę pieniędzy, którymi chcesz zapłacić. Taki argument może przekonać sprzedawcę i kupisz o wiele taniej. Podziękowałem za herbatę i za rady, które wkrótce bardzo mi się przydały. Szczególnie przy opłatach, których dokonywałem jako pilot w hotelach, w pociągach, w autobusach i przy zakupach żywności oraz dzwonków!
W Indiach, w mieście Agrze, kupiłem trzy nowe dzwonki z mosiądzu. Na straganie było około 50 sztuk różnej wielkości. Jak zauważyłem, są to bardzo ważne przedmioty kultu religijnego mieszkańców Azji. Przy zakupie dzwonka zawsze dźwięk jest dla mnie najważniejszy. Biorę do ręki, poruszam i słucham, jak brzmi. Jeśli dźwięk podoba mi się, wtedy pytam o cenę i negocjuję. Podzwoniłem kilkoma dzwonkami ze straganu, wybrałem jeden, ale cena 5 dolarów, jaką podał Hindus, była zbyt wysoka. Wiedziałem, że spieranie się o cenę jest jakby wpisane w każdą transakcję handlową, więc powiedziałem, to dla mnie za drogo. Mogę zapłacić 25 centów. Sprzedawca nie zgodził się, więc odszedłem na bok. Jednak, za parę minut wróciłem do straganu i wybrałem jeszcze dwa mniejsze dzwonki. Razem za trzy zapłaciłem półtora dolara, na co już wyraził zgodę. Więc opłaciło się targować!
Od czasu trampingu do Indii zawsze przy zakupie dzwonków trochę się targuję i próbuję kupować Ceramiczny dzwonek koloru zielonego, z Zielonej Góry po niższej cenie. Przeważnie to mi się udaje!

Zbiór dzwonków od 1977 r. powiększa się bez przerwy!

Następne dzwonki kupowałem za granicą, ale też na giełdach staroci w Poznaniu, w Wałbrzychu, we Wrocławiu, w Jeleniej Górze, podczas Winobrania w Zielonej Górze albo co miesiąc na Targach Kolekcjonerów w Zespole Szkół przy ul. Stanisława Staszica w Zielonej Górze. Kolekcja rośnie też dzięki dzwonkom otrzymanym od rodziny, od przyjaciół, od koleżanek i kolegów pilotów, od sąsiadów, od wykładowców i od studentów PWSZ w Sulechowie, od moich uczniów, od znajomych i nieznajomych.

 

Prezentacje dzwonków z kolekcji, w bibliotekach, w domach kultury i w szkołach
Na wielu autorskich prelekcjach, w ponad stu miastach Polski, opowiadałem o moich podróżach po świecie i prezentowałem najładniejsze dzwonki. Wymienię tylko kilka miejscowości: Zielona Góra, Świebodzin, Żagań, Żary, Lubsko, Brody, Nowa Sól, Krosno Odrzańskie, Gubin, Głogów, Polkowice, Lubin, Legnica, Wrocław, Cieplice, Świnoujście, Szczawnica, Nowy Sącz, Pruszków, Poznań i wiele innych.

Pierwsza „Wystawa dzwonków” w Zielonej Górze w 1989 r. i kolejne prezentacje
Większa liczba artefaktów była eksponowana w muzeach i bibliotekach. Pierwsza „Wystawa dzwonków”, którą otworzył dyrektor dr Andrzej Buck, odbyła się w 1989 r., w Bibliotece Państwowej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze. Łącznie podczas 22 wystaw w kraju moje dzwonki obejrzało z dużym zainteresowaniem kilkanaście tysięcy osób, w tym cudzoziemcy z Europy i z Azji. Swoje wrażenia z prezentacji i wystaw wpisali do „Kroniki kolekcji”. W środę 16 marca 2016 r. po raz pierwszy zawiozłem część dzwonków za granicę Polski, do Niemiec. Dzwonki z kolekcji zobaczyli mieszkańcy Cottbus, w Niemiecko-Polskim Centrum Informacji. Bardzo pochlebnie wypowiadali się oni na temat Winobrania w Zielonej Górze, na które zostali zaproszeni, oraz o naszych winach i o moich dzwonkach.

Dzwonek pilota
Jak już wspomniałem, pierwszy dzwonek z Agry, o donośnym dźwięku, nazwałem dzwonkiem pilota i dzwonię nim, aby zwołać zagubionych turystów z grupy, którą prowadzę. W 1990 r. pilotowałem autokarową grupę turystów z Zielonej Góry do Włoch. W autokarze powitałem wszystkich, przedstawiłem się, zadzwoniłem dzwonkiem i poprosiłem, aby ten dźwięk zapamiętali. Wtedy wstał starszy pan i powiedział: „panie pilocie, ja nie jestem żadnym baranem i nie będę chodził za pana dzwonkiem”. Po powrocie do Zielonej Góry podszedł do mnie i stwierdził: „chciałem powiedzieć, że gdyby nie pana dzwonek, trzy razy bym się zgubił”. Przypominam sobie jeszcze jeden epizod z dzwonkiem, z podróży do Włoch w 1991 r. W Wenecji, na zbiórce koło mostu Rialto, nie pojawiło się pięć turystek z Zielonej Góry. Zostawiłem grupę i szybko wróciłem na plac świętego Marka z nadzieją, że tam je znajdę. Stanąłem pod latarnią, dzwonię i patrzę, a przechodząca obok grupa pielgrzymów z Radomia wraz z księdzem zatrzymała się i wszyscy uklękli. Pozdrowiłem ich i zapytałem, dlaczego klęczą. Wszyscy myśleli, że idę z komunią świętą do chorego, ale wyjaśniłem, że szukam turystek z mojej grupy. Pielgrzymi życzyli mi, aby się te panie znalazły. Na parkingu okazało się, że nasze dzielne panie same dotarły do autokaru. Takich sytuacji z turystami i moim dzwonkiem było sporo!

Plany na przyszłość z dzwonkami
Zainteresowanie dzwonkami i pasja kolekcjonowania nie gaśnie. Szukam nowych dzwonków. Planuję wydać katalog ze zdjęciami dzwonków z 65 krajów świata. Myślę też o zorganizowaniu w Zielonej Górze muzeum moich dzwonków.
Jak będzie, zobaczymy!

 

Marian Łysakowski