Dawne pudełka od zapałek wyróżniają się niespotykaną oryginalnością...

Rozmowę z filumenistą, filatelistą, filokartystą, bibliofilem i... ogrodnikiem Mieczysławem Jerulankiem przeprowadziła Ewa Mielczarek

Kolekcjoner, regionalista, miłośnik historii, urzędnik... Jak Pana przedstawić?

Rzeczywiście, jestem kolekcjonerem (filatelistyka, filumenistyka oraz bibliofilstwo), regionalistą, miłośnikiem historii, a także – z racji wykonywanego zawodu – urzędnikiem. Dodałbym jeszcze jedno określenie, które mnie charakteryzuje – miłośnik roślin, zafascynowany uprawianiem ogrodu i kształtujący otaczający mnie krajobraz. Ale to temat bardzo szeroki, nadający się na oddzielny wywiad.

Skąd się wzięła Pańska kolekcjonerska pasja? Czy pamięta Pan, jaki był początek zbieractwa?

Już jako chłopiec zacząłem zbierać znaczki pocztowe, co było dość popularne w mojej grupie rówieśniczej. Wielu moich kolegów interesowało się filatelistyką. Dopiero później dostrzegłem etykiety zapałczane, które oczarowały mnie nie jako przedmioty użytkowe (nigdy nie paliłem papierosów), ale jako dzieła sztuki umieszczane na opakowaniach zapałek. Warto wspomnieć, że filumenistyka, znana od połowy XIX stulecia, stała się popularna od lat 30. XX wieku najpierw w Wielkiej Brytanii, potem w innych krajach. Zgromadziłem do dziś sporą kolekcję liczącą kilkaset sztuk. Szczególnie, jako późniejszego historyka ,pociągały mnie wizerunki herbów miast Polski.

Skąd pochodzą kolejne obiekty? Jak zdobywa Pan eksponaty do swojego zbioru?

Oprócz poszukiwań własnych pozyskiwałem je od przyjaciół i znajomych, którzy dowiedziawszy się o mojej pasji, częstokroć przynosili mi przepiękne okazy. Z czasem rodzice, widząc moje zaangażowanie w zbieractwo, wykupili abonament na etykiety zapałczane, dzięki czemu posiadałem wszystkie, które ukazywały się w danym czasie.

Proszę scharakteryzować swój zbiór. Jak go Pan nazywa?


Jak wspomniałem wcześniej, etykiety zapałczane pojawiły się w drugiej połowie XIX wieku. Od tego czasu stały się w pewnym sensie nośnikiem informacji. Spełniały różnorodne funkcje: nalepki towarowej, miniaturowego plakatu o określonych zadaniach propagandowych, oświatowych lub reklamowych, albo funkcję dekoracyjną. Moja kolekcja odzwierciedla wszystkie te funkcje, jest świadectwem czasów, w których powstawała. Podobnie jak znaczki, etykiety przedstawiają rozmaitą tematykę, wprost nie sposób wszystkiego wymienić. Między innymi przedstawiają wizerunki sławnych Polaków, monet, zwierząt, reklamy różnych firm, herby miast itp. Nie jestem w stanie ich wszystkich przedstawić. Faktem jest, że dawne pudełka od zapałek wyróżniają się niespotykaną oryginalnością, kolorystyką, tematyką, a także rozmiarami.

Które z eksponatów ceni Pan najbardziej?

Posiadam nie tylko zbiór etykiet zapałczanych, gromadzę także literaturę dotyczącą filumenistyki. Posiadam kilka katalogów etykiet polskich, co pozwala każdą z nich przypisać do danego roku i stwierdzić ich wiek. Wszystkie etykiety stanowią dla mnie wartość kolekcjonerską i nigdy nie zastanawiałem się, które z nich są najcenniejsze. Myślę jednak, że chyba te najstarsze.

Czy miał Pan okazję prezentować swój zbiór szerszej widowni?

Nie chwaliłem się szerszej widowni swoim zbiorem. Zdarzyło się raz, za namową małżonki. Zaprezentowałem kilka klaserów na wystawie kolekcjonerskiej w szkole, w której pracowała. Dzieci były zachwycone. Nauczycielom też się bardzo podobały. Wielu nie wierzyło, że kiedyś można było nabyć zapałki w tak pięknym opakowaniu.

Tworzenie kolekcji wymaga dużych nakładów finansowych, jak sądzę...

Nakładów finansowych zbytnio nie odczułem, gdyż abonament był niski, a wiele pudełek z etykietami, jak już wspomniałem, przynosili mi koledzy, znajomi, kuzyni. Trzeba było je umiejętnie odkleić od pudełka, niekiedy wyprasować i umieścić w klaserze. Niemniej pomoc finansowa rodziców też była znacząca w zakupie katalogów, klaserów itp.

Rozrastająca się kolekcja to satysfakcja, ale i problem z jej przechowaniem. Jak go Pan rozwiązuje?

Obecnie filumenistyka w Polsce jest w zaniku z powodu braku nowych etykiet zapałczanych. Dziś produkowane pudełka zapałek posiadają nadruki. Natomiast jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku w sieci kiosków RUCH-u sprzedawane były zestawy etykiet zapałczanych specjalnie dla kolekcjonerów (podobnie jak zestawy znaczków pocztowych czystych lub stemplowanych). Z oczywistych względów moja kolekcja już się nie rozrasta, a swoje miejsce znalazła w klaserach i tekturowych pudłach w jednej z przepastnych szaf.

Jakie są plany na odległą przyszłość związane z kolekcją? Czy widzi Pan następców, którzy będą kontynuować tę pasję?


Mam nadzieję, że zbiory przejmą moje wnuki, bo staram się ich zainteresować tym, co mnie fascynowało przez kilka lat.

Jakie marzenia posiada kolekcjoner Mieczysław Jerulank?

Obecnie bardziej pasjonuje mnie kolekcjonowanie książek o tematyce historycznej – to moje ulubione zajęcie. Także opieka nad olbrzymią ilością różnorodnych roślin w przydomowym ogrodzie pochłania mnie bez reszty.

Uprzejmie dziękuję za rozmowę.